Ciepłe maile i herbata cz. 3

Autor: wusia

Wybrała się na zakupy. Uzupełniła zapasy jedzenia, kupiła też pachnące kwiaty, niech myślą, że żyje, że wypełnia sobą tą przestrzeń.

To takie pozory,  one  tworzyły jakieś zabezpieczenie, jakiś obronny most, ochronną tarczę. Broniły ją przed lawiną pytań, głodnymi osądami, przeszywającym, bolesnym spojrzeniem. Zmieniła pościel w gościnnym pokoju, rozpachniło się lawendą, niewinnością białych firan, płynem do mysia podłóg. Będzie im tu w sam raz, pomyślała.

Zegar wybijał 11. Niebawem się pojawią. Ugotowała jarzynową zupę dla Izy, usmażyła naleśniki ze szpinakiem. Zaparzyła kawę w dzbanuszku.

Czekała...

Czekała na przeszłość, na wspomnienia, na to by długo milczący dom wypełniła radość, gwar rozmów, odgłos kroków, stukot filiżanek, opowieści. Sama do końca nie wiedziała, co może przynieść ta wizyta, ból, smutek, zazdrość, ulgę, spokój, bezpieczeństwo, radość?

Ta ostatnia nie odwiedzała jej duszy, już długo. Niemniej zawsze mogła uciec, schować się pod płaszczem żałoby, nie analizować, nie odpowiadać, tylko być.

Minuty wydłużały się do potęgi, jakby wchodziły na wysoką drabinę, z zadumy wyrwał ją dźwięk dzwonka do drzwi.

Nieśmiało otworzyła.

- Ewusia, Iza radośnie wykrzyczała jej imię. Nie obejrzawszy się tonęła w objęciach małej dziewczynki.

-Wejdźcie proszę, zaprosiła je do środka. Rozbierzcie się.

-Witaj kochanie, babcia Irena ucałowała ją w policzek. Ewa odsunęła się, jakby pocałunek zadał jej ból.

- Źle wyglądasz Kotku, jesteś jakaś blada, schudłaś to niedobrze. Odżywiasz się prawidłowo? Wysypiasz?

  Sen? Ewa nie pamiętała już, kiedy tak naprawdę spokojnie przespała noc. Kiedy koronki jej rzęs oblepił miły sen. Nie wiedziała już, jak to jest wstać z promieniami słońca, otworzyć z radością okno na oścież, przytulić ciało do miękkiej kołdry . Wtulić się w bezpieczne ramiona, pognieść namiętnością prześcieradło...

Teraz tylko zawierzała poduszce swoje wielkie, słone łzy. Zakrywała się grubym kocem zniechęcenia po same uszy.

 -Tak, Irenko. Dziękuję, chodźcie, z pewnością jesteście głodne. Izuniu ugotowałam Twoją ulubioną zupkę, usmażyłam naleśniki. 

 Dziewczyny jadły z ochotą. Ewa z trudem pochłonęła kilka łyżek zupy. Czułą się dziwnie, nieswojo. Irena w milczeniu przyglądała się jej z troską.

-Było pyszne, oznajmiła Iza. Będę mogła zostać u Ciebie na trochę?  zapytała mała, wtuliwszy się w jej ramiona.

 Ewa z trudem powstrzymała łzy, które zaczynały napływać do jej oczu. Poczuła ciepło, które zaczęło ogrzewać jej zaziębioną duszę. Z jednej strony bardzo chciała utulić do serca tą małą, niewinną istotkę. Z drugiej strony bała się, że wspomnienia jak strzała wycelują w jej serce.

-Oczywiście malutka, tak długo jak tylko zechcesz.

Mówiła to trochę z niepokojem w głosie.

Irena instynktownie wyczuła dziwną gamę Ewy uczuć. Widziała, jak ta, stara się od niej odsunąć, jak ucieka wzrokiem, jak zmienia odpowiedzi na postawione przez nią pytania. Jak je doskonale omija, zachowuje się jak spłoszone zwierzątko, jak rozbitek na obcej wyspie. Nie jak Ewa, którą znała i pokochała z całego serca.

-Babciu, jestem strasznie śpiąca. Iza oznajmiła, ziewając sennie.

-Przygotowałam dla Was pokój, zaprowadzę Was.

 W pokoju, Irena rozglądała się na wszystkie możliwe strony. Pokój wyglądał jak nie używany. Jakby życie w nim nigdy się nie toczyło.

-Co to za pokój?

-Gościnny. W zasadzie służył Adamowi jako gabinet. Wiązka tych siedmiu liter namalowała na Ewy twarzy smutek.

-Teraz jest pokojem, dla Was. Mam nadzieję, że będzie Wam tu dobrze i wygodnie.

-Pójdę pozmywać po obiedzie. Gdybyście czegoś potrzebowały, wiecie gdzie mnie szukać.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy