Que debemos pasar tiempo juntos. Tom II. Rozdział 14

Autor: Pilar

Znajdowała się właśnie w wielkiej hurtowni, wybierając kafelki do nowej łazienki Maksa. Prace remontowe szły w zakasującym tempie. Dziewczyna ledwo podpisała umowę, o którą toczyła z mężczyzną zażartą walkę, a już musiała brać się ostro do pracy, by zdążyć z terminami. Obiecała sobie, że wieczorem zamknie się w swoim pokoju i zabierze za projekt wnętrza. Miała obawy, co do ręki, ale odpychała je w daleki kąt swojego umysłu. Jednakże najpierw musiała uporać się z wyborem płytek. Nie wiedząc, jaki kolor wybrać chwyciła za komórkę i wybrała numer swojego zleceniodawcy.

            - Słucham cię Inko.

            - Maks wolisz kremowe kafelki i brązowe czy fioletowe i białe?

            - Co? Ja się nie znam.

            - Ja nie każę ci ich układać. Pytam o kolory.

            - A ja ci odpowiadam. Wybierz, tak jakbyś urządzała swój własny dom

            - Bardzo śmieszne! Ja poważnie mówię. A w ogóle, gdzie ty jesteś? Strasznie słabo cię słyszę.

            - Jestem w szpitalu i jest małe zamieszanie. Wybierz, jakbyś miała wybierać dla siebie. Ufam w twój dobry gust.

            - Stało ci się coś?

            -Co? A nie. Jestem tu w sprawie pracy - to mówiąc rozłączył się. Inka zawsze nie mogła za nim nadążyć. Natychmiast schowała telefon do kieszeni i zabrała się za realizację zadania. Wybrała kremowe i brązowe kafelki. Następnie zabrała się za wybór wanny i reszty wyposażenia łazienki. Wszystko sprawdzała osobiście. Pozwoliła sobie wejść do wanny i sprawdzić, czy jest wygodna. Pomyślała również o funkcjonalności. To miał być dom na przyszłość. Tak więc będzie tam mieszkał z własna rodziną. Wybrała dużą, białą wannę z mnóstwem funkcji. Reszta również była w białym kolorze. W pewnym momencie złapała się na tym, że faktycznie wybiera tak, jakby sama miała mieszkać w tym domu. Szybko odepchnęła od siebie tę myśli i starała się być profesjonalna w tym co robi - czyli zero emocji, tylko realizacja powierzonego jej zadania. Wychodząc ze sklepu zahaczyła jeszcze o hurtownię roślin. Zaopatrzyła się we wszystkie potrzebne jej kwiecie i zadowolona mogła spokojnie wrócić do domu. Wreszcie była w swoim żywiole. Robiła to, czego przez tyle lat uczyła się.  A oprócz tego miała odskocznię od ostatnich wydarzeń. Wiedziała, że nikt nie ucieknie przed tym, co będzie się działo w najbliższych dniach i miesiącach. Miała jednak poczucie, że tym zleceniem nabiera sił na pomoc bratu.

Dojeżdżając do leśniczówki zauważyła duży dostawczy samochód. Nie miała pojęcia, co się dzieje. Wychodząc z auta wszystko stało się jasne. Judyta wprowadzała się do ich domu. Podchodząc do niej uściskała dziewczynę i pomogła jej w noszeniu pudeł

            - Oddaj to, nie powinnaś teraz dźwigać - uśmiechnęła się, odbierając jej kartonowe pudełko.

            - Widzisz, jaki z niej uparciuch - dorzucił zza kolejnego pudła Kajtek. Kiedy cała trójka uporała się z noszeniem pakunków wszyscy zasiedli na werandzie popijając sok pomarańczowy przyniesiony przez ich mamę. Inka wpatrywała się w dal. Czuła się błogo i chciała, aby to uczucie trwało wiecznie. Niestety przypomniała sobie o czekającym na jej wykonanie projekcie. Wzdychając wstała i powędrowała do swojego pokoju. Tam, siadając przy biurku otworzyła nowo zakupiony na tą okazję blok, następnie chwyciła swój ulubiony szary ołówek i powoli, ale starannie zaczęła nanosić na kartkę swoją wizję wnętrza łazienki. Niestety powtórzyła się ta sama sytuacja, sprzed kilku dni. Kobieta nie czuła tego, co robiła. Dłoń była sztywna, jakby była do niech przywiązana cegła. Nie poddawając się wyrwała kartkę i zaczęła jeszcze raz. Nakreśliła pierwszą kreskę, drugą, trzecią i jeszcze jedną. Wszystko na marne. Linie były niedokładne, krzywe i nie przypominające jej wizji. Zdenerwowana rzuciła z całej siły  zwojem kartek o ścianę a sama rzuciła się na łóżko. Zaczęła płakać, jak małe dziecko. Waliła pięściami o materac. Łzy płynęły, a ona nie odnajdywała ukojenia. Lata nauki wydawały się zdać na marne. Pasja, którą nosiła w sercu miała teraz umrzeć śmiercią naturalną? Właśnie podpisała umowę z której nie może się wywiązać. Nie potrafi narysować najprostszej rzeczy. Jaki sens ma teraz cokolwiek skoro ona nie może robić tego, co kocha? Rozżalona chwyciła za telefon i ponownie zadzwoniła do Maksa:

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy