...po porostu przyjaciele... (1)

Autor: AkFa
ął, nie unosił się złością i przede wszystkim nigdy nie był nie kulturalny, miał ochotę wrzeszczeć i bluzgać. Przyłożyć komuś. Obwinić za wszystko, co mu się przytrafiło. Nie chciał być taki… Tchórz. Gej… Idiota…

Jak miał sprostać temu, co przytrafiało mu się nie z jego woli czy chęci? To było takie dziwne. Już od początku. Nawet nie pamięta, kiedy sobie uświadomił, że jest… inny. Że chodził na podwójne randki z BJ’em, bo chciał go pilnować, obserwować a nie, bo miał ochotę ‘wyhaczyć jakąś laskę’. Trudne to było dla niego i nie do pojęcia. Zwłaszcza, że nie miał ochoty ‘taki’ być. Zazdrosny, kiedy jakaś dziewczyna dotykała go lub trzymała za rękę. Nienawidził siebie za to, że to on chciałby być na jej miejscu. BJ zawsze był jego przyjacielem. Zabawnym, ciężko pracującym. Niemogącym pójść na studia, bo jego sytuacja finansowa mu na to nie pozwalała. Rozgoryczonym z tego powodu. Jego matka oczekiwała od niego, że będzie łożył na rodzinę, a nie ulegał jakimś fanaberią. Ich ojciec odszedł od nich i pozostawił samych sobie. Obowiązki i odpowiedzialność spadła, więc na BJ’a jako najstarszego z trójki rodzeństwa. Podjął się, więc pracy i ‘łożył’. Nie chciał jednak zrezygnować z niezależności i wynajął małe mieszkanko, nie ulegając presji swojej matki, aby nie marnował ‘pieniędzy’, które z całą pewnością na coś im się przydają.

Tony odwrócił się na brzuch i zacisnął powieki niemal do bólu. Maleńkie plamki pływające mu pod powiekami rozmazały łzy. Jego krtań znów znajdowała się z żelaznym uścisku, a serce biło z trudem.

Nie chciał i nie mógł stracić go. Nie mógł i nie chciał go oszukiwać… to by nie było fair w stosunku do żadnego z nich. To by było kłamstwo. Dość, że musiał ukrywać przed BJ’em te myśli… te fantazje, które od lat wypełniały jego głowę. Które spalały jego nieposłuszne, nie reformowalne ciało. Oczywiście, kiedy sobie wreszcie z bólem uświadomił, że jest gejem, szukał odpowiedzi na pytania, których nawet jeszcze wtedy nie znał. Internet to cudowny wynalazek i po przekopaniu się przez tonę chłamu znalazł, co szukał. Ulżyło mu, bo nie tylko on był ‘taki’. Załamało, że ludzie w dwudziestym pierwszym wieku nadal z tego powodu ginęli. Może właściwie ginęli z powodu głupoty i ciemnoty, na którą się ludzie, społeczeństwa całe – dobrowolnie godzili. Sytuacja polepszała się, ale jeszcze chwila do czasu, kiedy geje mieliby godne warunki do życia była…mgliście odległa. Niemal nie realna do dojrzenia i do uwierzenia.

Jego serce rozdarte i obolałe, truchlało ze strachu na myśl o reakcji jego rodziny i przyjaciół. Nie mógł i nie chciał żyć, kłamiąc i oszukując. Zasługiwał na normalne życie. Na szczęście i nie miał zamiaru dobrowolnie dać się tego pozbawić.

Obawa jednak przed odrzuceniem, zwłaszcza BJ’a czyniła go niemal bezsilnym i bezwładnym. Teraz też właśnie leżał niemal szlochając w poduszkę, przeklinając swoje życie, los, tchórzostwo i to, że zrobił z siebie idiotę. Dzisiejsze przedstawienie w mieszkaniu BJ’a uświadomiło mu dobitnie, że nie był w stanie powiedzieć mu tego prosto w twarz. Pogardzał sobą za rozpatrywanie innego wyjścia. Co o nim to świadczyło? Jakim był przyjacielem? Nie tylko ukrywał przed osobą, która mu ufała coś tak istotnego… on pożądał go, w myślach robił… wszystko. BJ by go zabił gdyby wiedział. Co prawda nie musiał o tym wiedzieć… ani o jego uczuciach, prawda? To był jego problem. Potrzebował po prostu czasu, aby jego głupie serce pojęło, że nie ma szans na odwzajemnienie uczuć ze strony BJ’a.

Jego głowa pulsowała bólem niemal nie do zniesienia. Zbierało mu się na wymioty i dwa piwa, które wypił wcześniej podchodziły mu do gardła. Nie mi

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy