Oszukać przeznaczenie cz. III

Autor: kselope

Część III

Alicja obudziła się chwilę przede mną. Wygląda jak skacowana. Unika mojego wzroku. Nie jest dobrze. Zaczynam mieć wyrzuty sumienia. Dzwoni do lekarza i umawia się na jedenastą. Nie umiem poradzić sobie z tą sytuacją. Mówię, że przyjdę wieczorem i wychodzę.

Co ja wyprawiam! To nie jest normalne. Czy mogłabym zdradzić Marcina? Maligna? Zły sen? Jak to racjonalnie wytłumaczyć?! Ale pamiętam dokładnie jego dotyk, sprawiał mi przyjemność i sama tego chciałam... To niemożliwe, to straszne!

Idę do staruszki. Mówię co zaszło i czy nie dałoby się tego odkręcić. Kręci głową w stylu ,,a nie mówiłam'' i zamiast ja jej, ona mnie pyta – I co teraz?

Moja nadzieja na szczęśliwy koniec rozwiewa się nieubłaganie. Najgorsze, że sam nie wiem, czego chcę, wszystko staje się zbyt skomplikowane. - Przecież tak chciałeś – słyszę – Przyczyny i skutki kręcą się jak koło fortuny w kartach tarota, przynosząc w końcu równowagę i ja nie mogę już dalej ingerować... Wsłuchaj się w swoje wnętrze, ono ci powie, co tak naprawdę jest ważne i czy warto płacić za rzeczy niepewne.

Jestem załamany i zdezorientowany. Szkoda mi mojego życia. Szkoda mi niszczyć życie Alicji. Mógłbym już do niej nie iść, ale żadna siła nie utrzyma mnie z dala od niej. Żyję przecież tylko myślą, że ją wieczorem zobaczę. Gdybym stracił zdolność odczuwania wszystko stałoby się proste...lecz czy byłbym jeszcze wtedy człowiekiem?

Idę szybko przez park. Czuję chłodne, świeże powietrze a nogi same mnie niosą. W ostatnich wydarzeniach jest coś z filmu, może nawet taniej sensacji. I dziwne, iż potrafię patrzeć na wszystko jako uczestnik i widz jednocześnie... Nagle zwalniam, czując wlepiony we mnie wzrok. Ogarnia mnie groza. Na ławce, pierwotnie mającej kolor czerwony, siedzi, w nonszalanckiej pozie, ucieleśnienie moich marzeń. Właśnie tak chciałbym wyglądać, właśnie tak! Myślałem, że taka postać istnieje tylko w mojej wyobraźni. Nogi całkowicie odmawiają mi posłuszeństwa a jakaś siła popycha mnie właśnie ku niej. Siadam ciężko i chłonę każdy szczegół wyglądu nieznajomego, czyli metr osiemdziesiąt wzrostu, brunet, diablo ciemne oczy z inteligentnym błyskiem na dnie. Uśmiech tajemniczy i niepokojący. Nienaganny ubiór podkreśla doskonałość sylwetki. Głos, gdy przemówił, wywołuje dreszcz, mocny i aksamitny w brzmieniu. Tacy ludzie nie istnieją-myślę z desperacją. 

 - Czemu pan mi się przygląda? - pyta patrząc w głąb mojej duszy. Czuję chłód w sercu, który wzbiera i falą przechodzi przez całe ciało. Nie widzę potrzeby by odpowiadać. - Chciałby pan porozmawiać? – ciągnie niezrażony a magia jego spojrzenia przykuwa mój wzrok. Kiwam głową. - A więc wierzysz w czary? - raczej stwierdza niż pyta.

- Nie wierzę – rzucam ostro. Nieznajomy śmieje się wesoło, ale jego oczy pozostają poważne.

- Oczywiście, że wierzysz!

Zimny lęk ściska moje gardło i podpełza do świadomości jak glista. Moje przeczucia są jak najgorsze.

- Przecież na swój sposób się znamy, prawda? - ciągnie pogodnie.

- Mylisz się – protestuję słabo.

- Ja nigdy się nie mylę. Chyba nie bierzesz mi za złe mojego wyglądu? Twoja wyobraźnia jest pod tym względem niemalże doskonała, Piotrze. - Moje imię w jego ustach jak smagnięcie biczem – Myślę, że nawiążemy współpracę.

- Kim jesteś? - chciałem zabrzmieć twardo, lecz wyszło nieco lękliwie...

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy