Dziewczyna, której nikt nie widział cz. 4 (+18)

Autor: martatrzasi

Jąkała

― Za-zatrzymaj sssie gdzieśśś przy przy rrynku, mu-mussze kupić ja-ja-kieśśś ba- banany, ku-kurrwa ― powiedział Jąkała do Kuby zapinając pasy.

― A co ty małpa jesteś do cholery?

            Jąkała nie odpowiedział. Tak naprawdę zależało mu na innym stoisku. Plac targowy znajdował się przy głównej ulicy, dwa przystanki dalej od szpitala, w którym mieli usuwać migdałki Jąkale jak miał trzynaście lat. Matka spakowała mu rzeczy w jedną torbę i posłała go na zabieg. Miał szczęście, bo tego dnia w szpitalu był strajk. Przyjmowali jedynie stany zagrożenia życia i ostatnie stadium choroby nowotworowej. Odesłali go do domu. Miał się stawić wiosną ponownie. Nie dotarł. Ojciec zaczął pić, on przestał chorować, matka siedziała w kuchni z bratem i paliła papierosa za papierosem. W kuchni na parapecie stał magnetofon jednokasetowy. Latem, kiedy było ciepło, mama otwierała okno, on zabierał brata na dwór przed dom i bawili się w piachu, słuchając kaset. Wtedy się nie jąkał. Jąkanie przyszło z czasem.

― Tylko się pospiesz, bo Stary na nas czeka. Jest kurs ― uprzedził Kuba parkując samochód przy targowicy.

            Jąkała wysiadł. Minął stoiska z owocami i warzywami, Koreańczyków z majtkami i skarpetami, jakieś babcie z porozkładanymi na gazetach, wypatroszonymi i obranymi z pierza kaczkami, ich krwią w słoiczkach i zebranymi w lesie grzybami. W trzeciej alei miał stoisko starszy pan. Na składanym stoliczku znajdował się cały jego dobytek. Były tam płyty, naklejki, naszywki, kilka koszulek z durnymi napisami oraz kasety magnetofonowe. To czego szukał Jąkała.

            Kuba siedział w samochodzie. Jego uwagę przykuła dziewczyna przechodząca na zielonym świetle. Miała długie nogi, długie czarne włosy, szpilki, trochę kręciła tyłkiem. Pchała wózek z dzieckiem przed sobą.

― Takie są najfajniejsze ― pomyślał.

― O-o-dpalaj, je-je-dziemy ― wrócił Jąkała. Ściągnął folię pokrywającą małe opakowanie, otworzył i włożył taśmę do odtwarzacza. Nacisnął przycisk z trójkątem i wygodnie się rozsiadł w fotelu, poczym zapiął pasy.

― Co to kurwa jest? ― zapytał zdziwiony Kuba.

Tutu tu tu, tiru riru ra, pam pa rapa pa pam, tiru riru ra, pam pa rapa pam. Mniej więcej takie dźwięki usłyszeli grane na keyboardzie. Potem dołączył flet i cymbałki. Ktoś śpiewał o białej mewie, o marynarzu co kochał od dziecinnych lat.

― To, to mają być te twoje banany?

            W domu Jąkały mama lubiła Laskowskiego. W niedzielę, koło południa leciał w Disco relax na Polsacie. Często podśpiewywała sobie łaga czigi czigi czigi czigi czigi taaa trzymając durszlak z kluskami pod kranem. Jeszcze mamo mleka nalej,.., niźli dalej zanim sen minie ten…, w dalszą drogę, łaaa czigi czigi czigi taaa, łaga czigi czigi taaa. Nastawiała rosół i bujała w wózku Małego. Jąkała siadał na krześle przy oknie, brał magnetofon, kasetę, przystawiał do telewizora i nagrywał mamie Laskowskiego. Strona A- Śnił mi się rodzinny dom, strona B- Biała mewa. Piotruś lubił Białą mewę. Czasami nagrała się piosenka w połowie, czasami tylko refren, czasami w całości. Piotruś był młodszy od Jąkały ponad dziesięć lat. Chłopy wmówiły ojcu, że to nie jego, że nie podobne do niego ani trochę, że ma żonę kurwę, że widzieli jak gdzieś szła z kimś i się gziła po kotłowniach, spalarniach, że wszyscy już ją mieli i za to Bóg ją pokarał, a on teraz musi robić na nich, a po co , skoro to nie jego? Śmieli się z niego. Stawiali, żeby nie myślał o kurwie w domu. W sumie to dobrze mieć dobrych kolegów.

            Piotruś nie płakał jako dziecko. Mama znalazła na niego sposób. Wkładała mu do wózeczka tak w nogi, magnetofon z mewą. Gaworzył sobie, śpiewał z Laskowskim, nie płakał. Janek biegał całymi dniami za piłką. Miał pościerane łokcie, żużel w kolanach. Najdalej pluł spośród wszystkich chłopaków na podwórku. Nigdy nie drwił z brata. Obiecał mu, że kiedy już będzie duży, nauczy go wszystkiego. Z chłopakami zbierali puszki po piwie i coli. Podzielili na czterech zarobek. Za swoją działkę kupił bębenek w sklepie z zabawkami. Mały walił pokrywkami w domu i ojciec się denerwował, bo ciągle głowa go bolała. Chory był, tak mama mówiła. Janek skończył trzynaście lat i zaczął chorować jak ojciec. Puszki nie wystarczały. Złomiarzy było sporo w okolicy, więc się nie opłacało tachać rur, starych pralek, zardzewiałych wanien. Konkurencja zbyt duża. Pierwszy rower skubnęli spod sklepu. Wujek Krzycha go zabrał. Nawet nieźle zapłacił. Wtedy wypił pierwszego mamrota. Pić mu się chciało niemiłosiernie. Nie wiedział co to jest, ale wypił duszkiem. Słodkie, trochę śmierdziało, ale co zrobić jak nie ma niczego innego, toć się wypije. Fajki same przyszły.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy