Bork - Klątwa, tom I, rozdz.I

Autor: janhennig
ęła się z zamyślenia. Wiatr świszczał w szparach nieszczelnych okien. Wielkie krople bębniły w szyby jak dobosz w werbel zagłuszając słowa modlitwy Irmy. Elke wstała z kąta, podeszła do okna i strzępem starej koszuli próbowała zatkać szparę, którą woda wpadała do środka i kapała z wąskiego parapetu. Pioruny niemal co sekundę biły w jeziora i pola dookoła wsi swą kanonadą przypominając bitewne odgłosy. Mimo wiatru wyjącego na zewnątrz w izbie było bardzo duszno, co dawała się mieszkankom domu we znaki. Elke odwróciła się i podeszła do stojącej na stole przy przeciwległej ścianie miski, nalała z dzbana wody, zanurzyła w niej dłonie i obmyła swą ogorzałą od letniego słońca i wiatru twarz. Wymacała leżącą obok ścierkę, wytarła się niestarannie. Nagle błysk pioruna rozświetlił izbę, złowrogi huk rozciął gęste jak smoła powietrze. Światło wpadające przez okno rzuciło na ścianę przed Elke cień zakapturzonej, przygarbionej postaci. Dziewczyna błyskawicznie odwróciła się i podbiegła do okna usiłując dojrzeć coś w blasku palącej się na parapecie świecy. Na zewnątrz nie zobaczyła nikogo, zarzuciła więc na plecy starą, dziurawą rybacką kapotę i wybiegła z domu. Stanęła pośrodku podwórza, bezradnie rozglądając się wokół. Otaczał ją tylko mrok i lejący jak z cebra deszcz. Nie czuła strachu, nie myślała o przemokniętej kapocie i śmiertelnym niebezpieczeństwie ze strony burzy. W jej oczach drgały płomienno-żółte iskry. Obiegła dom dookoła kilka razy, lecz w błyskach piorunów nie udało się jej wypatrzyć nikogo, a wbrew zdrowemu rozsądkowi coś ciągnęło ją ku zaspokojeniu niepohamowanej ciekawości. Pobiegła za pustą już od wielu lat obórkę, w której trzymały z babcią wyłącznie drewno na opał i nieliczne ogrodnicze narzędzia. W jakimś odruchu złapała za stojącą przy wejściu motykę i wbiegła do jabłoniowego sadu, mając wrażenie że między drzewami mignął jakiś cień. Wiejący wicher nie ułatwiał jej zadania, nieprzycinane wiosną gałęzie drzew co rusz smagały ją po twarzy lub brała ich poddany wiatrowi ruch za biegnące postacie. Zatrzymała się nagle dysząc ze zmęczenia, tętno waliło głośno w skroniach. - Co to było? - zapytała siebie głośno – ani chybi zwida jakaś odpowiedziała sama sobie. Nagle przez jej plecy przebiegł niezrozumiały dreszcz, bijące jak oszalałe serce przyśpieszyło ogarnięte panicznym strachem. Jarzące się żółtym światłem oczy wierciły otaczającą ją stopniowo ciemność, której nie rozświetlały nawet błyskawice. Mrok zamykał jej oczy, strach dudnił głośnym bębnem w uszach. Podniosła nad głowę motykę czując instynktownie zbliżające się, nieznane jednak dotąd niebezpieczeństwo. Obróciła się. Nie zobaczyła nic poza nieprzeniknionym mrokiem ale na plecach poczuła wzrok. Wzrok tak zimny jak najzimniejszy styczniowy wicher, odwróciła się ponownie i na oślep, nie celując machnęła motyką jakby oganiała się raczej od podpitych chłopów pod gospodą niż walczyła o życie. W tej samej sekundzie ogromna siła wytrąciła zużyte narzędzie z dłoni, coś zacisnęło lodowate macki na jej szyi i ruszyło ciągnąc ją do leżącej wiorstę dalej puszczy. Próbując wzywać pomocy wydawała z siebie tylko cichy szept bo uścisk był tak silny, że coraz trudniej było jej łapać oddech. Próbowała chwycić trzymające ją ręce ale dłonie Elke przecinały tylko próżnię, darła paznokcie wpijając palce w trawę, próbując znaleźć choć najmniejszy punkt zaczepienia, coś co pozwoliłoby jej oswobodzić się. Traciła już siły i przytomność w beznadziejnej walce, gdy zauważyła blade, błękitne światełko. Zbliżało się powoli, stopniowo rozświetlając złowrogą, dusząco zimną ciemność. Z sekundy na sekundę dawał się słyszeć coraz wyraźniejszy głos, piękny kobiecy głos, który docierając do uszu Elke dodawał sił. Nieznana kobieta mówiła coś, a właściwie śpiewała w nieznanym języku. Ciągnąca ją siła zatrzymała się na chwilę, wyraźnie zaciekawiona owym zjawiskiem. Powietrze wokół wibrowało z ogromną częstotliwością. Elke nie potrafiła skupić myśli na dobiegającym jej uszu

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy