Łzy Anioła cz. II

Autor: Aldonka9216
Marcin spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem rodem z horroru, który paraliżował i budził strach na całym ciele po czym odszedł z obojętnością. Widziałam w jego oczach żywe zło, widziałam w źrenicach płonące iskry. To było fantastyczne, a zarazem zadziwiające i szokujące. Gabriel natomiast kucnął obok mnie i zaczął mi pomagać zbierać książki. Spojrzał na mnie jakby z politowaniem. Wtedy dostrzegłam jakie piękne ma oczy. Powiedział wtedy:- Nie przejmuj się nim, jest zły na cały świat.- Dlaczego? Ktoś go zranił?- No w pewnym sensie tak, ale to długa historia. Może kiedyś ci opowiem, na pewno go zrozumiesz.- Uśmiechnął się do mnie serdecznie podając upuszczoną przeze mnie niezdarnie książkę i powoli wstając odszedł. Pozostawił mnie jedynie w niepewności i refleksji, bo wciąż nurtowało mnie dlaczego Marcin mnie tak nienawidzi. Życie jest pełne niespodzianek i rzeczy, których nie da się zrozumieć lub nie chcemy zrozumieć. Osobowość jego była jednak zaskakująca, pewnie również miał nieciekawą przeszłość. Wobec wspomnień jesteśmy bezsilni, nie możemy ich zmienić, można jedynie zapomnieć, a to, jak wiadomo wielka sztuka. Rozumiem, że każdy może czuć się źle, może cierpieć, ale czy to powód by zatruwać życie innym i mścić się na wszystkich wokół? Nie wszyscy są winni. Czasem chcąc ukarać złego człowieka ranicie doszczętnie serce tego dobrego. Trzeba nauczyć się żyć z rozwagą. Ciągłe docinki Marcina w szkole mnie dołowały, ale wierzyłam, że silna jestem, zniosę wszystko. Podobna sytuacja miała miejsce na lekcji matematyki. Zawsze miałam z nią problemy, nie potrafiłam jej zrozumieć. Wszyscy ludzie sądzą, że to mądrość i wykształcenie są najważniejsze, ale nie, one nic nie znaczą wobec śmierci. Wszystko przecież przemija i w jednej chwili traci wartość. Gdy dusza  żyje, serce umiera, gdy żyje serce, umiera dusza. Pod przymusem oczywiście poszłam pewnego razu do tablicy. Kompletnie nic nie rozumiałam, pisałam jakieś kompletne bzdury na tablicy, trzęsłam się ze strachu jak galareta. Poczułam taką wewnętrzną bezradność. Nagle w oddali usłyszałam ten charakterystyczny głos Marcina:- Pośpiesz się ofermo, do końca lekcji nie skończysz tego przykładu! - Na te słowa cała klasa ryknęła śmiechem, a ja czułam się jak sparaliżowana. Stanęłam jak wryta, nogi odmówiły posłuszeństwa, strach przeszył całe moje ciało od stóp do głowy. Serce zaczęło drżeć w zadziwiająco szybkim tempie. Zamknęłam na chwilę oczy by powstrzymać łzy, nie zawsze mi się to udawało. Przed oczami stanęły mi wszystkie złe chwile z przeszłości gdy byłam ośmieszana i poniżana. Nadzieja, że czeka mnie lepszy los i długo oczekiwany szacunek legła w gruzach. Nie zapanowałam nad sobą. Łzy popłynęły cichutko z oczu jedna po drugiej, nie było tej tamy, która mogłaby powstrzymać ten potok. Nie było już wiary. Nauczycielka, bardzo miła, starsza kobieta o siwych włosach i wielkich okularach podeszła do mnie, westchnęła tylko i powiedziała bym usiadła. Cóż to był za wstyd i upokorzenie, poczułam się wśród wszystkich taka głupia, nic nie ważna. Ocierając łzy co wyglądały jak deszcz z błękitnego nieba, usiadłam do ławki. Jakże byłam szczęśliwa gdy akurat w tym momencie zadzwonił dzwonek. Dobrze, że była przy mnie Dagmara, bez niej nie dałabym rady. Wyszłyśmy z klasy, korytarz szkolny był pusty. Usiadłyśmy na ławce. Nie powiedziałam ani słowa. Wszystko mówiły moje łzy. Są chwile kiedy tysiące słów przychodzi na myśl, a nie wiadomo co powiedzieć. Setki myśli, tysiące wspomnień, miliony łez, a brak słów. Dagmara popatrzała na mnie i rzekła:- Nie przejmuj się tak wszystkim, nie możesz brać tak wszystkiego do siebie, tak brutalne jest życie. Nie płacz już, proszę.- Dlaczego czuję się jak skończona idiotka? Nienawidzę siebie z całych sił, nigdy nie potrafiłam być tym, kim chciałabym być. - Nie mów tak, przestań!- Żal mi siebie wiesz, że ciągle mam jakieś złudne nadzieje, że moje życie się ułoży, a j

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy