Zwyczajnie - miłość (XVII) Pieniądze

Autor: zielona
cute;j utwór. Magda jeszcze powiodła wzrokiem po publiczności. Ze sto osób, wiele znajomych twarzy – ze szkoły, z rodziny, sąsiedztwa. Ukłoniła się. Wielu jeszcze teraz dochodziło i zajmowało krzesełka – turyści, przechodnie. Dawida nie dostrzegła. Odwróciła się w stronę orkiestry, uśmiechnęła się, uniosła batutę i poszło. Pięknie poszło. Tak, jak muzycy kpili z niej na próbach i nic się nie udawało, tak teraz dali z siebie tyle, ile byli w stanie i muzyka zabrzmiała pięknie. Kiedy wybrzmiały ostatnie akordy odwróciła się, aby się pokłonić i zobaczyła stojącego tuż przy scenie i klaszczącego z największym animuszem Dawida. Obok niego stali czarnoskórzy znajomi ze starówki. Kiedy zeszła objął ją zachwyconym wzrokiem i wziął za rękę.
- Teraz wyglądasz zjawiskowo. – zawiadomił – Cudownie.
- Gdzie byłeś do tej pory? – spytała z gniewem.
- Byłem tu. Rozmawialiśmy z dyrektorem. Możemy wejść na scenę w czasie przerwy i zagrać ten drugi twój utwór. Baba i Asun zagrają z nami. Michał też.
- Jak? Tak bez żadnej próby? Chyba oszalałeś. Co innego jest grać na starówce, przed turystami, a co innego na scenie, przed publicznością.
- W parku przed turystami. – poprawił Dawid – Wiesz jak trudno było namówić Michała? Babę i Asuna też musiałem przekonywać. Już z dyrektorem załatwiłem pozwolenie, więc ty mi teraz nie wymyślaj. Wyjdziemy tam i co będzie to będzie. Zabrałem twoje skrzypce i nuty. Zobaczysz, że wyjdzie elegancko. Pięknie wyglądasz. – znów objął ją wzrokiem od stóp do głowy, uśmiechając się i przygryzając dolną wargę – A to nakrycie głowy to dla mnie?
- Dla siebie. Chciałam zobaczyć, jak bym się czuła między ludźmi, zakrywając włosy.
- Dla mnie. – stwierdził z nieukrywanym zadowoleniem i satysfakcją – Cudowna jesteś.
- Nie pochlebiaj sobie i teraz usiądźmy. Cisza, bo koncert ... – usiedli, posłuchali. Magda jeszcze przeglądała nuty, jeszcze wahała się. Parę razy miała ochotę wstać i pójść do domu, ale Dawid powstrzymał ją. Po kilku utworach orkiestry została zapowiedziana krótka przerwa, którą miała ponownie umilić Magdalena Kwiatkowska Taspinar, tym razem ze swoim własnym zespołem. Wstała, wzięła skrzypce i wychodząc na scenę uśmiechnęła się do publiczności, nie mając innego wyjścia. Wyszli ciemnoskórzy mężczyźni i pojawił się Michał z gitarą basową. Spojrzała na niego zdumiona, potem na gitarę elektryczną trzymaną przez Dawida i na publiczność niepewnym wzrokiem. Pojawiła się też Justyna z grzechotkami. Magda uśmiechnęła się niepewnie znów mając ochotę uciec. Michał podszedł do mikrofonu.
- Witam wszystkich serdecznie. To, co chcemy państwu przedstawić, to utwór eksperymentalny stworzony przez Magdę i jej męża Dawida. – wskazał ich wyciągniętą dłonią - W zespole są jeszcze Asun, Baba, Justyna i Michał, czyli ten co tyle gada. Mamy nadzieję, że nie pouciekacie. Zapraszamy.
Zaczęła Justyna od gry na grzechotkach i wychodziło jej to bardzo zgrabnie, dołączył Baba ze swoimi bongosami, potem Asun i do swoich skrzypiec przymierzyła się Magda. Oddech, drugi, trzeci. Nie miała wyjścia. Na ucieczkę było za późno. Zaczęła grać. Nie widziała twarzy swych zdumionych rodziców, a szkoda. Profesor słuchał z uniesionymi wysoko brwiami, profesorowa z zachwytem malującym się na twarzy. Publiczność słuchała w skupieniu i z uśmiechami na ustach. Magda z impetem weszła w swą ekspresyjną część utworu i rozległy się brawa. Pozostałe instrumenty stały się tu dla niej tłem, a potem Justyna zaśpiewała – Eleno szalom Alejchem – jedno zdanie powtarzane kilkakrotnie z coraz większą ekspresją. Pozdrowienie żydowskie, znaczące tyle co - pokój wam. Magda znała to, lubiła, ale o słuszności wyboru przekonana nie była. Potem weszli z gitarami Dawid i Michał

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy