Ponowny wybór

Autor: Rinoa017

W końcu jednak każdy posiłek dobiega końca. Ja także zjadłam swoją skromną kanapeczkę i wzięłam torebkę. Atreyu wstał ze śmiechem, jakby był gotów na kolejną przygodę.

- Tylko tym razem bez spadania, dobrze? - Zapytałam ze śmiechem. Po śnie naprawdę czułam się o niebo lepiej. Co prawda nadal odczuwałam skutki upadku, jednak nie były one już aż tak dotkliwe. Dało się wytrzymać.

Za to mojego brata wyraźnie rozpierała energia. Lubił poznawać całkiem nowe miejsca. To było kompletnie nowe: z dala od domu, do tego kilka metrów pod ziemią... W takiej sytuacji jeszcze nie był. W sumie, żadne z nas nie było. Jemu to się podobało, mnie z kolei przyprawiało o kolejny ból: brzucha. Raczej byłam zestresowana, aniżeli szczęśliwa z zaistniałej sytuacji.

- Oj, Vic, daj spokój! - Krzyknął mój brat w którymś momencie. Mnie z kolei przeszły kolejne dreszcze. On się do mnie odwrócił, poganiał ręką, jakby chciał biec dalej, ale nie beze mnie. W sumie, to mu się nie dziwiłam.

Nim się odwrócił znowu w kierunku biegu, zbladłam gwałtownie jak ściana. Widziałam, jak za moim bratem pojawił się jakiś cień..

- Uważaj! Za tobą! - Wrzasnęłam, patrząc, jak mój brat gwałtownie wyciąga scyzoryk. Zawsze był w gorącej wodzie kąpany, ale tym razem dobrze się złożyło. Widziałam błysk stali u obcego... Jednak zanim się obejrzał, już miał wbity scyzoryk Atreyu prosto między żebrami. Mój brat zadziałał instynktownie.

Wyglądało na to, że tamten chciał się do nas zakraść. Albo raczej do mojego brata. Po całym wydarzeniu podbiegłam do niego. W tym czasie ten człowiek osunął się na kolana i upadł...

Atreyu wydawał się całkiem zszokowany. Wcale mu się nie dziwiłam. Właśnie zabił człowieka... Nie krzyczał jednak. Po prostu stał z rozszerzonymi oczyma. Wpadłam niemalże na niego i przytuliłam mocno.

- Już dobrze... On chciał cię zabić... - Szeptałam raz za razem bratu do ucha. Byłam chyba bardziej przerażona, niż on. Płakałam. A Atreyu tylko stał bezwiednie ze scyzorykiem w dłoni.

- On ma rogi... - Wychrypiał wreszcie.

Dopiero wtedy spojrzałam na to, co zabił Atreyu, bo z pewnością nie był to człowiek. Może i miał podobną do ludzkiej postać, jednak... Miał rogi, faktycznie. Ogromne rogi.

- Juz dobrze... - Wyszeptałam tylko. - Raczej go zabiłeś.

Dopiero wtedy chyba do niego dotarło, co się stało, bo wypuścił z ręki scyzoryk i wtulił się we mnie z płaczem. Głaskałam go po głowie, pozwalając ulżyć zagmatwanym uczuciom, dać im ujście. Płakał bardzo cicho. Ja starałam się go jakoś pocieszyć, choć nie brzmiało to zbyt przekonująco, do tego odnosiłam wrażenie, że usiłuję też pocieszyć samą siebie... To nie ja zabiłam to... To coś, a mimo to czułam się niezmiernie winna śmierci tego... Tworu. Tego czegoś. Czymkolwiek to było.

Nie zwracałam nawet uwagi na resztę szczegółów. Jedyne, co mi wpadło w pamięć, to fakt, że miał ciemne ubrania i rogi... Nic więcej.

- Pochowamy go? - Zapytał wreszcie mój brat. - Choćby w wodzie... - Jego głos przechodził powoli do panicznego pisku. Przytuliłam go jeszcze mocniej i skinęłam tylko głową.

W tym momencie totalnie się chyba oboje wyłączyliśmy. Nagle jak za dotknięciem jakiejś czarodziejskiej różdżki odsunęliśmy się od siebie, wzięliśmy ciało i ułożyliśmy w rzece. Wiedziałam, ze popłynie z prądem, ale przynajmniej tyle mogliśmy zrobić. Zbieranie kamieni w jaskini byłoby uciążliwe, tym bardziej, że ściany zdawały się być z litej skały, a kamieni jak na lekarstwo. Żadnych łupków... O kopaniu tym bardziej nie było mowy. Poza tym, nie mieliśmy łopaty.

Nie rozumiałam, dlaczego, ale po "pochowaniu" tej istoty, poczułam ulgę. Mojego brata jednak zżerały nerwy, zdawał się, jakby powoli popadał w szaleństwo.

- Wyjdźmy stąd. - Powiedziałam, dostrzegając, w jakim się stanie znajduje. Skinął mi tylko głową, całkowicie przerażony. Złapałam go za rękę, by dodać mu choć odrobinę otuchy. Przyjął to z wdzięcznością. Czułam, jak bardzo ręka mu drży. Zacisnęłam dłoń na jego ręce.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy