Fallout - Rozdział 1: Świat zewnętrzny, część 1

Autor: AS-R

            Sam ten fakt wydał mu się jakąś niezdrową ironią i gdyby nie paraliżujące przerażenie, z pewnością roześmiał by się obłędnym, maniakalnym chichotem.

            Jednak cała chęć do śmiechu przeszła mu, gdy tylko ujrzał rozciągający się na podłodze jaskini szkielet. Szkielet był stary i wysuszony, a regulaminowy, standardowy uniform w kolorze błękitu zgnił praktycznie w całości. Plakieta technika-konserwatora pyszniła się dumnie na tle ogólnego rozkładu wisząc w miejscu, gdzie zmarły w niewyjaśnionych okolicznościach człowiek, miał niegdyś pierś.

            Nazywał się Ed.

            Blaine przetarł oczy z niedowierzania. Overseer zapewniał go, iż jest pierwszą osobą opuszczającą Kryptę. Pośród mieszkańców krążyły plotki, chociaż Kelly uznawał je raczej za mity czy legendy, o ludziach, którzy zdecydowali się na opuszczenie schronu. Jeżeli słowa nadzorcy były nieprawdą…

            Blaine poczuł dławiący uścisk dobywający się z żołądka i mknący w górę ku przełykowi. Dużym wysiłkiem woli ułagodził uczucie nudności pomagając sobie poprzez oparcie ręki na zimnym metalu grodzi. Oświetlająca ostatni bastion schronu żarówka zdawała się migotać przez chwilę w swoim siermiężnym, blaszanym kloszu, po czym pociemniała nieznacznie ograniczając już i tak skąpe światło. Poza nim nie było nic. Tylko niekończąca się, smolista ciemność.

            Dlaczego ja? Do jasnej cholery, dlaczego ja? Pytał sam siebie Blaine. Dlaczego Overseer wysyła na wyprawę ratunkową, od której nota bene zależy tylko istnienie wszystkich mieszkańców Krypty, niespełna trzydziestoletniego chłopaka? Jasne, Blaine Kelly był szalenie inteligentny, o czym wspominaliśmy już wcześniej. Tylko, że inteligencja w konfrontacji z wypalonym przez nuklearny konflikt pustkowiem, gdzie rozmach mutacji osiągnął niewątpliwie tak niebywały poziom rozpusty i kreatywności, że najprawdopodobniej może na nim żyć dosłownie wszystko i to wszystko jest zapewne świetnie przystosowane do zabijania, na niewiele się zda. Może został wybrany dlatego, że w wieku siedemnastu lat włamał się do magazynu z bronią i wraz z dwójką znajomych urządzili sobie małą strzelnicę w stołówce. Może chodziło o to, że Blaine Kelly lubił sobie postrzelać, a przy jego umiejętnościach otwierania zamków i krasomówczemu potokowi słów, całość we wspólnej kombinacji niejednokrotnie ratowała mu skórę łącząc się jednocześnie w dość nieprzewidywalną dla innych mieszankę. Incydent na stołówce skończył się, co prawda, tylko miesięcznym dyżurem w kuchni, po którym jeszcze pół roku później Blaine i jego znajomi mieli pamiątki w postaci ropiejących pęcherzy na palcach obu dłoni. Ale oficer dyżurny służb ochrony oraz Overseer pod wpływem retoryki Blaine’a sami już chyba nie wiedzieli, czy kara została wymierzona słusznie.

            Pewnie dlatego podczas ostatniej rozmowy nadzorca nie pozwolił mu wypowiedzieć ani słowa. Przytargali go do centrum dowodzenia, pozwolili łaskawie wysłuchać tego, co mają mu do powiedzenia, a potem praktycznie w przeciągu jednej doby wysłali na zewnątrz.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy