Przebudzenie

Autor: zielona

Mokra świeżość poranka rozbrzmiewała pierwszymi najgorliwszymi śpiewakami Był wśród nich słowik drozd kukułka i pan Józek - sąsiad z drugiej ulicy Wczorajszego dnia zasnął
w rowie i teraz strzepując z siebie źdźbła trawy przytulonej do luźnych portek
i wymiętej marynarki włączył swój zachrypły niski głos w poranny chórek
- Kurwa mać Gdzie jo jestem? Źle chyba już ze mną Na leczenie trza chyba iść  
Rozejrzał się półprzytomnym spojrzeniem Nie za daleko bo mu zwisające z góry gałęzie
krajobraz przysłaniały Brzoza która życzliwie udzieliła mu gościny tej nocy widząc najwyraźniej
 niedospanie delikwenta delikatnie strzepnęła z góry nieco chłodnej rosy
ze swej bujnej zielonej czupryny Zaskoczony wkulił uszy w kołnierz i otarł krople z czoła
a tam w tej gęstwinie rozczochranej skowronek zatrejlował
donośnie jakby ważny komunikat obwieszczając Pan Józek ostrożnie wyszedł z cienia drzewa
kości jeszcze przeciągnął rozprostował Coś tam pyknęło w łopatkach ziewnął i rozejrzał się
obdukcji terenu dokonując  Słońce wyłażące właśnie zza horyzontu przedzieliło świat
na dwie części i spychając cień rzucało się jasnym rozświetleniem na kolejne domy i ogródki
utopione w zielonej czerwcowości i tak sunęło świetlnie dalej i dalej Obejrzał się
a tam właśnie wspinało się ponad górę za jego plecami spychając kolory złota i różu
z błękitności kopuły niebieskiej w ich miejsce wkładając swą wielką rażącą twarz
Zagrało promieniami na listkach rosie trawie Wszystko w diamenty się ustroiło
a jeszcze rozbłysło pryzmatem między gałązkami Józek wsadził ręce do kieszeni
i zapatrzył się a ptaki darły się jak opętane prześcigając się w swych ariach
 - Kurwa mać – dołożył do nich swój zachrypnięty głos bo uznał że wypada - Piękny ten świat   
I stał tam jeszcze chwilę zanim poszedł

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy