Halo bulimia.

Autor: bloondii

Kolejny dzien, kolejni ludzie, kolejne wyzwiska. Moja szara rzeczywistosc, w ktorej zostalam zmuszona zyc. Ostatnia lekcja, wf, caly dzien minal na mysleniu jak sie od tego wymigac. "Zle sie czuje"? Czy to przejdzie? Kolejny raz? Zobaczymy. Godzina po godzinie, samotnie mija. Bo kto chcialby sie zadawac ze mna? Z dziewczyna, ktorej sensem zycia jest jedzenie. Z dziewczyna, ktora wazy wiecej niz inne. Wyroznia sie, jest inna, to im przeszkadza. Oni chca idealu. Kazdy ma byc szczuply, z cera bez skazy, z nienaganna fryzura i markowymi ciuchami. Jesli tego ci brakuje, zaczynaja z ciebie drwic. Stajesz sie kims gorszym, bez wzgledu na swoja osobowosc, ktorej nie chca poznac. Wf. Mam cwiczyc, bo luzna lekcja. Ciekawe. Musze pomyslec nad nowa sciema.

-Zagrajmy w pomidora.- powiedziala nauczycielka wf, klaszczac w dlonie. (Gra, w ktorej rozsmiesza sie jedna osobe, a ona nje moze sie rozesmiac, na wszystko musi odpowiadac "pomidor"). Kogo wybrali na srodek? Mnie. Stoje tam, czekam. I doczekalam sie, ciosu w samo serce.

-Jestes okragla jak..?- od chlopaka, ktory mi sie podoba..

-Pomidor.- odpowiedzialam ledwo slyszalnie, podczas gdy reszta zanosila sie smiechem. Tego juz bylo za wiele, mialam ochote plakac, ale nie, nie moge pokazac slabosci. Nie teraz. Dopiero w domu. Jak zawsze. Tam i tak nikt nie widzi. Dzisiaj bylo inaczej. Dzis nie zamierzam plakac. Dzis zamierzam sie zmienic. Wracam. Babcia w domu, co pznacza jedzenie. Frytki, jakis kurczak z patelni, cos na szybko. Deser. Nalesniki z czekolada, po ktoryms juz z kolei przypomniala mi sie sytuacja z wf. Przestalam jesc, poszlam plakac. Tak bardzo chce sie zmienic. Dlaczego to takie trudne? Za trudne. Kolejny dzien z mojego monotonnego zycia sie zaczal. Kanapki do szkoly lezaly na stole, wsunelam je do torby i wyszlam. W szkole znow samotna, postanowilam zajesc swoja samotnosc kanapkami. Odwinelam z folii cztery kromki bialego chleba z serem. Usiadlam, juz mialam wsuwac chleb do ust, ale nie potrafilam. Poczulam wstret. Do jedzenia. Do siebie. Chleb wyladowal w smietniku. To moj nowy poczatek.

Weszlam na wage. Pierwszy raz od bardzo dawna. 82.7kg przy 160cm wzrostu. Wpatrywalam sie w zbyt duze cyfry na wadze. Jak moglam doprowadzic sie do takiego stanu? Analizowalam swoje zycie. Bylam mloda. Wiekszych problemow nie mialam. Moja rodzina i nadwaga. Tylko tyle. A moze az tyle. Nie mialam zldm w domu, na pierwszy rzut oka wszystko bylo idealnie. Zylam w dostatku, aldm brakowalo mi w tym wszystkim milosci, a zwlaszcza poczucia bezpieczenstwa. Codziennie balam sie co przyniesie mi dzien. Czy kolejny raz zostane ponizona, zraniona, fizycznie i psychicznie. Mozna powiedziec, ze zaczelam to traktowac jako cos normalnego. Dwunastoletnia dziewczyna z marzeniami i problemami. Blondynka, z obfitymi ksztaltami. Dziewczyna, ktora swoja sylwetka zwraca na siebie uwage. Od jutra wszystko musi sie zmienic. Ja musze sie zmienic. Schudne. Pokaze wszystkim, ze tez jestem cos warta. Zalozylam zeszyt, wpisalam date i wage. Z tylu zapisalam cwiczenia, najpierw cos prostego. Brzuszki, przysiady, bieg i cwiczenia rozciagajace. Takie podstawy. Niestety juz wieczorem kiedy postanowilam pocwiczyc okazalo sie to trudniejsze niz przypuszczalam. Zaczelam od brzuszkow. Dostalam zadyszki po pieciu. To niemozliwe. Wiedzialam, ze mam slaba kondycje, ale nie sadzilam, ze az tak. Malymi kroczkami. Bedzie lepiej. W nocy nie moglam spac. Zaczelam myslec kiedy tak sie roztylam. Moglam sluchac ojca. Zawsze krzyczal kiedy jadlam za duzo, ale ja musialam. To bylo silniejsze ode mnie. Nadal jest. Boje sie jest przy ludziach. Czy jest to spowodowane tym, ze zabraniano mi jedzenia? Nie wiem. Cala podstawowke jadlam sama, u siebie. Z rodzicami tylko w Wigilie. Tak juz zostalo. W takim nastroju zasnelam i nastepnego dnia obudzil mnie budzik. Znow szkola. Ubralam dres, wlosy uplotlam w warkocz. Tak jak zawsze. Szybka toaleta, plecak na plecy i wychodze. Schodze po schodach, a moje mysli

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy