Dziewczyna, której nikt nie widział cz. 5 (+18)

Autor: martatrzasi

Karolina zeznanie

 

― Mówiłam już panu, że nie wiem.

― Jak nie wiesz dziewczyno, do diabła?! Mieszkałyście razem i nie wiesz co mogła tego dnia robić? Na miłość boską, wytłumacz mi jak to jest możliwe, co?

― Powtarzam po raz kolejny, że nie wiem.

― Nie wiesz, czy nie chcesz powiedzieć, co? ― przyciskał przesłuchiwaną dziewczynę Malec.

― Ile razy mam wam powtarzać, że nie wiem? Nie mówiła mi co będzie robić tego dnia, ja nie pytałam. Spieszyłam się do pracy, a potem od razu wyjechałam do Włocławka.

― I tak jak gdyby nigdy nic, pani sobie wyszła, ni be, ni me , ni pocałuj mnie w dupę?

― Mówiłam panom, że wstałam, to był dzień jak co dzień, kolejny, jeden z wielu. Myślicie, że wiedziałam, że jej więcej nie zobaczę? Normalny człowiek nie budzi się rankiem i nie rozmyśla, że już nie spotka się więcej z mężem, żoną i koniecznie musi porozmawiać po raz ostatni. Inaczej każdy powinien notować w co jest ubrany i kartkę zostawiać na lodówce, żeby inni mogli go szukać. Skąd mogłam wiedzieć, że to się tak skończy?

― Jak to skończy?

― No tak, że więcej jej już nie zobaczę.

― Pani jest dziwnie o tym przekonana, że więcej już koleżanki nie ujrzy, dlaczego? Może jest coś o czym jeszcze nie wiemy?

― A może za zaginięciem pani Weroniki stoi ktoś jeszcze? Co pani na to? Ktoś, kto ją dobrze znał, a komu mogła przeszkadzać, zawadzać? ― dorzucił Zięba.

― Boże święty, miałam na myśli, że więcej jej nie zobaczę od tamtej pory. Że wyjdę i jak wrócę…

― To już jej nie będzie, czy tak? Będzie miała pani spokój, nie o to pani chodziło? Pani albo komuś innemu?

― Co pan wygaduje! To jakiś obłęd! Wiele bym dała, żeby się odnalazła, żebyśmy jak dawniej się śmiały, wygłupiały, żartowały. Razem wychodziły na rolki, żebym ją zadręczała głupimi pytaniami… Już chciałabym, żeby ten koszmar się skończył.

― To proszę mówić prawdę i się skończy ― doradził Zięba.

― Przecież od kilku godzin, nic innego nie robię ― oburzyła się dziewczyna.

― A może pani pomogła koleżance w zniknięciu?

― Słucham?

― Zaginiona mogła mieć jakieś problemy, na przykład finansowe i sfingowały panie ucieczkę? ― zasugerował Laus.

― Panie, Weronika nie miała żadnych problemów finansowych. Była, mieszkała z nami i nagle jej nie ma, rozumie pan?

― Człowiek jest, żyje, nie ma problemów i nagle znika? Ludzie, tak bez powodu nie znikają, proszę panią. Musiała mieć jakiś powód, żeby uciec, to wszystko nie trzyma się ni kupy, ni dupy ― kontynuował Laus.

― Uciec bez pieniędzy, rzeczy osobistych, telefonu? Jak sobie pan wyobraża taka ucieczkę? Chyba do nikąd ― odparła poirytowana dziewczyna.

― Wie pani, różnie to bywa. Może ktoś na nią czekał i razem gdzieś wyjechali. Może teraz pani Weronika, gdzieś się wygrzewa, a my niepotrzebnie się o nią martwimy i jej szukamy?

― Pan siebie w ogóle słyszy? Nie, no to się do gazety nadaje. Ludzie, dziewczyna zaginęła, a wy jakieś głupoty jedynie wymyślacie zamiast jej szukać. Weronika z nikim nigdzie nie uciekła.

― Tego jeszcze nie ustaliliśmy ― sprostował Malec ― a pani jakoś dziwnie jest o tym przekonana, że to niemożliwe.

― To niemożliwe, wiem co mówię. Znałam ją. Weronika nikogo nie miała, z nikim się nie spotykała. Poza nami i grupą znajomych nie utrzymywała kontaktu z nikim innym. Wieczory spędzała w domu, razem z nami. Razem chodziłyśmy do kina, na imprezy.

― Często imprezowałyście?

― Ostatnio nie tak często, kiedyś częściej wychodziłyśmy.

― Była sama?

― Tak, nie miała obecnie żadnego faceta. Z tego co wiem z nikim się nie spotykała od dłuższego czasu. Wolała być sama.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy