Modliszka

Autor: Naznaczona

"Znała  to uczucie tak dobrze.

Odrzucenie.
Wiedziała, że działa zbyt impulsywnie, zbyt na teraz, już, natychmiast.
Była tak bardzo niecierpliwa.
Wiedziała że on się dusi od nadmiaru słów, emocji, że jego spokojne życie nie ogarnia tego chaosu jaki nastał.
Wokół wirowały sprawy ważne i ważniejsze, najbliżsi, praca a jemu świat się wydał nagle tak bardzo niespokojny.
"Skup się" powiedział sobie On,"odepchnij to bujanie w chmurach. Zachowujesz się nieodpowiedzialnie", powiedział  jego zasadniczy głos.

A ona wiedziała, że otwiera się przed nim kolejny etap, że zamknie przed sobą drzwi, które zaczęły się niebezpiecznie otwierać.

Wiedziała, znała to tak dobrze. Wiedziała, że jedyne w życiu może wykradać jedynie okruchy czyjeś intymności.
Jak skazaniec za kradzież bochenka chleba, jej status dawał jej prawo jedynie na podglądanie.

Wiedziała, że zagarnęła go za bardzo łapczywie, jak więzień który nie może nasycić się wolnością.

Jego system ochronny w końcu się włączył. Kraty, które wysuwały się z jego umysłu były jedynym logicznym sposobem na samoochronę.

A jej, cóż, to że zrobiło się w duszy nagle zimno, bo...sama wiedziała że tak nie można. Ale robiła tak.

Narkomanka mocnych wrażeń. Im mocniejsze, tym większych potrzebowała dawek.

Dziś postanowiła, że nie odpowie na żadną informację od niego, nie pokusi się o jakikolwiek komentarz.

Musi się zająć sobą.
Jedyne czego potrzebowała to spokoju i uporządkowania swoich spraw.
Skupienia na projektach.

Znowu chciała wyjechać.


Była larwą, która skrywała w sobie motyla niepotrzebnemu światu.

Czuła go, wiercił się nieustannie.

Chowała się w chłodnych zakamarkach by był w stanie uśpienia, ale on, wiedziony nieodzownym instynktem wyczuwał najmniejsze promienie słońca, ciepło było dla niego jak narkotyk.

Gdy ciepło docierało do jego sedna, wprowadzał ją w drżenie, w wibracje niepokoju, których się bała.

Nie potrafiła go opanować. Resztkami sił zaciągała się do lodowej komnaty by go znowu uśpić, wystudzić jego krew nabrzmiałą gorączką niespełnienia.

Wiedziała, że to ostatni raz pozwoliła mu się poruszyć. Podała sobie środek samo usunięcie. Sparaliżowało ją. Na sekund mało wiele. Obumarł. Przestała czuć. Cokolwiek.

Wiedziała, że nie może mieć o to pretensji, że ktoś odpycha jej pragnienie wyssania całej uwagi.

To był odruch samoobrony.

Ale miała lekki żal, że znowu ktoś zabierała jej skrawki, gdy miał na to ochotę i dodatkowy czas.

Miała tyle w sobie do dania. Nie miała komu. I tak bardzo czuła, że na to nie zasluguje.

Patrzyła wokoło i widziałą tylu zwykłych ludzi, którym nie nalepiono tabliczki:  trędowaty.

Były brzydsze, gorsze, starsze a miały kogoś, kto otaczał ich opieką.
A ona.....
Nie była najgorsza, nie była najbrzydsza, wiedziała po reakcjach mężczyzn, że niejedne bez zastanowienia chciałby jej zasmakować na raz.

Nie chciała tego jednak tego.

I znowu zapomniała, że nie wolno jej podchodzić blisko.
Potrzebowała odtrucia.

Skupienia się na czymś intensywnym.

Silnym bodźcem."

 

 

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy