Zimowy Chłód

Autor: cbd
a z dziewczynek rysowała, parę osób oglądało kreskówki w telewizji. 
A dwie dorosłe kobiety rozmawiały przy kawie siedząc przy biurku. 
 Czuję że zerkają na mnie, mówią coś szeptem do siebie, zapewne rozmawiają właśnie o mnie. Jestem tu nowa, ledwie kilka dni temu zostałam przywieziona do tego domu dziecka. Nie mam ochoty bawić się z pozostałymi dziećmi, nie chcę się z nimi kolegować. Ale oni przychodzą do mnie co jakiś czas, coś mówią i uśmiechają się, są tacy straszni! Gdzie są ich twarze? To tylko przedziwne grymasy, potworne miny! Muszę się odsunąć, zamknąć na wszystko, nie mogę patrzeć, nie mogę otwierać oczu, ta krew! Krew?! Proszę nie rób tego!
 „Przeżyła jakiś dramat rodzinny, nie wiem co dokładnie bo...” - ten głos w uszach. Która z nich to mówi? Są za daleko, coraz dalej, ale słyszę ten szept w środku w sobie. Ale już...już nic nie mówi, przyszła do nas, do mnie niska krępa kobieta weszła do świetlicy. Skąd się tu wzięła? Taksuje mnie diabelskimi oczyma! One płoną! Czuję żar, spala mnie od wewnątrz! Czy nikt tego nie widzi, że ona jest zła... Kobiety z kawą ucichły i zaczęły obserwować bawiące się dzieci. Podeszła do mnie, a może tylko jej oczy przyszły... Łagodnie mówi bym wstała, ale jej usta tylko przybierają sarkastyczny kształt i śmieją się, coraz głośniej i głośniej! Moja głowa wypełnia się tym chichotem.
 Jaa... ja nie chce wstać, lecz ona nie pozwala mi zostać tutaj, szarpie mnie za ramię i prowadzi w ciemność, gdzie są wszystkie dzieci? Proszę żeby mnie puściła, nie mogę chodzić! Otworzyła drzwi i wepchnęła mnie do swojego gabinetu, władczym głosem nie znoszącym sprzeciwu rozkazała:
„Rozbierz się i siedź tutaj!”

 Był zdziwiony tym co zobaczył i co usłyszał od kumpla. Teraz siedział na kanapie jak wcześniej, nie dowierzając do końca temu co się wydarzyło. Rozkruszył jeden z zielonych pąków marihuany i wbił do szklanej fifki, śmiejąc się na głos powtarzał kilka razy.
- No nieźle...Całkiem nieźle...
Obszukał kieszenie w poszukiwaniu zapalniczki.
- Cholera! - Zaklął, nie znalazł ognia, oczyma wyobraźni przypominał sobie ostatnie minuty przed wyjściem z domu. „Telefon i zapalara na stolę, założyłem bluzę, wziąłem w łapy komóre, i no właśnie zapomniałem o ogniu”. Rozejrzał się dokładnie wokół siebie czy nie znajdzie innego źródła ognia, nie było niczego w pobliżu. Wszedł do kuchni i tam też nic nie znalazł, więc koniec końców odpalił kuchenkę gazową i z płomienia przypalił zielsko w fifce. Zaskwierczało, a on głęboko wciągnął dym, po kilkunastu sekundach wypuszczając i dławiąc się kaszlem.
- Mocna rzecz... - Raz jeszcze odkaszlnął, gdy wszystko w szklanej rurce zostało wypalone, usunął popiół do popielniczki oraz wyciągnął telefon komórkowy. Przez moment szukał w spisie kontaktów właściwego numeru. Znalazł, po kilku sygnałach ktoś odebrał w tlę słychać było odgłosy innych ludzi i głośną muzykę.
- Eej Radek, słuchaj przyjedź szybko do Grubego, nie pożałujesz!
- Coo?! A masz temat?
- Stary tematu tutaj jest tyle ile śniegu, nie przejaramy tego w dwudziestu! - Znów skłamał, na stole było może z 4,5 grama, nie więcej.
- To co tam jeszcze robisz? - Pytał zagłuszany przez imprezę głos.
- Co? Nie słyszę cię dobrze, nie mogę do was jechać, ale przyjedź tutaj sam... 
- Albo weź Młodego i dobijcie jak najszybciej! Kurwa mówię wam, nie pożałujecie! A Młody będzie podjarany jakby samego papieża zobaczył!
- Kurwa, te twoje numery! Ale huj... Zaryzykuje.
- Czy ja cie kiedyś wykiwałem albo okłamałem? - Zapytał, a za odpowiedź dostał cichy sygnał rozłączonej rozmowy.
- Debil... - Skwitował.

 „No rozbieraj się natychmiast!”. Gruba baba pogania mnie, nie jest już taka straszna, ale ciągle się boję! On tu jest, to na pewno on! Tam pod biurkiem wypływa z podłogi krew, widzę w niej chłopczyka, jego przerażoną twarz, patrzy na mnie, błaga mnie o pomoc. Nie mogę, przepraszam...<

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy