...po porostu przyjaciele... (1)

Autor: AkFa
tej pory podciągał to pod jego ‘niezdolność do picia’.

–Nie, dzięki. Nie mam dziś jakoś ochoty. Ty się nie krępuj, jednak. Dziś piątek.

–A żebyś wiedział, że się nie będę krępował. – BJ uśmiechnął się od ucha do ucha po raz pierwszy tego dnia. Uważniej też spojrzał na swojego dość mizernie wyglądającego przyjaciela.

Normalnie to on wyglądał jakby Gwiazdka była cały rok. Przynajmniej przy nim. Dziś jednak głęboka zmarszczka przecinała jego blade i gładkie czoło. I BJ czuł, że powinien zapytać, co go ugryzło w tyłek? Nie był jednak pewien czy miał dziś dość cierpliwości, aby się użerać z jego dylematami. Normalnie nie był takim zimnym gnojkiem, dziś jednak miał naprawdę kijowy dzień. Może dylemat Tonego może poczekać do jutra?

–Moim zdaniem masz dwie opcje…

–Taak? – Zapytał BJ, ze skrzywioną miną, na dźwięk własnego oschłego głosu.

– Musisz przenieść się na inną zmianę pod jakimś osobistym pretekstem, bo jego raczej nie dasz rady wykopać. Nie bez zawiłych tłumaczeń, o co chodzi w każdym bądź razie…– Stwierdził Tony, pomijając milczeniem Bitchy humor przyjaciela. Sugerowanie mu pracy na popołudniową zmianę było ciężkie samo w sobie. Nie widywaliby się już prawie wcale.– Albo wziąć twój długo odkładany urlop i pozwolić, aby twój kolega namieszał tak skutecznie, że go wywalą.

– Ha ha, bardzo śmieszne. – BJ oburzył się siadając nagle wyprostowany. –Jak to sobie wyobrażasz? Nienawidzę pracować na popołudnia. Cały dzień jest wtedy do dupy. Na nic nie mam czasu. Jeszcze z tobą na uczelni cały dzień, chyba bym tu zapieprzał po ścianach.

–To zrób sobie urlop. – Tony zwalczył uśmiech radości starający mu się wyrwać na wolność. Nie napalaj się idioto!

–Potrzebowałbym z dwa tygodnie, żeby mógł namieszać tak nieodwracalnie żeby go wywalili. – Mężczyzna zastanowił się nad całym pomysłem. – A i to nie wiadomo czy by zadziałało. Gdyby nie miał kozła ofiarnego to pewnie by się pilnował. Jest duże prawdopodobieństwo, że daliby mu jakiegoś zastępcę do pomocy.

Tony musiał zgodzić się, że faktycznie szanse byłby marne. Tak też właśnie jego nadzieja na spędzenie, choć części zbliżających się wakacji z BJ’em, przepełzła mu pod nosem. Musiał stąd wyjść zanim zacznie wylewać zestresowanemu przyjacielowi swoje żale i zrobi z siebie jeszcze większego idiotę niż zazwyczaj.

–To masz już tylko jedną opcję. Dokop szczurkowi i już. – Wstał z płaskim uśmiechem i przeciągnął się. Jezu… przy jego szczupłej, lecz długiej sylwetce, siedzenie poskładanym na kanapie zawsze groziło utratą czucia w tej czy innej części ciała. BJ wydał jakiś nieartykułowany dźwięk i spojrzał na niego z dezaprobatą.

–Ty chłopie odżywiasz się czymśkolwiek innym niż tym, co serwują w waszej uczelnianej bibliotece? – Kiedy za szczupły przyjaciel wzruszył obojętnie ramionami BJ miał ochotę go zdzielić. – Coś więcej niż kurz i wiedzę. Jesz jakieś prawdziwe jedzenie?

–Jestem biednym studentem. Oczywiście, że nie jem.– Tony zlekceważył ostrzegawcze spojrzenie przyjaciela i uśmiechnął się sztucznie.

Nie miał ochoty rozmawiać o tym jak stres i nerwy zżerają mu żołądek. Nieprzespane noce i długie godziny nauki, aby przygotować się do ostatnich testów i egzaminów w tym roku. I BJ nieopuszczający jego myśli dzień i noc, bez względu na to gdzie by był i co by robił. Wystarczyło, że przymknął powieki i niższy, ale muskularniejszy mężczyzna stawał mu przed oczyma, wywołując najdziwniejsze uczucia i sensacje w całym ciele.

Tłumiąc jęk frustracji zastanawiał się gorączkowo nad sposobem, aby się wymknąć. To był między innymi jeden z powodów, dla których chciał i musiał powiedzieć BJ’owi prawdę o sobie. Nie miał sił s

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy