Rozdział I

Autor: Zaczytanywksiazk

 

Gdy otworzył oczy zauważył, że otaczają go zielone ściany. Jasne światło poraziło go w oczy. Zobaczył, że dookoła niego nikogo nie ma. Leżał na łóżku, podpięty do różnych, dziwnych urządzeń, które wytwarzały denerwujące piski. Z kroplówki powoli spływały krople jakiejś białe substancji. Skrzypnięcie drzwi wywołało w nim ogromny ból głowy. Weszła jakaś kobieta, ubrana w biały fartuch z doczepionym identyfikatorem, na którym czarnym tuszem widniał napis: dr med Janina Nowak.

- Widzę, że się obudziłeś - stwierdziła, patrząc na niego. Powiedziała raczej to do siebie, gdyż on nie za dużo z tego zrozumiał. Jeszcze nie przyzwyczaił się do tego świata.

- Wie Pani, gdz... gdzie sssss... są moi rodz... rodz... ice? - wydusił z siebie.

- W sali obok. Przez najbliższe kilka dni i tak ich nie zobaczysz. Twój tata jest w poważnym stanie, w tej chwili go operują, a twoja mama... szkoda gadać - powiedziawszy to, sprawdziła, czy wszystko działa jak należy i, wyszła.

Zamknął oczy, aby uwolnić się z tego koszmaru.

 

Gdy się obudził, przeżył szok termiczny. Myślał, że to, co go spotkało to sen, lecz niestety była to rzeczywistość. Zobaczył, że obok niego leży jakiś chłopak, który pisze coś na laptopie. Naprzeciwko niego był zegar, który wskazywał godzinę dwunastą.

- Przepraszam, jaki mamy dzień? - skierował pytanie w stronę rówieśnika. Już lepiej mówiło się jemu, ale nadal było to męczące. Z trudem łapał oddech.

- Dwudziesty piąty września - odpowiedział, nie odrywając wzroku od komputera. Sprawnie naciskał przyciski na klawiaturze.

- Dziękuję.

Do sali wszedł lekarz. Łukasz dziwił się, bo pamiętał, że ostatnio drzwi skrzypiały. Doktor nazywał się Adam Bojak. Podszedł do chłopca, leżącego na łóżku obok i spytał się go.

- Jak się czujesz?

- Znośnie - odpowiedział, nadal wpatrując się w laptop i, pisząc coś na nim.

- Zaraz przyjdzie tu pielęgniarka i zrobi ci zastrzyk.

Młodzieniec nawet nie drgnął.

- Łukasz Mabas?

- Tak.

- Twój stan jest dobry i niedługo zostaniesz wypisany. Operacja twojego taty udała się, ale wszystko może się jeszcze zmienić. Natomiast twoja matka. Jest mi bardzo przykro, ale nie żyje - powiedziawszy to od razu wyszedł, jakby bał się reakcji chłopca.

- Moje kondolencje - odezwał się chłopak obok.

Na początku nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Przyjął to na klatę, niczym mężczyzna, ale z każdą sekundą zaczęło go to wyżerać od środka. Zabierało radość, szczęście, że żyje. Cały organizm w jednej chwili wypełnił smutek straty. Nie wiedział co z nim będzie. Mama to była jedyna osoba, z którą mógł normalnie rozmawiać o wszystkim. Z tatą nie czuł tej swobody. Nie pamiętał, kiedy odbył z nim normalną rozmowę nie na zasadzie: "Co w szkole?", "Nic ciekawego, a w pracy?", "Tak sobie.".  Jego świat wywrócił się do góry nogami. Nagle skrzypnęły drzwi i w ich obliczu, ukazał się ojciec. Szybko usiadł na niebieskim krzesełku, który był wyżarty przez korniki.

- Chciałbym ci powiedzieć, że...

- Wiem. Mama nie żyje. Przed chwilą lekarz mi o tym powiedział - przerwał jemu najtrudniejsze zdanie, który wypowiedziałby w całym swoim życiu.

- Nie wiem co z nami będzie - powiedział szczerze, jakby do siebie, choć wszyscy obecni w tym pomieszczeniu to usłyszeli.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy