Przeznaczenie

Autor: Duszek

Tego dnia pogoda nie zachęcała do spaceru. Styczniowe, wczesne popołudnie, było wietrzne i zimne. Nad głową snuły się szare, przygniatające swym ponurym ciężarem chmury. Spadające na ławkę krople wody z topniejącego śniegu, wystukiwały słowa: „popatrzcie to ja, to nie śnieg!”. Ale nie miał kto patrzeć. Ścieżki parku opustoszały. Tylko gdzieniegdzie szybkim krokiem przechodziły pojedyncze osoby z głowa wtuloną w wysoko postawiony kołnierz.
Przy ławce, obok której akurat przechodziłem, siedział mały piesek. Zziębnięty, z szeroko otwartymi, błyszczącymi oczami, patrzył za mną jakby pytał - „mogę pójść z tobą?”. Kiwnąłem,….. ożywił się nagle i przebierając w miejscu małymi nóżkami, radośnie zaczął machać ogonkiem….ale nie przybiegł. W ostatniej chwili zrezygnował, pewnie czekał na kogoś… bardzo długo czekał, ale widać nie stracił jeszcze nadziei. Pewnie bardzo kocha swego Pana lub Panią. Siedzące na drzewach zdziwione wrony, przekrzywiając swoje czarne główki, wodziły za mną wzrokiem.
Nie wiem, dlaczego tak pomyślałem, mnie samego to rozbawiło, ale wydawało mi się, że widząc mnie krakały - „patrzcie, patrzcie, co za palant w taką pogodę spaceruje po parku!”.
Uśmiechnąłem się sam do siebie i rozejrzałem wokół,…… w tej właśnie chwili, byłem jedynym palantem w okolicy. Wolnym krokiem szedłem dalej, nie zważając na coraz gęściej spadające krople topniejącego śniegu. Czułem, jakby zmywał ze mnie wszelkie problemy, złość, żale….. potrzebowałem tego!
Spacerując, podchodziłem do krzewów i strącałem z ich gałęzi śnieg. O wiele lżejsze, podskakiwały z radością do góry, obrzucając mnie resztkami białego puchu!
Mnie także było lżej, radośniej… nie wiem dlaczego, ale tak było!
Nagle, pośród opadłych liści, pod jednym z krzewów, coś błysnęło. W pierwszej chwili nie zwróciłem na to większej uwagi. Poszedłem dalej, myśląc, że pewnie to krople wody odbiły światło latarni, obok której właśnie przechodziłem. Już nie raz podnosiłem z ziemi kapsel po piwie, myśląc, że to moneta. Ale nie dało mi to spokoju, zawróciłem.
Podchodząc do tego miejsca, pomyślałem; "ale głupiec ze mnie, tym razem pewnie to kapsel po Kubusiu”. Pochyliłem się, rozsunąłem liście….  ( w TV teraz byłaby przerwa na reklamy).
O Boże…….!! To nie możliwe !! To przecież ……!
Odwróciłem się, by przekonać się, że to mi się nie przewidziało…. popatrzyłem w górę.
Sierp księżyca z jasnym Saturnem obok, rozświetliły mi twarz. Próbowałem zebrać myśli…
Ochłonąłem nieco i rozejrzałem wkoło - ani żywej duszy….
Schyliłem się ponownie; - to przecież ten niedokończony sen, który mi się wczoraj przyśnił, oprawiony w złote ramki …….. jak to możliwe?
Wstałem, rozejrzałem się i trzymając go w ręku zawołałem „czy ktoś zgubił sen,
czy ktoś zgubił ….?”.
W odpowiedzi jedynie wrony zaskrzeczały „palant, palant…”.
Dzisiaj siedząc w domu w wygodnym fotelu, trzymając w ręku ten niedokończony, ale jakże piękny i ważny dla mnie sen, myślę sobie, że to, co się wydarzyło, to z całą pewnością było przeznaczenie.
Z nim nie można walczyć, z nim się nie wygrywa, w nie tylko się wierzy.
Po prostu - tak musi być….

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy