Dom

Autor: Kaczuszka24

Samotność odbija się echem od pustych ścian mojego domu. Tak, domu – który kiedyś tętnił życiem, w którym nie brakowało nigdy śmiechów i chichów. Dziś jest to jedynie budynek, który posiada cztery ściany, podłogę i sufit. Nawet jeśli rozglądam się dokoła i znajduję jakieś resztki nadziei, wlewające się do jego serca cienkimi strumykami promieni świetlnych, to wiem, że każdy dzień będzie potęgował tą ciemność, która się w nim zrodziła.

Dziś mija już setny dzień ciszy, ciemności i bólu. Ach… gdyby tak móc przyspieszyć czas, gdyby tak wszystko zakończyło się szybko. Bolą mnie oczy od wypatrywania rozrastających się szczelin w fundamentach. Każda drzazga jęczy z rozpaczy, która wypełnia kolejne noce tego miejsca. Tylko czy ta noc naprawdę istnieje? Jeżeli tak, to dlaczego nie nadchodzi dzień?

Ta ciemność, przez którą nie widać nic. To ty ją przyniosłeś w swoim krzyku, w swojej złości… Ta noc, to moja noc, to prezent od ciebie.

Mrok wypełza z każdego kąta, odbiera mi wzrok, przynosi zjawy… Słyszę skrzypienie, i wiem, że tam, parę centymetrów ode mnie, kołysze się fotel. Chyba czas się zatrzymuje. A może już dawno się zatrzymał? Nie wiem. Rytmiczne odgłosy cierpkiego szorowania drewna o podłogę budzą moje ciało do drgania. Zaczynam się trząść coraz bardziej. Kulę się w łóżku, w którym tkwię już wiek… Bo czy to sto dni minęło, czy lat? - a może nic. Znów zapada cisza.

Podchodzę do brudnego okna, z którego sączy się iskierka spokoju. Przykładam do niej dłoń i łapię tą chwilę, być może ostatnią lub złudną. Kiedyś pytałam dlaczego, bo nie potrafiłam zrozumieć. Dziś już wiem, że tak nie można.

Ach, ta zakrwawiona dłoń. Czyja to krew? Przyjdziesz dziś do mnie, jak co noc. W pustym pokoju znów rozlegną się twoje dudniące, ciężkie kroki. Nasz dom, on mnie ostrzeże, póki mu starczy sił. Wiem, też się bałeś jak ja. Chciałeś być twardy jak stal, z którą odszedłeś w ręku i zabrałeś wszystko co mam.

Zbliża się sen, pulsuje w mojej głowie, zamyka mój świat, moją rzeczywistość. Zasypiamy, chrapanie sufitu znów mi nie da odpocząć.

 

Wstał świt. Blady, cierpki i zimny. Przetarłam oczy i usiadłam na łóżku zwrócona twarzą do okna, które radośnie mnie powitało. Dziś byłam sama, odpoczęłam i nabrałam sił na trudny czas, bo wiedziałam, że w końcu nadejdzie.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy