Człowiek metra

Autor: saczek74

Niestety posiadał słabą pamięć fotograficzną. Nie zapamiętywał wcale twarzy, co powodowało że cały czas na nowo je odkrywał, a potem znów zapominał o twarzach oglądanych z bliska. Przecież w metrze często widywał tych samych ludzi. Cały czas ono byli dla niego nowi, inni zupełnie.

Jedynie co doskonale zapamiętywał to nazwy każdych stacji metra i ich kolejność.

 

- Acha! Wsiadłem na Kabatach, potem będzie Natolin, a następnie Imielin, Stokłosy, Ursynów, Służew, Wilanowska, Wierzbno, Racławicka, Pole Mokotowskie, Politechnika, Centrum, Świętokrzyska, Ratusz – Arsenał, Dworzec Gdański, Wilsona, Marymont, Słodowiec, Bielany i Młociny. Zatem jest ich dwadzieścia... - powtarzał to w kółko.

 

Na każdej z nich wysiadał i coś załatwiał i znowu wracał do metra, by obserwować zachowanie ludzi.

 

Mieszkał na Kabatach w kawalerce, którą kupił bez kredytu w banku. Bowiem miał pokaźny spadek po swoich rodzicach, którzy umarli jednocześnie – tego samego dnia i o tej samej godzinie. Ojciec na zawał serca, matka natomiast doznała wylewu.

Jako jedynak i dziedzic spadku wyniósł się z prowincji właśnie do Warszawy.

Od najmłodszych lat stolica go pociągała. Kina, teatry, życie w zgiełku, ale za to jakże cudownym. Tego nie miał wcale w swojej miejscowości...

 

Na Natolinie jadł śniadanie w barze mlecznym. Wolał zjeść coś taniego i dobrego, choć stać było go na coś drogiego i wysmakowanego. Także jadał tu obiady. Jedynie kolację robił sobie w domu.

Na Imielinie w kiosku kupował papierosy. Paczka starczała mu na cały dzień.

Na stacjach Stokłosy, Ursynów, Służew i Wilanowska tylko wysiadał i wsiadał nic konkretnie nie załatwiając.

Na Wierzbnie tylko wysiadał po to, by móc pieszo dojść do stacji Racławicka. Na Racławickiej kupował widokówki i każdego dnia je wysyłał znajomym z lat młodości.

 

Na Polu Mokotowskim kupował gazetę, której wcale nie czytał, ani nie przeglądał.

Mijał Politechnikę, by dotrzeć do Centrum. Tam przechadzał się na targ, nic nie kupując. Wybierał się tylko do ulubionego sklepu z odzieżą, by móc nie tylko sobie coś wybrać, ale także porozmawiać w duchu o minionej modzie. Co dzień wybierał się do Pałacu Nauki i Kultury, by przejechać się windą na samą górę. Następnie obserwował panoramę miasta, mimo że miał lęk wysokości. I dlatego nie został budowniczym, jak chcieli jego rodzice. A on tylko ukończył liceum i studium pomaturalne jako pracownik socjalny.

Prosto z Centrum aż na Młociny, a potem z Młocin na końcową stację, czyli Kabaty, by zjać się bacznie ludźmi z metra.

I tak co dzień.

 

Dużo myślał nad tym i owym. Nie chciał swych myśli uzewnętrzniać, a przecież z łatwością mógłby. A wtedy uznany był by za wariata. Z natury był dziwakiem, już od dzieciństwa. Badania psychologiczne wykazały, że jest w pełni sprawny bez uszczerbku na umyśle.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy