Sekret Alicji cz.2

Autor: annakowalczak

Po osiemnastu latach.

Alicja na palcach podeszła do drzwi i otworzyła je cicho. Jej syn już nie spał, co było u niego niespotykane. Na sobie mial tylko bokserki - nie znosił spania w piżamie. Na widok matki, zdjął z uszu słuchawki, odłożył na bok i obdarzył ją szczerym uśmiechem.

- Jak się czuje, mój pełnoletni mężczyzna? - spytała żartobliwie. Usiadła na skraju narożnikowej kanapy i musnęła palcem jego policzek. - Wszystkiego najlepszego, skarbie - rzekła, podając mu czarny skórzany portfel. - Pomyślałam, że na pewno ci się przyda. Udało mi się nawet kupić, z twoim imieniem.

- Dzięki mamo, jesteś wspaniałą matką. Kocham cię. Otworzył portfel i ku swojemu zdziwieniu, w jednej z przegródek - ujrzał równiutko ułożony plik stuzłotowych banknotów. - Nie spodziewałem się, takiej gotówki - pokręcił głową.

- Narzekałeś, że wysiada ci komputer. Tak mi się przynajmniej wydawało? Jeszcze raz musnęła jego policzek i podniosła się, żeby odejść. Ujął jej dłoń i spojrzał głęboko w oczy.

- Musimy poważnie porozmawiać, mamo. Jednak, jeśli wolisz nie mówić; uszanuję to. Ale chciałbym wiedzieć, czy mam jakąkolwiek szansę, by odnaleźć ojca? Oczami wyobraźni dostrzegam, że rude włosy odziedziczyłem po nim.

- Nie tylko włosy, odziedziczyłeś także nos, który nie należy do małych. Ale przede wszystkim, masz jego piękny uśmiech. Pytasz, czy masz szansę, by go poznać? Nie skarbie, szansy ty nie masz żadnej. Ale skoro chcesz wiedzieć, dlaczego? Powinnam zacząć od początku.

- Chętnie posłucham - lekko skinął głową.

- Muszę cię jednak uprzedzić. Nie będzie to opowiadanie, które zamyka się w jednym zdaniu i na końcu postawia kropkę. To będzie, coś więcej - powiedziała łagodnie i zaczęła opowieść, jakby czytała z kartki.

- Przez pięć lat, byłam związana z Pawłem. Czy to była miłość, trudno mi dzisiaj powiedzieć. Wtedy myślałam inaczej i inne miałam poglądy na życie. Ale jedno wiem na pewno, było nam z sobą cudownie. Obydwoje lubiliśmy rowerowe wycieczki, dobre książki oraz rozrywkowe życie. Nie ukrywam, że marzyłam o welonie i białej sukni z trenem; o tym marzą wszystkie dziewczyny. Jednak Paweł nie kwapił się do żeniaczki, mnie w koncu też odeszła ochota, by spełniać rolę żony. O dziecku i pieluchach nie marzyłam nigdy. Razu pewnego, Paweł odszedł. Po prostu odszedł z dnia na dzień, nie mówiąc nawet dowidzenia. Po dwóch dniach, na próżno dzwoniłam; zmienił numer telefonu. Od jego siostry dowiedziałam się, że wyjechał za granicę. Ale ile było w tym prawdy, jeden Pan Bóg wie. Po tygodniu doszły mnie słuchy, że wyjechała również moja serdeczna przyjaciółka. Wtedy pojęłam wszystko. Nie powiem, że odejście Pawła - spłynęło po mnie, jak woda podczas kąpieli. Byłam załamana. Myślałam, że cały świat zwalił mi się na głowę; chciałam umrzeć. Nie wiem, kiedy by się skończyła moja udręka, gdybym nie została zaproszona na ślub koleżanki z pracy. Wesele miało się odbyć w remizie strażackiej, a zaproszonych gości było, około sto pięćdziesiąt osób. Ponieważ było to wiejskie wesele, miało też swoją tradycję. Każda zaproszona dziewczyna, musiała mieć swojego partnera; ja nie miałam żadnego. Żeby nie pójść, chwytałam się różnych wykrętów, w końcu wyznalam prawdę. Po dwóch dniach, było już dobrze po północy - zadzwonił telefon. Uradowana Monika - oznajmiła, że mają dla mnie partnera.

- Ma się rozumieć, tym partnerem był mój ojciec?

- Ma się rozumieć, że tak - przytaknęła. - Kiedy nas sobie przedstawiono, postawiłam oczy w słup. Jeszcze nigdy nie widziałam, takiego brzydala. Jego rude włosy, raziły w oczy, gorzej niż dwustu watowa żarówka, a zakrzywiony nos - przypominał dziób wielkiego ptaszyska. Jednak w swojej brzydocie nie brakowało mu zalet. Nie wiem, jakie ukończył studia. Ale swoim zachowaniem, robił wrażenie mądrego oraz inteligentnego człowieka. Miał niespotykanie piekny uśmiech. kiedy się roześmiał, jego zęby lśniły, jak równiutko poukładane perełki. Ja wtedy pracowałam na kierowniczym stanowisku, bywałam posród wysoko postawionych ludzi. Ale jego bogate słownictwo, wprowadzało mnie w zakłopotanie. Bywały nawet chwilę, że gubiła się we własnych słowach i popełniałam gafę za gafą. Przetańczyliśmy całą noc. Trudno powiedzieć, czy był dobrym tancerzem, ja też słabo tańczyłam. Kiedy wesele dobiegło końca, było już całkiem jasno. Całe szczęście polegało na tym, że dla przyjezdnych gości - były wynajęte pokoje. Nie wiem, czy wypiłam zbyt dużo szampana? A może szukałam, zapomnienia po Pawle? Ale wylądowałam z twoim ojcem w łóżku. Nie była to jednak, upojna miłość. Był to krótki seks, bez gry wstępnej.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy