Zwyczajnie - miłość (IX) Jak to powiedzieć rodzicom?

Autor: zielona
a jakiś koncert, więc mieszkanie masz dla siebie. – Pa, pa. – powtórzyła i wyszła. Magda długo nie zwlekała. Zaraz po upewnieniu się, że rodzice oddalili się wzięła telefon i wybrała numer. Taka okazja mogła jej się prędko nie powtórzyć. Musiała z niej skorzystać.
- Rodzice wyszli. Jestem sama. Jeśli chcesz skorzystać z Internetu mogę po ciebie jechać, ale musisz mi coś obiecać. – zawiadomiła.
- Obiecać? Co mianowicie?
- Że nie będziesz niczego próbował. Masz trzymać ręce przy sobie. Skorzystasz tylko z Internetu i sobie pójdziesz. Tak?
- Wybacz, ale ja z zasady nic nie obiecuję.
- Dawid nie denerwuj mnie. To jest jedyna okazja, żebyś pobrał swoje pieniądze.
- Może tak, ale jak zostanę z tobą sam na sam w pustym mieszkaniu… - nie dokończył, bo zdenerwowana rozmówczyni rozłączyła się. Powiedziała pod nosem kilka epitetów na temat swego przypadkowego męża, usiadła z telefonem w dłoni i przez moment zastanawiała się co robić, gdy telefon w jej ręku zadzwonił. To był on. Odebrała.
- Namyśliłeś się? – spytała od razu.
- Po pierwsze czuję się urażony. Nigdy, nikogo, do niczego nie zmuszałem. Jeżeli powiesz stanowczo – nie, ja to uszanuję. Jeżeli natomiast w trakcie mojej wizyty zmieniłabyś zdanie to po co się upierać?.
- Masz niczego nie próbować. Rozumiesz?
- Komu nie ufasz? Mi, czy sobie? Nie jesteś pewna czy nie zmienisz decyzji?.
- Jestem pewna. Nie zmienię. – zawahała się, ale w końcu zdecydowała - Wyjdź przed budynek. Już jadę.
Kiedy Magda podjechała po Dawida już czekał. Zdążył chyba wziąć prysznic, bo jego włosy wyglądały na wilgotne. Po drodze wprowadziła go w sytuację. Teraz niech ktoś zgadnie o czym może myśleć dwoje młodych ludzi w piękny, słoneczny, czerwcowy dzień, po wspólnie spędzonych wielu godzinach w potężnym natężeniu feromonów. Mają już za sobą wspólne, namiętne doświadczenia, dzień spędzili obok siebie w gęstej atmosferze powstrzymywania się od bliskości, a ostatnią bliskość przerwała im nieproszona kobieta. Teraz przyjechali do pustego mieszkania. Niewiele mówili. O tym na co mieli ogromny apetyt nie mówili przede wszystkim. Na początek Magda zaprowadziła swego gościa do kuchni i nałożyła mu obiad. Zjadł bez protestu, napił się, paznokciem wydłubał jakieś włókno, które utkwiło w zębach i westchnął obejmując ją wzrokiem. Poszli do pokoju Magdy i właścicielka z szuflady wyjęła laptopa. Rozłożyła na biurku i uruchomiła. On w tym czasie podszedł do pianina, usiadł przy nim, otworzył klawiaturę i zaczął brzdąkać jakąś prostą melodię jedną ręką. Popatrzyła na niego zdumiona.
- Grasz? – spytała.
- Nie, ale kiedyś strasznie chciałem grać. Marzyłem nawet. – zerknął na nią uśmiechając się.
- To dlaczego nie grasz?
- Życie. Nie wszyscy dostają to czego chcą. Nawet nie masz pojęcia jaką jesteś szczęściarą. Zagrasz mi coś? Mam żonę pianistkę i jeszcze nie słyszałem jak gra. Zagrasz? – spojrzał prosząco.
- Miałeś tylko skorzystać… - przerwała w myślach analizując prośbę – Co chcesz? – spytała.
- Może ten utwór z którym nie wystąpiłaś na tym konkursie. Z resztą. Sama wybierz.
- To był utwór Chopina, a ty zdaje się za tym nie przepadasz, więc lepiej coś innego. No dobrze. Odsuń się, to ci coś zagram. – on usiadł na kanapie, a ona przy instrumencie. Wyjęła nuty, rozłożyła, przymierzyła palce do klawiszy i po chwili zabrzmiała lekka, rytmiczna muzyka. Marsz Turecki Mozarta. Uznała, że ten utwór nie może się nie podobać nawet zupełnym laikom. Szybkie dźwięki wydobywające się z instrumentu wypełniły pomieszczenie. Grała i skupiała się coraz bardziej na nutach, klawiszach, brzmieniu. Palce same już pamiętały wszystkie kroki na klawiaturze. Grała to już tyle razy i zawsze z przyjemnością. Kiedy skończyła, obejr

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy