Karuzela

Autor: Agata Pańczyk

        Patrzę na karuzelę. Patrzę i słucham siedzącej obok mnie koleżanki, ale moje myśli niepokornie oddalają się. Już nie słucham, o czym mówi, i nie zważam na moje odpowiedzi.

       Patrzę na karuzelę i przypomina mi się rozmowa z Elą. Każde słowo, każdy gest. Siedziałyśmy jak co roku na tym samym kocu, pośród bujnie kwitnącej zieleni. Jednak zamiast plotkować o facetach czy narzekać na nasze rodziny rozmawiamy o życiu. I o śmierci.

       Tematy niezwykłe jak na rozmowę pomiędzy dwoma nastoletnimi dziewczętami. Jednak śmierć jest wpisana w koło naszych losów tak samo, jak narodziny. Gdy umiera starsza osoba, jesteśmy pełni żalu, ocieramy łzy z naszych oczu. Jest poczucie krzywdy, przeświadczenie, że jeszcze tyle czasu miało być przed nami, tyle nieskończonych rozmów, urwanych myśli, skrywanych żalów… Kiedy minie żal, cmentarna płyta nie wywołuje już naszych łez, a jedynie przywołuje wspomnienia.

      Miliony wspomnień. Dziadek rozdający wnukom orzechy. Babcia otwierająca sok malinowy… Dziadek czytający swoje zapiski przy suto zastawionym stole. Gdybyśmy wtedy wiedzieli, jak bardzo będzie tego brak. Najprostsze, niedostrzegalne gołym okiem, niedoceniane gesty. Babcia całująca na powitanie. Dziadek częstujący dorosłych wiśniówką… dziadek, który przyniósł wnukom coca-colę i chrupki.

      Kiedy minie żal, pozostają wspomnienia. Poczucie, że dobrze wykorzystaliśmy dany czas, że w naszych kontaktach niczego nie zabrakło. I tak mieliśmy niesamowite szczęście, że całe dzieciństwo, okres dojrzewania i powolnego wchodzenia w dorosłość mogliśmy spędzić z NIMI.

       Gdy umiera młoda osoba, tego żalu nie ma czym przykryć. Nie da się go wymazać, usprawiedliwić, wytłumaczyć. Ten żal trwa w nas nieprzerwanie, mimo że minęło już tyle dni od śmierci.

       Nie zatrzymał się czas, nie pękło lusterku, nie spadła ramka z jej zdjęciem ze ściany. Tamtego wieczoru los nie dał żadnego, nawet najmniejszego sygnału, że ona odchodzi… Kim była? Nie chcę jej tu przedstawiać, nie wiem, czy tego życzyłaby sobie jej rodzina i bliscy. O tej pięknej, młodej i zdolnej dziewczynie napiszę bezosobowo. Nie mam odwagi dzwonić i pytać, czy jej rodzice by sobie tego życzyli. Nie ma we mnie tej butności, która kazałaby rozdrapywać świeże rany.  

       Tamtego, pamiętnego wieczoru, dokładnie miesiąc przed naszą pierwszą rozmową o tej tragedii, nic nie wskazywało, że dzieje się coś złego. Koło dziejów toczyło się swoim tempem, na krakowskim rynku spotykali i bawili się młodzi ludzie.

       Potrafisz to sobie wyobrazić? Idziesz z kimś do pubu, potem ten ktoś się źle czuje. Dzwoni po rodziców, mdleje. Wezwana karetka przyjeżdża na sygnale, oddajesz tą młodą, silną osobę w pewne dłonie specjalistów, a oni nie mogą nic zrobić… W jednej chwili śmiejesz się z nią, a w drugiej… w drugiej okazuje się, że jej już nie ma.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy