Restaurator

Autor: klaudiuszlabaj

- Jest idealna – powiedziałem z przekonaniem

Marcin uśmiechnął się pełen satysfakcji i dumy. Znałem to miłe uczucie. Odrobina harmonii w codziennym świecie pełnego chaosu. Udaje ci się stworzyć coś dobrego a równocześnie tak bardzo ulotnego. Znika w ciągu dnia. Jutro już może być zepsute. Ale najprzyjemniej jest się twoim darem podzielić z kimś innym. Ulotna chwila którą można powtarzać każdego dnia.

Szybę zalała fala deszczu. Świat na zewnątrz zniknął za obrazem jakiegoś nieznanego abstrakcjonisty. Staliśmy razem siorbiąc zupę zadowoleni że nie jesteśmy na zewnątrz, jak te dziwne rozmyte postacie które uciekały przed deszczem z gazetami nad głowami szukając schronienia w zakamarkach.

- Przyjdzie o ile jej matka pozwoli – powiedziałem wskazując na niebo – Zawsze uważała, że pogoda to poważny problem. Łatwo złapać przeziębienie, przemoczyć buty, zbrudzić kurtkę albo może cie spotkać podobne nieszczęście.

Marcin zerknął na mnie z boku. Czułem jakby czaił się na mnie aby wbić mi igłę w szyję i wstrzyknąć jakiś mocny narkotyk. Słusznie się obawiałem. Gdyby wiedział co mi podać wybrałby serum prawdy. Zamiast tego zaatakował mnie kiedy byłem uśpiony smakiem dobrej zupy i widokiem kałuż z bąbelkami powietrza na powierzchni.

- Dlaczego nie jesteście razem? – pytanie podziałało jak cios otwartą dłonią w twarz.

Omal się nie udławiłem cienkim paseczkiem bambusa. Cholerna młodzież, muszą zadawać takie krępujące pytania. Westchnąłem głośno niezadowolony, czułem na barkach ciężar odpowiedzialności za nowe pokolenie. Na tak poważne pytanie nie mogę odpowiedzieć byle jak. Dwudziestolatek jest pełen wątpliwości, szuka drogowskazu i przykładu. Jak mu odpowiedzieć? Powiedzieć prawdę, że małżeństwo zawarłem bezmyślnie aby uciec z domu. Za nic miałem przysięgę małżeńską. Żeniłem się marząc o kobiecie mając nadzieje że zapomnę. Skłamać?

- Nie mam bladego pojęcia – idealna odpowiedź.

Odwrócił wzrok na płynące po szybie krople deszczu. Grzmot uderzył ponownie, równocześnie pojawiła się gdzieś błyskawica. Wyczułem, że był zawiedziony. Oczekiwał po mnie czegoś więcej. Pomyślałem, że będę tego żałować jeżeli to tak pozostawię.

- Może to różnica charakterów. Ja, w deszczu miałem ochotę na spacer pod parasolem ona robiła sobie kubek gorącej kawy. Mógłbym ci podać wiele przykładów które osobno są nieistotne, ale ich suma mówi znacznie więcej.

Przerwałem, to było zaledwie dziesięć procent prawdy. Brnąć w to dalej? Czułem się jak na spowiedzi. Byłem zestresowany ale miałem ochotę pozbyć się tego ciężaru.

- Tak naprawdę to nigdy jej nie kochałem. Nie wiem na jakiej zasadzie ludzie dobierają się w pary. Moim zdaniem to na pewno nie miłość. Bardziej ma to związek przyczynowo skutkowy. Ludzie kierują się czymś do czego się nie przyznają. Na przykład mężczyźni potrzebują żony do gotowania sprzątania i prania brudnych skarpetek. Kobiety potrzebują finansowego opiekuna aby spełnić swój obowiązek macierzyński. Tak było od początku. Facet dba o dostarczenie jedzenia a kobieta o dzieci. Nie jest to idealne, ale funkcjonuje. Podejrzewam, że większość decyduje się na związek ze strachu przed samotnością, a miłość to bzdura którą wymyślili poeci, pisarze i scenarzyści. Nie wierzę w to aby dwie osoby mogły się bezgranicznie kochać. Owszem ludzie kochają, może dwa trzy razy w życiu. Ale czy jest to miłość odwzajemniona? Moim zdaniem to niemożliwe. W każdej parze jest ktoś kto skrycie myśli o kimś innym. Często tajemnice zabiera do grobu… – przerwałem kiedy zauważyłem zdziwiony wyraz twarzy Marcina

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy