Ostatni pisarz

Autor: zuza30rebus

BOTOND MARKOVICS

Ostatni pisarz

Ostatni pisarz był starym człowiekiem. Od dziesięciu lat nie pisał. Nazywał się Johannes Klebe i chociaż skończył 150 lat, genetyce zawdzięczał, że nie było w nim nic starego prócz oczu, w których czaił się smutek i poczucie porażki.

 

Zanim sześćdziesiąt lat temu pojawił się pierwszy program pisarski, opublikowano, jak wykazały sondaże, 150 milionów książek. Po upływie dziesięciu latach ilość powieści stworzonych przez maszyny dorównała tej liczbie. I rosła z prędkością jednej sztuki na sekundę. Przeciętny czytelnik wydawał się nie dostrzegać różnicy między powieścią maszyny a napisaną przez człowieka.

Nazwy programów pisarskich zaczynały się na literę "H". Pierwszemu programowi – Hemingway'owi.01 nazwę nadał po swoim ulubionym pisarzu jego twórca. Inni przejęli pomysł i większość nazw programów tworzących powieści zaczynała się na "H". W ten sposób "h" uśmierciło literaturę.

Pisarze powoli usuwali się w cień. Rywalizacja z maszynami nie wchodziła w grę. Program nieustannie ulegał modyfikacji; w każdej chwili był gotowy do działania. Potrafił tworzyć pod potrzeby konkretnego czytelnika. Konsumpcja powieści zaczynała przypominać dziecięce zajadanie się czekoladkami.

Z początku Johannes pisał, bo pisanie było jego życiem, i jeszcze raz chciał przeżyć smak sukcesu, który dawniej był jego udziałem. Wstawał, dzień po dniu, pełen determinacji, i zasypiał, zmęczony poczuciem wstydu. Dochodził do wniosku, że to, co zdołał napisać, jest nie dość dobre. Chciał napisać coś lepszego od tych cholernych powieści maszynowych. Coś dużo lepszego, coś takiego, co wzbudziłoby zainteresowanie czytelników. Tyle, że zanim zdołał napisał kilka tysięcy słów, program pisarski kończył już swoją stutysięczną powieść.

Po pewnym czasie poddał się. Czuł się znużony. Samotny stary człowiek, który mieszka w młodym ciele.

Samotność sprawiła, że kupił inteligentnego kota. Od trzech lat mieszkał sam, Diane, jego żona, opuściła go po 70 latach wspólnego życia, niedługo po tym, jak Anton, ich czwarte dziecko, wyprowadził się z domu.

Genetycznie zmodyfikowane i-koty sprzedawano zaledwie od dwóch lat. Reklamy zachwalały ich krytycyzm i cynizm, ukazując je jako specyficznych towarzyszy, kogoś w rodzaju domowego faworyta. Po tygodniach spędzonych na przeglądaniu katalogu zdecydował się zamówić zwierzę, któremu nadano imię Bebhionn.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy