Linie brzegowe - cz.3

Autor: ElminCrudo
Są już od dawna na terenie Niemiec, a pół godziny temu przejechali swoje miasto. Opony nawinęły na niewidzialną szpulę pierwszy, drugi, trzeci kilometr oddalenia od ciepłej herbaty z cytryną i cukrem trzcinowym. Nie zdejmie ze stóp balerin, nie zrzuci grubego swetra z rękawami wykończonymi misiem, nie pójdzie na boso po dywanie, by zwinąć się w kłębek na sofie, podrzemać pod kocem. Jadą cały czas przed siebie bez celu, co utwierdza ją w tym, że dzień zakończy się bez składu i ładu. Mąż namówił ją na miły wypad, ale dobre nastroje zgasiła torba z obrzydliwą zawartością. Trochę syfu wypadło z foliówki, cały czas brudzi bagażnik, przemieszcza się z nimi przez zmierzch w koszmarną noc. Łokieć Energicznej ciśnie boczną szybę, jakby stawem chciała wykuć otwór i wpuścić do wnętrza strumień powietrza. Co jakiś czas skrobie paznokciami wysokie czoło, przeciera oczy, ciężko wzdycha, zatyka dłonią usta. Nie odzywa się, ma problemy z żołądkiem. Kwasy podchodzą niebezpiecznie, palą jej przełyk. Kierowca wie, że w którymś momencie musi dojść między nim, a żoną do spięcia. Czeka, dociska pedał gazu także za to, co przeczuwa. Zostawili za sobą światła nielicznych domów, jakie zamajaczyły za połaciami pól. Ciemność nie zwleka, lasy i wysepki krzewów zlały się w porowaty grafit. Tam gdzie nie ma skupisk drzew wilgotny opar czyni swoją powinność, tłumi dźwięki, redukuje kształty. Zamienia miejsca w mleczne odludzia, rozkłada watę między walcami słom wyplutych na ścierniska. Mgły nie powstrzyma żaden pagórek, ani rów przed asfaltem, już ruszyła na nawierzchnię, więc coraz trudniej dostrzec miejsce, gdzie mogliby zjechać, wykrzyczeć się, a potem ochłonąć. - Zwrócę - informuje krótko i twardo. Nie ma co się łudzić: będzie wymiotować. Swoje napięcie wrzucił w hamulec. Opony z piskiem wycierają ślad głupiej decyzji podminowanego kierowcy. Zarzuca nimi, trochę tańczą na drodze. Dobrze, że ich auto jest jedynym pojazdem, że koła nie złapały pobocza, a on radzi sobie z poślizgiem. Obróciło nimi o sto osiemdziesiąt stopni. Energiczna wyskakuje z samochodu, zawartość żołądka trafia pod baleriny. Robi kilka kroków, opiera się o maskę i znowu jest upust. Próbuje nie wdepnąć, oszczędzić buty, sweter, karoserię. - Wsiadaj. Nie możemy tak stać. Nowe obuwie śmierdzi, resztki syfu tkwią, jak tkwiły w bagażniku, w niej zbiera się świeża porcja kwasów. Ford już nie pędzi nie wiadomo dokąd. Wracają w ślimaczym tempie, z czterdziestką na liczniku, bo na kierowcę spłynęło otrzeźwienie, pilnuje się i sam siebie opieprza, w duchu wystawia sobie mandaty za wiele przekroczeń w tym nieudanym dniu. Reflektory też dużo skuteczniej walczą z gęstą mgłą i mrokiem. Mężczyzna dochodzi do wniosku, że chyba mają za sobą pierwsze odreagowanie, skręca na parking, potrzebuje zdjąć ręce z kierownicy. - Teraz masz skutki "świetnie się składa, bo mąż będzie miał miłe towarzystwo w drodze"! - Nigdy nie namawiałam cię na coś, czego sam sobie nie życzyłeś. To ty wynosiłeś Klausa pod niebiosa, ty utrzymywałeś, że jest bardzo porządnym człowiekiem, że musimy starać się o dobre układy. Zresztą nie tylko z nim, bo inaczej "drobne wszy nas zjedzą". - Bo tak jest! Bez znajomości z tym i z tamtym zjadłyby, dużo szybciej niż myślisz. Każde zlecenie to mieć, albo nie mieć, zarobić, albo główkować bez żadnej gwarancji, że się zarobi. Ponad połowę płotów postawiliśmy w tym roku tam, gdzie Klaus przywoził bramy garażowe. A przy okazji trafiły się wykończenia schodów, doposażenie kominków, jak nie u tego, który zamówił ogrodzenia, to u sąsiada obok. Uważasz, że dzisiaj wystarczy samo ogłoszenie?! - Niczego nie uważam! - Niczego? - Niczego! - A to dlaczego? - A to dlatego, że najwyższy czas, aby każde z nas zajmowało się swoją pracą. Moje zajęcie to tłumaczenia instrukcji. - Teraz masz swoje zajęcie... - I co z tego? Ale je mam. Zawsze miałam stałą, legalną pracą. To ty biegałeś od budowy do budowy, a w zimie modliłeś się o wielkie śniegi, bo in

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy