Dziewczyna, której nikt nie widział cz. 3 (+18)

Autor: martatrzasi

Pomieszczenie, bo trudno nazwać to miejsce pokojem, znajdowało się w jakiejś piwnicy. Było dość ciasne i ciemne. Wilgoć osadzała się na ścianach pokrytych jedynie szarym tynkiem, a jedyne promienie światła dochodziły do piwnicznego wnętrza poprzez szczeliny w deskach, które ktoś powtykał pomiędzy okno a kraty, a drugi ktoś dla pewności przybił te dechy do okiennej ramy, tak by nikt nie zdołał się wydostać lub też dostać do środka.

            Za dużo nie widziała, tylko tyle, co zdołała zobaczyć spod podnoszącej się opaski zawiązanej na oczach. Opaska zsuwała się ku górze przy okazji wyrywając pojedyncze włosy, gdyż jakiś debil w pośpiechu plącząc supeł na jej głowie, wplątał w ów węzeł i włosy. „Nie umiał się on obchodzić z kobietami w ogóle ― pomyślała sobie, kiedy zaczął krępować jej ręce, wyginając je i zaciskając pomiędzy nadgarstkami coś, co uniemożliwiało jej jakiekolwiek ruchy, a wszelkie próby wydostania się z tego uścisku, powodowały jeszcze bardziej bolesne zaciskanie się czegoś, co przypominało jakąś taśmę, może plastikową, a może żyłkę, tylko grubszą. Pewności nie miała, ale czuła ją dokładnie. Coś wrzynało się jej w skórę, początkowo obcierając i powodując zaczerwienienie. Po upływie kilku godzin coś było jeszcze głębiej, nadgarstki zaczęły puchnąć uwydatniając żyły na dłoniach, a ręce wyraźnie osłabły na sile i już się tak nie wyrywały do wolności, a wszelkie zapędy do jej tłumienia kryły się w muskulaturze chrząkającego mężczyzny, który wyciągnął dziewczynę z jednego samochodu, wepchnął do bagażnika beemki, a na koniec szarpiąc wyciągnął za włosy prosto na betonowe podłoże. Upadła na lewy bok, uderzając barkiem o płyty chodnikowe.

― Rusz się kurwa, nie ma czasu! ― wrzasnął jej prosto do prawego ucha, aż dziewczyna podskoczyła ze strachu. Miała pościerane kolana i łokcie, rozcięte czoło i oderwane pierwsze dwa guziki od białej bluzki. Mimo opaski na oczach światło ją raziło i mrużyła oczy.

― Widocznie jest dzień ― mówiła do siebie w myślach ― To się musi skończyć.

― No wss-tawaj sszma-to, głucha jesstesś kurrwa, czy ja-jak? ― tego głosu jeszcze nie znała. Obcy mówił nerwowo, bardzo szybko i niedbale, jąkając się przy tym i sepleniąc. Jego język dotykał jedynek sycząc dźwiękami, a usta rzucały co popadnie pustymi sylabami w przestrzeń. Już wtedy była pewna, że ten syk zapamięta do końca życia, ale z całą pewnością nie chciała by były to ostatnie dźwięki jakie słyszy, więc postanowiła wypełniać polecenia, a tym samym ugrać na czasie. Skoro do tej pory jej nie zabili jest im potrzebna, ale chyba nie po to by gotować im zupę. Mimo wszystko nigdy nie należy się poddawać. W dzieciństwie katechetka przeczytała całej klasie na lekcji religii przypowieść o dwóch żabach, które wpadły do wiadra z mlekiem. Głupia żaba stwierdziła, że i tak umrze, więc nic jej nie pomoże. Mądra machała swymi żabimi udkami i machała. Z całych sił. Z mleka zrobiła się śmietana, a ze śmietany masło i dzięki temu żaba wyskoczyła z wiadra. Nie może się poddać, jeszcze nie teraz.

― No za-za-zarazzz jej jebne, kurrwa ― warknął jąkała, a z każdym wypowiedzianym słowem, dziewczyna czuła, że zbliżał się w jej kierunku, gdyż słyszała go wyraźniej. Jego i obcasy od jego butów. Stukały rytmicznie. Prawa lewa, prawa lewa.

Nerwowo próbowała się podnieść i wstać. Gotowa była stać na baczność, byle ten jąkający się dał jej spokój. Zapierając się głową o chodnik, chciała się na niej udźwignąć jednocześnie podkulając kolana pod siebie, niemalże pod biust, tak by muc się odbić od ziemi i ustać na nogach. Manewr utrudniały jej wykręcone do tyłu ręce ze splecionymi na wysokości pasa, tuż nad pośladkami, ściśniętymi czymś dłońmi. Nie potrafiła balansować ciężarem własnym sprzeciwiając się grawitacji. Próbowała raz za razem, ale ciągle przegrywała z Newtonem kolebiąc się z jednego boku na drugi.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy