Aerdin

Autor: Kaena

Aerdin siedział blisko kominka. Starał się z całych sił nie myśleć o tym, co przed chwilą widział. W oczach miał wszechogarniającą pustkę. Czuł zło, które czaiło się na zewnątrz:

- Co my tu mamy? - nagle z kąta wyszedł podejrzany typ. Całe jego ubranie przesiąknięte było krwią, jego krwią.

- Czego? - spytał Aerdin – nie mam czasu na takich jak ty!

- Będziesz musiał znaleźć, w przeciwnym wypadku policzymy się z tobą inaczej.

- My?

- Myślisz, że w pojedynkę stanąłby zanar przed łowcą?

- Racja. Brak odwagi to główna cecha zanarów!! - zarechotał Aerdin.

W tej samej chwili ostrze dwusieczne zbliżyło się do jego gardła. Poczuł jego przenikliwe zimno. Wiedział jednak ze zanarowie nie splamią swojego gatunku mordem. Mimo ze byli oni okrutni, to nigdy nie dopuściliby się takiego postępku.

Aerdin wyciągnął powoli i zdecydowanie rękę w stronę ostrza i odsunął je od swego gardła.
- Czego chcecie? - zapytał.
- Tego co zwykle. Łupów z kolejnej wyprawy.

Widac było , ze nieznajomy nie zamierza odpuścić. Jednak tego było za wiele! Ile jeszcze Aerdin będzie musiał poświecić żeby dali mu spokój? Zanarowie wykorzystywali przewagę liczebną wobec łowców, którzy byli z natury samotnikami.
 - Nic nie dostaniecie. Już się nachłapaliście. Basta!!

- Nie zamierzamy negocjować i tak weźmiemy co będziemy chcieli. Wiemy, że gościńcem podąża armia strzyg. Towarzyszą im stalkerzy.

Faktycznie, była to cisza przed burzą. Odpoczynek dla hunterów był niemal ceremonią. Aerdin, mimo ze palił się do kolejnej walki, wiedział, ze musi zregenerować siły. Sączył więc kiepskie piwo, które smakiem przypominało psie siki i myślał jedynie o spalonej wiosce, której nie udało się uratować przed strzygami. Żar bił od płonących chat, słychać było jedynie trzask drewnianych belek trawionych przez żywioł. Dźwięk ten pulsował mu w uszach. Gorące iskry uderzające w twarz, nadal piętnowały bólem. Starał się z całych sił nie zwracać uwagi na typa w zakrwawionej tunice. Jego czarne oczy były nieruchome i spuchnięte. Jednak nie odczuwał bólu. Już jako dziecko uczony był sztuk walki, jednak ojciec nie zdołał przekazać mu całej swej wiedzy przed śmiercią. Aerdin musiał wiele nauczyć się samodzielnie. Wiedział, że zeby przetrwać, musi zapomnieć o wszelkich ludzkich odruchach i skupić się jedynie na celu – uśmiercaniu strzyg, stalkerów i swampów.

Kiedy wreszcie zanar dał mu spokój, mógł w ciszy dopić kolejne piwo. Nagle jednak poczul delikatne drgania.
- Armia się zbliza. Są z nimi swampy. Nie! Tylko nie to! - pomyślał.

W jednej chwili wojownik zerwał się na równe nogi i czym prędzej opuścił karczmę. Od zamku dzieliło go kilka godzin drogi przez puszczę. Nie tracąc czasu ruszył w drogę.

Co będzie jeśli nie zdążę na czas? Mysli nie dawały mu spokoju. Oczami wyobrażni widział armię zbliżającą się do bram Besteres.

Przyśpieszył kroku. Szybko, szybciej! Upadł, lecz podniósł się natychmiast. Noc była ciemna i nie widac było kompletnie nic. Niemal czuł zapach krwi i palonych ciał, który wdzierał się w nozdrza, dusił go i mdlił. Zdążył się jednak do tego przywzyczaić. W czasie wielu wypraw i stoczonych bitew nie raz miał do czynienia z brutalnością stalkerów. Szybko, szybciej! Strach nie był w stanie go sparaliżować. Przedzierał się przez niezmierzoną puszczę wciąż myśląc o ludziach go potrzebujących. Znów potknięcie i wstrząs. Po chwili otrząsnął się z szoku i znów biegł. Szybko, szybciej! Puszcza kołysała swymi biodrami, uwodząc tajemniczością.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy