KAY-rozdział osiemnasty

Autor: Robert-Altamiro


Rozdział osiemnasty


Letnia noc...Ciepły powiew wiatru muska twarze osób spędzających ten czas w ogrodach swych willi...aromat czerwonego wina unoszący się w powietrzu...zapach smażonej ryby...rozmowy...śmiech niosący się pośród wydm gdzie przyroda  ukazuje piękno swego serca...magię swej duszy.Na ciemnogranatowej dróżce pragnień żartobliwie bawią się chochliki mrugające do siebie wesoło.Szmaragdowa kołyska z połyskującymi jakby diamentami tuli do snu swe pociechy...pośród dźwięków ciszy słychać jej śpiew...taki czuły... sentymentalny... namietny...pełen najpiękniejszych uczuć.Łzy wzruszenia spływają po twarzy dziewczęcia zasłuchanego w jej słowa...
Jest sama ale wydaje się że przyroda wpatruje się w nią nie mogąc oderwać oczu...złocisty piasek zdaje się mieć wypieki na jej widok...nawet jakby nucona pieśń była nieco cichsza...Zjawiskowa... spaceruje samotnie z rozwiewanymi przez barda podróżnika włosami...w króciutkiej, niemalże przezroczystej sukience...
Przemyślawszy słowa piosenki bierze głoboki oddech.Chłonąc to piękno...nie powtarzalną atmosferę czuje jak zaczyna napływać do niej energia.Radośnie podskakując przemierza piaszczysty bezkres....obraca się z rozłożonymi rękoma ukazując majteczki z kwiatami.Oddawsszy światu swe szczęście...zatrzymuje się...odgarniając nocnej barwy włosy...siada...patrząc swymi dużymi...kasztanowymi oczami gdzieś daleko poza horyzont...tak jakby chciała coś znaleźć...wypatrzyć.Na smukłych,gładkich nogach czuje lekki chłód przyprawiający ją o przyjemny dreszcz.Krucha nimfa o urodzie dziecka...Jakby wiedziona nieznanym sobie głosem wstaje...podchodzi bliżej morza...śnieżnobiała sukieneczka z suwa się po jedwabnej skórze... delikatnym... kuszącym ciele.Opadając na miękką plażę która wzdycha.Ściągnąwszy stringi...figlarnie stopą bawi się z morskimi służkami...idzie po mieniącej się poświacie ku pięknu...magii...niczym anioł...niewinna i seksowna zarazem.Wchodzi do morskiego królestwa...bawi się jak mała dziewczynka.Wypowiada radośnie słowa...pryska wodą.Jest...taka...naturalna...swobodna.Cieszy się chwilą tak jakby jutra miało nie być.Zanurza się...znikając...wyłaniając się z piersiami...z przechyloną glową...włosami tańczącymi na wietrze...z rozbryzganą wodą tworzącą migoczące srebrzyste koło...Zawstydzając drogę doznań rozkoszuje się ulotnością momentu.Zaczerwieniony księżyc przygląda się jak kropelki spływają po jej piersiach...
W pobliżu w jednej z willi:

-Co się tu dzieje?
-Nie wiem.
-Też chciałbym wiedzieć
-Nie tylko ty.
-Mamy przesrane.
-Wszystko się dupcy.
-Szlak trafi moją karierę.
-Twoja?
-Dupek!
-Masz coś do mnie?
-Zamknijcie się!
-Carter ma rację.Musimy pomyśleć co dalej.
-Nad czym tu myśleć.Wali się.
-To wszystko zaczyna mi się nie podobać.
-Nie tylko tobie.
-Od samego początku mówiłem że to nie wypali.
-Tchórz
-Ja?
-A kto?
-A ty to niby bohater?
-Większy od ciebie
-Tak? Niby co zrobiłeś dla sprawy?
-Zamknijcie ryje.
-Za kogo się masz?
-Pewnie za szefa.
-Jeszcze nim nie jest.
-Może powinienem.
-Tak?...i co byś zrobił?-w pokoju pojawia się boss.

Zapada cisza:

-No co?

Brak odpowiedzi

-Jakoś nie słyszę.Czyżby mowę ci odebrało? Dopiero co miałeś dużo do powiedzenia.
-Właśnie.
-Dałem ci głos Abramo?
-Przepraszam.
-Za co przepraszasz?-mężczyzna zbiera się na odwagę.
-Przecież to szef..
-Miło że pamiętasz.
-I co z tego?...nie próbuj mnie uspokajać.
-Zostaw go niech mówi.
-Do czego nas doprowadził?
-Do potęgi.
-Tak?
-Jesteś gówniarzem więc się nie znasz.
-Może i ale wiem że żadna cipa nie powinna tu wchodzić i nas podsłuchiwać.
-Właśnie.
-Zdarza się.
-Prawda.
-Nie nam.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy