Rozdział II

Autor: wiktoriiia
Jasne promienie słońca wpadły przez zasłony do pokoju Justyny oznajmiając nowy dzień. Chociaż może czasami zdarzały jej się chwile pełne melancholii, a nawet zwątpienia to tego dnia wstała w wyjątkowo dobrym humorze. Zeszła do kuchni, gdzie już krzątała się jej babcia.
   -Zjadłabyś naleśników kochanie? Zawołaj Pawełka.
   W tym momencie do kuchni wszedł „Pawełek”, chłopak o wzrośnie nieco ponad metr dziewięćdziesiąt.
   -Cześć- powiedział zaspanym głosem, przeciągając się przy tym.
   -Hej. Nie słyszałam jak wczoraj wróciłeś. Wiecznie na przypale, braciszku.
   -Cii, był niezły balet u Damiana. Tylko teraz łeb mi pęka.
   -Kac morderca nie ma serca, co?- Próbowała ukryć zakłopotanie, nawet nie wiedziała, że Damian robi imprezę.
   -Proszę.-Babcia postawiła przed nimi talerz cudownie pachnących naleśników i wycofała się z kuchni.
   -Jaki znowu kac. A tak w ogóle widziałaś w te wakacje Wojtka?
   -Nie, jakoś tak się nie złożyło. W sumie to z Damianem albo nad stawem siedziałam albo gdzieś szliśmy.
   -Mówię ci, wrak człowieka. On się już stacza, skóra i kości. W sumie nie wiem co on ćpa, ale to go już wykańcza.
   Zapatrzyła się tępo w szklankę z sokiem. Wiedziała, że Wojtek eksperymentował, ale to było dawno, ona zapomniała… A z Damianem takich tematów nie poruszali.
   -Paweł, możesz mi powiedzieć jedno? Dlaczego?
   -Tyna, ja nie wiem. Marihuana nie uzależnia, ona tylko przyzwyczaja. Nawet nie wiesz kiedy staje się twoją przyjaciółką, siostrą, jedną z najlepszych rzeczy w twoim życiu. Wiesz, że poradzisz sobie bez niej, że możesz ją wyrzucić ze swojego życia, ale nie chcesz. Tylko potem ona może przestać wystarczać, pojawia się jakaś chęć spróbowania czegoś mocniejszego, bo co mnie nie zabije to mnie wzmocni.
   -Paweł, odpowiesz mi szczerze? A ty jarasz?
   -Wiesz, że zawsze cię uczyłem, żebyś nie zadawała pytań, na które nie chcesz znać odpowiedzi.-Na chwilę obydwoje zamilkli.-Damian prosił, żeby ci przekazać, żebyś przyszła nad staw.
   Zostawiła jedzenie i wybiegła z domu, starając się zostawić za sobą wszystkie emocje.
Już tam był, czasami odnosiła wrażenie, że nic innego nie robił, tylko był i czekał.
   -Siemanko, wcześnie wstałaś. Mam dla ciebie niespodziankę, chodź.-Chwycił ją za rękę i zaczął prowadzić w stronę krzaków, gdzie stał imponujący motor.
   -Ty w ogóle umiesz tym jeździć? Zastanów się trochę.
   -Umiem kocie, chodź.
   -A masz może jakiś kask?
   -Trochę zaufania, przecież się nie zabijemy.
   -Ja bym tam mu nie ufała-odezwała się ciemnowłosa dziewczyna.
   -Martyna, nie strasz jej. Jak już coś chcesz, to załatwimy to we dwoje.
   -Nowa laska, co?
   -Wiesz, że się na razie nie umawiam z dziewczynami.
   -Oj Damianku, ty to zmienny jesteś.
   -Justynka, jedziemy?- spytał.
   -Możemy jechać.
   Wsiadła i objęła go w pasie. Ruszył najpierw polną drogą, a potem ruszył normalną szosą. Widać było, że jest zdenerwowany, jechał szybko, wiatr trzaskał im po uszach i prawie urywał głowę. Jednak ta szybkość dawała jakieś złudzenie wolności…
Zatrzymali się na pięknej, kolorowej polanie, która dawała złudzenie szczęścia, pięknej bańki mydlanej, którą można przebić jednym słowem.
   -Damian, co się dzieje z twoim bratem?
Bańka pękła.
   -Paweł ci coś mówił, tak?- Nie czekając na odpowiedź kontynuował.- Pewnie powiedział ci prawdę, ale kurwa są trzy prawdy-moja pra

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy