OGRODNICZKA. Parking

Autor: kkodik

Jeszcze raz poinformowała najbliższe otoczenie , że dziś ma konsultacje i nie życzy sobie żadnych wizyt i przeszkód.

Wyruszyła na spotkanie. Kandydat nr 3 miał czekać w centralnym miejscu stolicy. Na parkingu na którym najczęściej spotykało  się grupy idące w milczeniu jako towarzysze ostatniej posługi. Ponadto niezwykle często stawał tam karawan. Był to bowiem parking przy cmentarzu.

Miejsce wybrała nie przypadkowo. Tutaj bowiem panował największy ruch , okoliczni mieszkańcy i turyści intensywnie przebywali najbliższe ulice , a do tego tutejsze Panny Dworu właśnie w tym miejscu pokazywały się w nowych kreacjach i z swoimi partnerami. Szczęki im opadną . a niektórym protezy – uśmiechnęła się do siebie, pokazując 32 dorodne zęby w tym jeden sklejony.

Ogrodniczka pamiętając o protokole miała zaplanowane spóźnienie. Więc bez pospiechu i z gracją szła na spotkanie.

Kandydat nr 3 zajechał czarnym rumakiem z piskiem opon zimowych , choć była już wiosna a temperatura przekraczała 20 stopni. Ale wiedział ,że wiekiem nie nadrobi młodości ale oponami narobi zadymy. Ostre hamowanie , pisk gumy i nieprawdopodobnie śmierdzący dym pokrył cały parking. Żałobnicy , którzy akurat szli w kierunku bramy, zaczęli kaszleć i dusić się. Na szczęście nieboszczyk w trumnie nie powstał z umarłych , ale stał się jeszcze bardziej martwy. Co spowodowało zwiększenie ciężaru trumny i Panowie w czarnych gangach i wąskich krawatach ,aż ugięli się w kolanach. Choć  prawdopodobną przyczyną oprócz zmiany gęstości materii nieboszczyka był zapach spalonych bieżników. Z za  ściany dymu wyłonił się strumień światła , to ksenony z przodu rumaka intensywnie przebijały ciemność. Fotony uderzyły po oczach stojące najbliżej kapłana kobiety w wieku  już poborowym - do królestwa niebieskiego. Z wrażenia upadły na kostkę brukową krzycząc- Panno Święta , Wizja , wizja . Cuda cudeńka.

Niestety szybko wyprowadzono je z błędu. Oszołomione podążyły dalej.

Gdy rumak w końcu z poślizgiem zahamował trzęsąc się nieco przy spawach tylnej części Kniaź otworzył z gracją wczoraj nasmarowane smalcem drzwi i wyszedł na zewnątrz. Kichnął z nozdrzy , dym jeszcze poniewierał się po parkingu. Rozglądnął się wokół – gawiedź z ciekawością przyglądała się cudzoziemcowi. Błysnął złotem na szyi i nadgarstkach i czekał.  Spoglądał na busolę i mobila.

Minęło protokularne pół godziny i  jak zjawa wyłaniała się na horyzoncie postać Ogrodniczki w zwiewnej sukience. Płynęła wręcz jak łyżwiarka figurowa po tafli świeżego lodu w kierunku parkingu. Warkoczyki płynęły wraz z nią unoszone wiatrem z lekkim przydymieniem gumy.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy