...po porostu przyjaciele... (1)

Autor: AkFa
em spojrzał na przyjaciela. BJ na serio czekał na wyjaśnienie. – Bo to istotne. Bo ma znaczenie dla mnie, że wiesz. Bo jestem, kim jestem. Bo nie móc o tym mówić boli. Udawać, że umawiam się na randki z kobietami, kiedy to… – przerwał gwałtownie. – Tak czy inaczej, ty masz możliwość mówić, co ci ślina na język przyniesie, ja muszę niejednokrotnie gryźć się, aby powstrzymać słowa chcące mi się wymknąć. Ciągle żyję na wdechu. Na każdym kroku muszę się pilnować. Ciągle zastanawiać jak moje zachowanie odbiega od ‘normy’? Czy coś mnie zdradza? Czy jakiś gest? Głupi ruch. Nie właściwa reakcja nie będzie tym, co mnie zdradzi? Kiedy ty się oglądałeś za jakąś laską ja się oglądałem za jej chłopakiem…– mina BJ’a skrzywiła się i Tony czuł jakby nóż w jego sercu wolniutko się przekręcał. Musiał to zignorować. Inaczej padłby na kolana i płacząc zacząłby go błagać o wybaczenie. O nie odtrącanie. O… Nie! Nie teraz. Może nigdy. – Właśnie, dlatego musiałem ci powiedzieć. Żebyś wiedział.

–Czego po mnie oczekujesz?– BJ brzmiał spokojnie. Zimno i opanowanie. Tony nienawidził tego, że na ten jego ton strach go paraliżował. W końcu nie zrobił nic złego!

Prostując się spojrzał w cudowne oczy swojego przyjaciela.

–Niczego. Wszystkiego. Móc być sobą. Móc… – zrobił nieświadomy krok w jego stroną a BJ krok wstecz. Obaj mieli zszokowane miny. Nie było nawet można określić, który bardziej. Z niedowierzaniem patrzyli na siebie. Absolutnie skołowany BJ otwarł usta, aby coś powiedzieć. Przeprosić chyba…, ale Tony powstrzymał go ruchem dłoni. Prostując się jeszcze bardziej, nabrał głęboko powietrza zbierając się przed tym, co chciał powiedzieć.

–Nie może być już tak jak było. Musze być sobą, bo inaczej jestem ‘nikim’. Nasza przyjaźń jest dla mnie najważniejsza. Ale dla prawdziwego mnie nie tej twarzy, którą tak długo próbowałem utrzymać. Wiesz, co do ciebie czuję, tego też nie mogę zmienić. Nie mam na to wpływu. Chciałbym móc cię nie…– przerwał, kiedy BJ poruszył się niespokojnie i z zarumienioną twarzą obrócił do niego plecami. Tłumiąc chęć, aby pozwolić łzom spłynąć, Tony położył dłoń na jego torturującym go żołądku, życząc sobie żeby przestało boleć, choć na chwilę lub żeby go zabił. Bo nie miał sił cierpieć dłużej. Postanowił powiedzieć wszystko. Nie będzie już miał sił, aby przechodzić przez to wszystko jeszcze raz. – Chcę być szczery w stosunku do ciebie. Mieć, z kim pogadać o wszystkim, co mnie gnębi. Nie bać się już dłużej. Wiedzieć, że mam, na kim polegać. Że zawsze będziesz po mojej stronie. Kogoś, kto nie będzie odskakiwał jakbym był trędowaty, kiedy tylko go dotknę…

–Ja wcale nie! – Zaprotestował BJ odwracając się do Tonego. Kiedy jednak ten zrobił w jego kierunku krok i wyciągnął dłoń. BJ znów się cofnął.

Dobra zjebał to! Ale nie specjalnie. Po prostu nie wiedział… co robić.

Tony przełknął kilka razy gwałtownie, kręcąc ze smutkiem głową.

–Nie ma sensu BJ. To po prostu nie ma sensu…

–Gdzie idziesz? – Zawołał zszokowany, kiedy Tony odwrócił się i dość chwiejnie ruszył do drzwi. – Nie wiem, co robić ok? Nie wiem. Nie może być jak poprzednio? Może ci się zdaje? Nie możesz mieć jakiejś przyjaciółki od tych spraw? – BJ wiedział już w momencie, kiedy słowa opuszczały jego usta, że to była najgłupsza, najokrutniejsza rzecz, jaką mógł powiedzieć czy zrobić. Miał ochotę walić głową w futrynę drzwi.

Tony potknął się jakby ktoś zdzielił go czymś ciężkim przez plecy. Po trzeciej próbie w końcu udało mu się je otworzyć. Wyszedł nie oglądając się za siebie.

Nie pamiętał drogi do domu. Nie pamiętał kolejnych trzech dni… Pragnął zapomn

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy