Smykałka

Autor: jkz007

Rano obudził mnie dotkliwy chłód. Pewnie ogień wygasł w piecu.  W pokoju obok usłyszałem głośne chrapanie. Decybele przebijały się nawet przez grube drzwi z buczyny. Nawet do chrapania ma smykałkę. Widocznie jeszcze późną nocą musiał pociągać z bukłaczka. Czas zrobić jakieś śniadanie. Na stole w salonie leżały świeże szpaki. Z takich rosół przedni jest, chociaż dużo roboty w przygotowaniu, ale powiedzenie „Szpakami karmieni” jest tego warte. Wziąłem je więc, aby odpowiednio przyrządzić. Kiedy już miałem iść ze szpakami do kochniosauny moją uwagę przykuł niewielki przedmiot, który leżał obok na stole. Był to niewielki łuk, a w zasadzie trzeba by go nazwać łuczkiem, z jednym ramieniem faliście wygiętym, a drugim prostym. Cięciwa była zrobiona z porządnego, grubo plecionego ścięgna jakiegoś zwierzaka. Wziąłem go do kuchniosauny, bo tam więcej białego światła i lepiej można było się przyjrzeć. Z dużą zręcznością przygotowałem szpaki z odpowiednią ilością warzyw. Kiedy zagotowała się woda, wszędzie zaczął rozchodzić się zapach smakowitego rosołu. Wiadomo, że żeby był czysty musi się powoli gotować. Odstawiłem więc rosół z dużego ognia na boczną fajerkę i zacząłem oglądać łuk. Nie był nowy, raczej bardzo stary. Ramiona były wykonane z rogów i czarnego drewna, sprytnie owiniętych srebrnym, sprężystym drutem. Piękna robota, ktoś włożył w nią niemało pracy. Tylko po co? Łuk nie nadawał się nawet do nocnego polowania na szpaki, ani odpowiedni kształt, ani wielkość.  W ogóle nie nadawał się do polowań. Napiąłem i puściłem cięciwę. Rozległ się dziwny wibrujący dźwięk, aż zadrżały, pomnażając wibracje nasze okna z rybich pęcherzy. Lekko piszczało mi też w uszach. Dźwięki musiały obudzić Kolę, który stanął w drzwiach trzymając się za głowę. Nie wiadomo, czy po nocnym pociąganiu z bukłaczka, czy była to reakcja na dźwięk, bo tak jak u wilka, albo psa, mógł zareagować jego wyczulony słuch.

- Przestań z tą smykałką - powiedział. - Łeb mi pęka, chyba spadło ciśnienie i przez to, a ty tu sobie smykasz.

Przez chwilę spoglądałem raz na Kolę, raz na łuczek w moich dłoniach. W końcu wykrztusiłem – to jest smykałka?

- A myślałeś, że co? Przecież do polowań się nie nadaje. Dodam, że skądinąd wiem, że nikt takiej nie ma na całym świecie. To moja pierwsza i kosztowała sporo zachodu. Teraz będziesz sobie smykał, ale nie tu, tylko w lesie i zobaczysz co z tego wyjdzie. Powiem ci w zaufaniu, że sporo później skopiowano ten pomysł produkując liry, a w końcu harfy. Niemniej, jak każda podróbka to nie to, czyli jak to zwali w jednej reklamie „prawie smykałka”.

Kola wciągnął powietrze i cmoknął z uznaniem.

- Do gotowania to smykałkę miałeś już przedtem. Już mi więcej nie narzekaj - ta smykałka jest do wszystkiego.

 

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy