...po porostu przyjaciele... (1)

Autor: AkFa
ieć poprzednie kilka lat. Jego przyjaciel go zdradził. Zawiódł. Nie kochał…          

                                                         3

   

   Pierwszy tydzień był jak… mgliste wspomnienie. BJ spędził godziny klnąc lub pijąc lub w wariacji obu. Był tak wściekły. Jego przyjaciel… zdradził go, zawiódł. Kochał… to nawet nie mieściło mu się w głowie. Było jak pojęcie abstrakcyjne.

Kłamał. Te wszystkie lata. Oszukiwał. Nie ufał mu, nie wierzył. Nie powiedział. Powinien był… powiedzieć, być ‘normalny’!

BJ nie wiedział tak naprawdę, ale był wściekły i rozgoryczony. To wcale nie powinno być problemem. Takie rzeczy nie powinny się zdarzać i istnieć! Jego cholerny telefon milczał. Dlaczego milczał? Jak Tony mógł tak po prostu sobie wyjść i nie wrócić? Nie dzwonić? Powinien napisać, że już ok., że wszystko będzie po staremu. Albo nawet lepiej. Powinien wpaść jak zawsze i mogliby udawać, że nic się nie stało…

To było głupie i nie dorzeczne. BJ czuł się jak największa świnia na świecie i winił za to Tonego. Gdyby nie on…

   Kolejny tydzień był nie do zniesienia. BJ już nawet nie udawał, że nie pije. Nie na umór, ale dość, aby mieć wymówkę i nie myśleć.

Tony olał go. Nie zadzwonił, nawet tego cholernego smsa nie napisał. A taki był wygadany, kiedy tu był. Tyle miał do powiedzenia. Teraz cisza… wszędzie tak upiorna cisza. Nie ma go. Nigdzie nie ma. Nie marudzi mu i nie śmieje się. Nie doprowadza go obłędu głupim gadaniem. Nie zanudza opowiadaniem o jego studiach. Nie wkurza się na durne filmy, które dla niego mimo wszystko oglądał. Nie Bitchył o paskudne jedzenie, które jadł.

Powinien się ogolić, ale raczej się napije…

   

– Benjamin?

– Tak szefie? – BJ zerwał się. Kurde jak zwykle odpłynął gdzieś w myślach. Powinien bardziej uważać. Mężczyzna około czterdziestki spojrzał na niego niepewnie i potarł kark dłonią nerwowo. Ocho, nic dobrego się z tego nie kroi.

– Myślę sobie, że… to znaczy masz dużo zaległego urlopu. Powinieneś zastanowić się czy nie przydałby ci się z tydzień wolnego. – Stwierdził w końcu. Nie pozostawiając tak naprawdę pola do dyskusji.

Pięknie. Właśnie tego mu potrzeba. Samotności. Więcej… jakby nie miał już aż w nadmiarze.

–Szefie…

–Wyglądasz jakbyś chlał jak tydzień długi. Nie goliłeś się i pół dnia stoisz gapiąc się w przestrzeń. To grozi wypadkiem. Wózki widłowe i pełne palety towaru, mogą być niebezpieczne. – Stwierdził mężczyzna spokojnie. BJ odetchnął z ulgą w duszy. Przynajmniej nie chcą go wywalić. – Każdy jest czasem przepracowany. Ty nie brałeś wolnego… nigdy.

BJ zastanowił się chwilę. Może faktycznie powinien? Tony będzie zadowolony… och…

Zamknął oczy, przełykając nagłą gulę próbującą go zadławić.

–Wezmę dwa tygodnie…

   

   Tony zwymiotował, choć tak naprawdę nie miał już, czym. Otarł drżącą dłonią usta. Dość! Musi iść do lekarza, a potem do niego… Jego żołądek złożył oficjalny protest i to tak skuteczny, że z trudem zdążył do toalety. To zaczęło się zaraz po pierwszym tygodniu ich ‘rozłąki’. Przetrwał ostatni tydzień na uniwersytecie. Ten jednak był gorszy, niż cokolwiek przeżył w swoim życiu. Niemal nie opuszczał swojego pokoju. Nie jadł. Nie spał. Myślał…

Jego rodzice ja

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy