Krwawe Serce. Rozdział II...

Autor: glaadys

Z domu dochodziły nieustanne krzyki. Słychać było płacz małej dziewczynki. Nikt nie zwracał na to uwagi. Tam zawsze tak było. Piękne, potężny dom na granicach Przystani stał tam od wielu pokoleń. Zawsze wzbudzał podziw i fascynował resztę mieszkańców. Należał on do rodziny Archerów, którzy rządzili w tym zakątku. Kiedyś było tam inaczej. Po śmierci, a raczej zabójstwie starego Lazara dom zmienił się diametralnie. Nikt nie reagował na krzyki Evy, nikt nie zwracał uwagi na posiniaczoną twarz jej oraz jej dzieci. Bali się gniewu Emila. Był on nieobliczalny, nerwowy i agresywny. Denerwowało go choćby spojrzenie.

Nienawidził gdy ktoś mu się stawiał, a już szczególnie któryś z członków rodziny. Miał ostatnio wiele problemów. Ktoś ewidentnie mordował jego sprzymierzeńców. Bez słowa znikały potężne wampiry. Czuł strach. Wiedział, że niedługo będzie jego kolej. Jeszcze był ten gówniarz, który zaczął mu się stawiać. Ren, jego jedyny syn myślał, że zdoła mu się przeciwstawić.  Postanowił sobie za cel bronić te głupie idiotki. Dobrze, że nie było go w domu, przynajmniej nie musiał się z nim użerać. Zdenerwował go płacz małej Evelynn i ciągłe pretensje Evy. Miał tego dość. Wszystko obróciło się przeciwko niemu. Nie mógł tego dłużej znieść. Podszedł do swojej partnerki i uderzył. W jego oczach można było zobaczyć furię. Nikt o zdrowych zmysłach nie powinien wchodzić mu w drogę. Uderzył znowu. Tym razem upadła. Wyczuł jej krew, wiedział, że jutro jej ciało będzie całe w siniakach. Podniósł rękę i…

Tatusiu..proszę..przee.stań- wyrzuciła z siebie spazmami płaczu mała Evelynn. Podbiegła do niego i złapała za nogę. Myślała, że to pomoże, ale tylko zaogniła sytuację. Emil podniósł ją za włosy i rzucił o ścianę. Tera dostanie na co zasłużyła. Powinna siedzieć w kącie, a nie mu się sprzeciwiać. Jeszcze brakowało mu jednego bachora, który nie czuje przed nim respektu. Powoli zbliżał się do niej. Zaczął zdejmować pas od spodni. Zobaczył na jej twarzy strach i na jego usta wypłynął okrutny uśmiech.

Nikt cię nie nauczył dziecko, że nie wolno wtrąca się nieproszonym - syknął – sądziłem, że jestem mądrą dziewczynką, a tu proszę. Robisz się taka sama jak brat, ale już niedługo nauczysz się okazywać szacunek ojcu. – wykrzyczał jej prosto w twarz. Nie zauważył, że drzwi wejściowe się otworzyły. Był tak zaślepiony w swojej furii, że nie usłyszał kroków. Pochylił się i już chciał uderzyć córkę, gdy ktoś skoczył mu na plecy. Próbował się wyrwać, ale nic to nie dało. Jego przeciwnik przyłożył mu nóż do gardła. Przez chwilę myślał, że przyszła po niego i niedługo zakończy swój marny żywo. Nie mógł się odwrócić, by zobaczyć jej twarz, ale poczuł jak sztylet drgnął przy jego gardle. Wykorzystał ten moment i zwalił przeciwnika z kolan. Usiadł na przeciwniku i zabrał z jego ręki broń.

Co ty soobie wyoobrażaszz? - syknął prosto w twarz swoje pierworodnego. Myślisz, że jesteś ode mnie silniejszy, Ren? – mówiąc to uderzył go w twarz. – Czemu wszyscy obróciliście się przeciwko mnie. Jestem twoim ojcem i powinienem cię zabić, za to co przed chwilą zrobiłeś. – wbił sztylet w brzuch syna. – Ale będę wspaniałomyślny i  będziesz patrzył jak twoja matka przyjmuję twoją karę na siebie!- mówiąc to zaśmiał się okrutnym głosem. Podniósł syna i zadał jeszcze jeden cios. Chłopak nie mógł się podnieść. Próbował, ale mu się to nie udawało. Zobaczył tylko jak ojciec podchodzi do matki i kaleczy jej policzek. Słyszał jeszcze głos swojej siostry, ale obraz już mu się zamazał. Potem ogarnęła go ciemność.

                                                             *********

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy