Pan Zrupek

Autor: zulombo

Pan Zrupek

 Autor: Zulombo

 

         Budzik zadzwonił o godzinie 6:27. Wydał z siebie ciche pojedyncze pipnięcie. Nie zdążył zagrać całej pobudzającej melodii, ponieważ od dwóch minut przycisk wyłączający budzik znajdował się pod palcami Pana Zrupka. Marcin Zrupek nienawidził się spóźniać. Zawsze gdy jechał gdzieś pociągiem, starał się być na dworcu już godzinę przed odjazdem. Tak na wszelki wypadek aby się nie spóźnić. Podobnie było w przypadku pobudek. Pracę w urzędzie zaczynał o godzinie 7:30, a dojeżdżał do niego rowerem w niecałe pięć minut. Żeby mieć pewność, że nie zaśpi do pracy, budził się już o 6:27. Uwielbiał okrągłe i parzyste liczby; walcząc z tym upodobaniem ustawiał budzik na nieokrągłą godzinę, której minuta kończyła się na znienawidzoną przez niego siódemkę. Zazwyczaj jednak budził się wcześniej i przed 6:27 udawało mu się wykonać poranną toaletę i przebrać się do pracy.

            Był jeszcze jeden powód, dla którego starał się szybko wyłączyć budzik. Nie lubił sprawiać kłopotów innym osobom, a naprzeciwko pokoju, w którym mieszkał, mieli sypialnię jego rodzice. Oboje byli już na emeryturze, więc Marcin starał się nie budzić ich zbyt wcześnie rano.

            Ponadto pan Zrupek nie przepadał za jedzeniem śniadań o wcześniej porze. Każdy kęs kanapki, każda łyżka zupy mlecznej były bardziej zmuszaniem się do jedzenia niż rzeczywistą przyjemnością. Strach przed spóźnieniem się do urzędu sprawiał, że Marcin również i śniadania jadał w pośpiechu. Ostatnim porannym obowiązkiem Marcina było umycie zębów, które zazwyczaj lśniły czystością kilka minut przed siódmą rano. „Uf, zdążyłem” miał w zwyczaju mówić, w przypadkach gdy udawało mu się zjeść śniadanie i być gotowemu do wyjścia do pracy przed 7:30 czyli właściwie codziennie. Następnie słuchał radia, zakładał buty oraz kurtkę i punktualnie o godzinie 7:23 wsiadał na rower.

            Był jedną z osób, które przyjeżdżały najwcześniej do urzędu i jedyną, której środkiem transportu był rower. Czasem, tak jak dzisiaj, przeprowadzał krótkie pogadanki na parkingu z kolegami z pracy.

            - Ej Marcin – krzyknął Tomek, kolega z działu zajmującego się odpadami  - Marcin chodź tutaj.

            - Co jest? Zapnę rower i już idę.

            - Nikt ci go nie ukradnie, zostaw go i chodź.

            - Chwileczka – odpowiedział i po chwili podszedł do Tomka – Co się stało, czemu tak krzyczysz, a właściwie to czołem.

            - No cześć. Nie rozumiem czemu zapinasz ten rower, przecież nikt ci go nie ukradnie. Tutaj są wszyscy sami swoi.

            - A ty jak zostawiasz gdzieś samochód, to też go nie zamykasz?

            - O wilku mowa. Spójrz co sobie wziąłem w leasingu. 160 koni mechanicznych, diesel , zamek automatyczny…

            Tomek był wielkim fanem motoryzacji. O samochodach mógł opowiadać godzinami, o tym, która marka wprowadza nowoczesne technologie i o tym, jak razem ze szwagrem reperują w wolnych chwilach swoje samochody. Marcin natomiast w ogóle nie znał się na autach i wszystko związane z motoryzacją nudziło go. Zazwyczaj w rozmowach z Tomkiem ograniczał się jedynie do słuchania i modlenia się w myślach, żeby móc jak najszybciej sobie pójść.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy