Ciepłe maile i herbata cz. 3

Autor: wusia

-Oczywiście, dziękujemy. Położę Izę i zaraz do Ciebie zejdę, wydaje mi się, że masz mi wiele do opowiedzenia.

 Ewa uśmiechnęła się lekko, zamykając drzwi.

Zmywając naczynia, zastanawiała się co powie Irenie, jak uniknie lawiny pytań, by nie zostać przysypaną. Jak wmówi jej, że jest dobrze, którędy uciekną jej myśli. Doskonale wiedziała, że nie zamaskuje swoich emocji, nie zatuszuje reakcji, tym razem nie zatrze śladów, które jednoznacznie wskazywały na jej ból, samotność i ogromny smutek.

 -Jestem Kochanie, mała zasnęła głębokim snem, ta podróż bardzo ją zmęczyła. Mamy dla siebie cały wieczór tak?

 -Oczywiście, nigdzie się nie wybieram, na nikogo nie czekam. Jestem dla was.

-Przywiozłam tarte z jagodami. Pokroimy, zaparzysz kawę?

- Już się robi.

- Nie odzywałaś się, długo milczałaś. Od pogrzebu widziałam Cię tylko raz. Nie ładnie Ewuniu. Bałam się o Ciebie, martwiłam.

-Niepotrzebnie, czuję się dobrze.

- Na pewno? Nie wyglądasz dobrze...

-Troszkę chorowałam, ale już jest w porządku. Jak Iza? Wszystko u Niej dobrze? Potrzebujecie czegoś? Chciałabym kupić jej kilka rzeczy, nowe sukienki, wyprawkę do przedszkola, to już niebawem. Albo, dam Wam pieniądze, Ty doskonale wiesz, co jej potrzeba.

- Ewa, nie bój się jej, to tylko dziecko, które doskonale czuje, że od Niej uciekasz, Ona chociaż jest mała, rozumie wszystko, wyczuwa, chłonie jak gąbka. Pytała się mnie, dlaczego nie cieszysz się, że przyjechała. Tak nie można Kochanie, nie w ten sposób. To córka Twojego męża, twoja pasierbica. Nie możesz stale przed nią uciekać, to tylko dziecko. Tęskni, potrzebuje Twojej opieki, troski, czułości. Twojej obecności. Ja, nawet najukochańsza babcia na świecie, nie zastąpię Jej Ciebie. Choćbym nie wiem jak się starała. Możesz wmawiać wszystkim dookoła, że jest dobrze, ja swoje wiem, za długo żyję na tym świecie, niejedno widziałam, mnie nie oszukasz i nie zmyjesz mnie jakimiś odklejającymi się od rzeczywistości tłumaczeniami. Nie chcę naciskać, nie chcę być dla ciebie ciężarem, ale wydaje mi się, że minęło już wystarczająco dużo czasu, na to żebyśmy mogły szczerze porozmawiać.

  Dziewczyna milczała jak zaczarowana. Zupełnie jakby ktoś odebrał jej mowę. Podskórnie tęskniła do rozmów z babcią Ireną, chciała bez pytań przytulić się do niej przez te wszystkie długie sześć miesięcy, choć się nie przyznawała, potrzebowała ciepła jej miękkiej dłoni, łagodności słów szeptanych do jej ucha, pragnęła tego najbardziej na świecie, ale jakaś potężna niemoc trzymała ją w ramionach, jakaś gorzka pigułka stanęła w gardle, jakieś czarne nitki rozpaczy wydziergały szal w który zaplatała się cała wieczorami, które ciągnęły się niesamowicie długo, aż po świt. Stała tak w bezruchu z jakimś bólem zastygłym na twarzy. Z poczuciem winy zaplecionym we włosy, z niechęcią do świata, do ludzi zaciśniętą w pięściach. Jej oczy nie świeciły już dawnym blaskiem, stały się przygaszone, przygaszone ciężarem jaki sama dźwigała.

-Irenko, ja...

-Chodź kochanie, usiądź koło mnie, opowiedz, opowiedz mi wszystko...Wyrzuć to z siebie, pozbyj się tego co Cię tak gniecie, zwolnij duszę z tego ciężaru, powycieraj lęk,  wykasuj złe wspomnienia, spróbuj, nie daj się złemu, nie daj, jesteś silna, dobra, młoda... żyj...

-Kocham Izę, pokochałam ją od pierwszej chwili, kiedy ją ujrzałam. Jest taka bezbronna, taka śliczna, ma oczy zupełnie jak Adam.Wiem, jak to jest wychowywać się bez najważniejszej kobiety, wiem jak strasznie takiej małej istotce brakuje mamy. Dlatego pokochałam ją podwójnie. Boje się, że za bardzo, że któregoś dnia, ktoś , coś mi ją odbierze, że strącę ją bezpowrotnie, jak Adama.Wypełniła mi sobą życie, wzbogaciła je, przywróciła dzieciństwo, zapełniła jakieś puste dotąd miejsca w sercu, przyozdobiła mi dni. Rozkochała w sobie. Dlatego....

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy