List matki 5

Autor: ancolek71

Droga Haniu

 

Już długo zbieram się do napisania listu, bo od naszych 12 „dorodzin”. Ciągle mam dylemat z datą , bo 11 grudnia dowiedziałam się, że „urodziłam „ córeczkę, a zobaczyłam Cię 14 grudnia. No i ważna data 18 grudnia. To był poniedziałek. Przywieźliśmy Cię do domu i zamieszkałaś w naszych sercach. 

Czas mija , Ty rośniesz, a ja starzeję się… Choć Twoja radość życia jest zaraźliwa J Nigdy tego nie powiedziałaś, ale ja wiem za Ciebie, że kochasz żyć! Uczysz mnie tej trudnej sztuki, gdy choroba kolejny raz rozkłada mnie na łopatki… Smutek wycwanił  się , bo chociaż bronię się przed nim, on wkrada się małą szparką zwątpienia i bezsilności.  Rozpoznajesz tego drania u mnie. Zauważasz wszystkie emocje jakie przeżywam. Mam wrażenie, że często rozumiemy się bez słów..

Jednak widzę jak tęsknisz za roześmianą mamą. Niedawno włączyłam kasetę z minionych lat, gdy byliśmy wszyscy razem, a ja czekałam szczęśliwa na nasz własny, wymarzony dom. Zapytałaś  zdziwiona : a z czego ty się tak cieszyłaś??? Nie pamiętasz mnie takiej skaczącej ze szczęścia jak dziecko. Nie obiecuję Haniu, że to powróci. Jestem dużo starsza, bardziej doświadczona,  bardziej zmęczona chorobą i życiem… Teraz to ja biorę przykład z Ciebie.

 Nie znoszę, gdy się kłócimy. Tak bardzo jesteś jeszcze nieodpowiedzialna, zapominalska, leniwa… Chyba takie prawo młodości! Jednak to Ty pierwsza po „burzy i iskrach” podchodzisz, przytulasz się,  całujesz i wymawiasz magiczne słowo „przepraszam”. To działa! Emocje opadają, zostaje czysta miłość…

Lubię Cię obserwować jak zmieniasz się z dziecka w kobietę. Te dwie istoty walczą ze sobą zaciekle. Nie poganiam tej przemiany, tylko spokojnie czekam. Wczoraj zostałaś  kobietą. To bardzo ważny dzień w naszym życiu. Zaczynasz być odpowiedzialna za swoją kobiecość. Modliłam się wieczorem o to , byś dobrze nią zarządzała w przyszłości jako kobieta, żona , matka… Dobre nastawienie jest dużym sukcesem.

 Nie mogę się jednak opędzić od myśli, że ten „pierwszy dzień” jest ważny tylko dla nas. A przecież masz tatę. Tatę? Raczej znajomego z Londynu, który nie potrafi z Tobą rozmawiać. Kompletnie Cię  nie zna. Rzadko dzwoni, teraz wcale… Nie chciałam dopuścić do takiej sytuacji i uwierz mi Haniu, że jest mi wstyd za takiego ojca. To ja go wybrałam. Gdy krótko widzieliście się po świętach, zapytałaś z pretensją  w głosie: mama , co ty w nim widziałaś?! On ciągle traktuje Cię jak  nic nierozumiejące dziecko. Nie pomaga już dobre wspomnienie z wczesnego dzieciństwa. Sam zasłużył na to, że chcesz go wymazać z pamięci. Nie mogę Ci tego zabronić. Powtarzam tylko, że każde złe lub dobre zachowanie wraca do nas rykoszetem. Ile dasz życiu, tyle od życia dostaniesz. Po latach doszłam do smutnego wniosku – dobrze ,że  wychowuję Cię sama, bo odpowiadam za to tylko ja, bez pretensji do niego-ojca. Jesteśmy i będziemy razem-Ty i  Ja.

Lubię się z Tobą przekomarzać. Ostatnio zażartowałam, że wyjadę za granicę do pracy. Miałabyś okazję być bardziej samodzielna. Ty jednak przejęłaś się tymi „planami”.  Wręcz zabroniłaś mi wyjeżdżać mówiąc : ALE TY JESTEŚ MI POTRZEBNA DO KOCHANIA! 

Dziękuję Ci Haniu. Za wielką miłość jaką mnie obdarzasz. Dobranoc . Miłych snów. Kocham Cię.

 

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy