Dagmara

Autor: rybionok

Tego lata szał gorąca zalał całą moją mieścinę. Postanowiłam wyjść na dwór z dwoma potworami. Cóż, myślałam, że jak zawsze będę snuła się ze wzrokiem wbitym w chodnik przeklinając zachowanie mych podopiecznych.

Gdy mamy wakacje, pogoda daje nam ten luksus, że przed wyjściem gdziekolwiek wystaczy ubrać tylko buty. Ważne, żeby te buty odpowiednio dobrać. Na dworze biegało mnóstwo dzieci z czarnymi stopami i nie byli to bynajmniej Mulaci tudzież pochodne. Raz nawet widziałam jak dwie dziewczynki smarowały twarz trzeciej ''maseczką'', którą wydobyły spomiędzy palców. Ciekawe doświadczenie.

Postawiłam więc na zwyczajne, czerwone trampki i ruszyłam. Zbiegłam pokonując 72 schody i po chwili poczułam uderzenie gorąca. Na przeciwko mnie rosły ogromne krzaki, w których kryły się różne przedziwne cudaczne stworki, metr pięćdziesiąt w kapeluszu. Ponoć były to ich bazy. Ruszyłam w górę. Planowałam iść na strażnika, jak zawsze. Szłam, szłam i mijając piaskownicę znów miałam przyjemność podziwiać piękną kuchnię przyozdobioną licznymi foremkami do piasku, talerzykami, wiaderkami, grabkami. W piaskownicy siedziały dwie ciemnowłose dziewczynki i myślały co mają ugotować. Najprawdopodobniej szukały dużych liści na gołąbki. Z okna usłyszałam jak pewna kobieta wrzeszczy na nie, że dostaną wilka. Hm.. Ciekawe jakim cudem w takim upale - pomyślałam i z westchnieniem poszłam dalej.

Zeszłam jednak Szymanowskiego w dół, bo psy za bardzo mnie ciągnęły. Nie wiem jakim cudem spotkałam tam największą (w sumie to naprawdę największą!) plastikową dziewczynę świata. W dłoni trzymała telefon, na którym zdążyłam ujrzeć tapetę z dziwną pomarańczową kobietą o białych włosach z kafelkami w tle i kranem z nierdzewnej stali.

-Hejka. Chodź ze mną poczekaj, bo czekam na chłopaka i nie mam z kim czekać i samej mi się nie chce czekać.

-Nie mogę. Psy ciągną.

Spławiłam ją możliwie jak najszybciej, no, tak mi się wydawało. Naprawdę nie miałam ochoty wysłuchiwać przeżyć Olki z wieloma partnerami. Kto wie ilu z nich pozbawionych było śnieżnobiałych zębów. Wspomnienie jednego jej kochanka sprawiło, że pomimo ciepłej pogody pojawił  się na moich bladych ramionach dreszcz.

Szłam dalej nieco oszołomiona. Z moich przemyśleń wybudził mnie szczekający pies. Pajda, bo tak jej było na imię była dość małym czworonogiem i przy moich wyglądała jak szczeniak. Jej pani natomiast była odrobinę większa i na pewno bardziej agresywna. Słyszałam z oddali jej krzyk, który miał za zadanie przywrócić do porządku dwie bawiące się dziewczynki. Jedna z nich siedziała i grzebiąc w kałuży rzucała drugą piachem i kamykami. Jak dla mnie norma.

Wyszłam na Pierwszego maja, prócz tego, że pod każdym spożywczym można spotkać minimum dwóch arystokratów to nic szczególnego nie widziałam. Z przystanku znów unosił się zapach stęchlizny, jednak ja nie miałam zamiaru się poddawać i dzielnie pchałam na przód swoje dwa, już o dziwo zmęczone kłęby sierści. Minęłam kolegę koleżanki.

-Masz rozpięty plecak - powiedziałam do siebie, hm, ciekawe czy zawsze moje myśli są głośne, czy zachowuję je dla siebie.

-Dzięki - odparł, zdjął z pleców tornister i zapiął. Człapał dalej przed siebie, a ja złapałam się za głowę jak to zwykle bywa w dziwnych sytuacjach.

Znalazłam się znów na Szymanowskiego. Zapach przystanku nijak się ma do zapachu początku tej ulicy. Pod trójką ujrzałam znów dwie dziewczynki, tym razem w lokach, które z uśmiechem na twarzy pałaszowały między innymi Mlekołaki. Popukałam się w głowę, a one serdecznie mi odmachały. Zagadywał je dziwny rudowłosy twór natury. Przerażona poczłapałam dalej.

Z daleka widziałam jak kilka łysych dzieci bawi się w ''piasku'' pod plastikowymi oknami. Na oknie siedział milutki pies. Było tak gorąco, że nagle doznałam mirażu. Pod piątką stał Jezus! Jego broda była tak seksowna, a ja nie wiem skąd u mnie te lubieżne myśli! Jezus spoglądał na mnie z inteligentną miną i nagle zawył, wypowiadając imię dziewczyny.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy