Opowieści podróżnika. Rozdział drugi. Śpiewy na moście.

Autor: Slugalegionu

Pomimo że Addein oraz Albion, który zdążył się już obudzić, próbowali za wszelką cenę odwieść Evena od pracy, ten nie był przywykły do biernego odpoczynku. Razem z Lunem poszli rąbać drwa na opał. Wrócili dopiero na kolację. Nie trzeba było długo czekać na pytania dzieci odnośnie kolejnej opowieści. Pierwszy odezwał się Kitto.

 

- Czy opowiesz nam coś po kolacji?

- Nie wydaje mi się żebyś był z Evanem na ty. - Zganiła go Addein.

- Przepraszam. - Kitto zarumienił się.

- Mam nadzieję. - Powiedział Evan. - Ale wracając do pytania, nie idziecie spać po kolacji?

- Ale bardzo pana prosimy. - Dzieci zawołały błagalnie.

- Dobrze, ale pod dwoma warunkami.

- Jakimi? - Zapytała się Kiley.

- Po pierwsze, wasi rodzice muszą się zgodzić.

- Pod tym względem nie ma problemu. Jeśli raz pójdą spać później nic wielkiego się nie stanie. - Odezwał się Lun.

- Drugim warunkiem jest to że wypierzecie mi jutro ubrania, byle porządnie.

- Musimy? - Zapytał Kein. - To robota dla bab.

- Kobiet jak już. Nie bój się, nic ci się nie stanie jak raz w życiu coś upierzesz. - Odpowiedział mu Evan.

- To prawda wnuczku. - Powiedział gniewnie Albion.

- Przepraszam. - Chłopak burkną pod nosem.

- Proszę im wybaczyć. Zwykle są grzeczni. - Odezwała się Addein.

- Wierzę.

 

Po skończonym posiłku Evan rozsiadł się na fotelu. W tym czasie Lun rozpalił ogień w kominku, a Addein zaczęła swoją robótkę na drutach. Albion zajął fotel obok Evana powracając do swojej lektury. Bez problemu można było poznać że każdy oczekuje kolejnej historii. Evan w tym czasie spróbował trunku. Faktycznie, był wyśmienity. Przypomniał mu również pewną przygodę którą spowodował między innymi alkohol. Nie czekając na nic rozpoczął swoją opowieść.

 

....................................................................................................................................................

 

Siedziałem na stopniach przed domem Myrny. Ulica przy której mieszkała nie słynęła jako najbardziej bezpieczne miejsce. Ani zbyt urozmaicone. Wszystkie domy wyglądały tak samo. Małe ceglane sześciany z zaledwie jednym oknem wychodzącym na ulicę. Żeby dostać się do środka trzeba było pokonać trzy wysokie i wąskie stopnie. Płaskie dachy były po prostu deskami przybitymi do belek podpierających konstrukcję. Od praktycznie każdego domu odpadał tynk. Brukowana ulica była wąska, a po jej bokach znajdowały się rynienki którymi nieczystości spływały do kanałów poza dzielnicą. Sprawiało to że panował tu niewyobrażalny smród. Ci którzy nie musieli tu żyć, czyli między innymi ja, nie powinni tu przebywać. Ale co tu zrobić? Domki miały tylko jeden pokój, a Myrna się przebierała. Długo. Bardzo długo. Przynajmniej była piąta więc ulica była pusta. Nie licząc jakiegoś upitego chłopa w wieku około siedemdziesięciu lat. Próbował on znaleźć swój dom. Był dosyć wysoki i chudy jak szczapa, co sprawiało że wyglądał jak chodzący patyk. Jego czarne włosy były tak tłuste że prawie błyszczały. Skóra jego twarzy była pełna zmarszczek spowodowanych wiekiem oraz pewnie alkoholem. Miał na sobie przydużą koszulę i spodnie. Oba ubrania miały brzydki, brązowy kolor oraz nosiły wyraźne ślady zużycia. Miał również czarne buty wykonane za skóry, oczywiście zniszczone. Już prawie wdrapał się po schodach, co w jego stanie było niezłym wyczynem, kiedy drzwi od jego domu otworzyła jakaś stara, gruba kobieta ubrana w czerwoną, wiejską suknię z białymi kropkami i mnóstwem plam. W ręku trzymała wałek do ciasta.

 

- Ani mi się waż wracać do domu w takim stanie!

- Ale Helgo... kochana moja... gdzie ja się podzieję w tę noc... - Pijak zawołał bełkotliwie.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy