Wygrałam walkę... Odnalazłam siebie

Autor: Leila

     Wielu z nas czasami doświadcza poczucia wszechobecnej pustki. Braku chęci do dalszej egzystencji. Poddaje w wątpliwość sens swojego życia oraz planów na przyszłość. Tkwi w swoistej niemocy do wykonywania najprostszych czynności - od wstania rano z łóżka po jedzenie. Ten stan można nazwać na sto różnych sposobów: depresja, załamanie nerwowe, schizofrenia... To są jedynie słowa. Dla każdego oznaczają coś całkiem zupełnie innego. Problem pojawia się w momencie, gdy ta sytuacja przeciąga się w czasie, nabiera tępa lub rozpędu obierając destrukcyjne i wyniszczające tory. Znajdując odzwierciedlenie w różnego rodzaju używkach. Myśli samoczynnie galopują w niebezpieczne rewiry. Zwłaszcza, kiedy na drodze pojawia się nagłe i nieoczekiwane rozstanie, okupione łzami, bólem, cierpieniem. Przepełnione kompromisem, poniżeniem, a na końcu ulgą bezsilności.

Poczucie wyciszenia potrafi być mocno złudne, dające tylko na krótka chwilę uczucie spokoju. Codzienność szybko otrzeźwia i powoduje gwałtowny nawrót niechcianych wspomnień. Umysł z radością pędzi ku dobrym chwilom, spędzonym razem. W zaciszu domowym, wśród znajomych, na wyjazdach. Razem… Prawda jednak jest inna… Nie ma już nic… Razem nie istnieje…

Wariuje, pragnę, kocham, nienawidzę… staje się jednym…

 

Na początku było okropnie ciężko. Dotychczasowy ład i porządek został porwany z wiatrem, niczym domek z kart. Znany świat prysł, jak bańka mydlana, a to tylko zakończyło pewien etap. Przepełniona żalem, nie rozumiałam tego. Racjonalne argumenty ze strony rodziny i przyjaciół nie docierały do mnie. Głucha na wszelką pomoc zamknęłam się przed wszystkimi, na wszystko. Chciałam uporać się sama z problemem, uparta, jak zwykle. Wiele miesięcy minęło nim pojęłam, że Ziemia nie kręci się tylko wokół Niego. Upływ czasu pozwolił, by moje rany ostatecznie się zagoiły. Wyszłam z tego doświadczenia obronną ręką, silniejsza, pewniejsza siebie i swoich możliwości, wyzwolona… Bezpowrotnie się zmieniłam i chyba nieco wydoroślałam…?

Pierwsza miłość jest nie do wymazania. Pozostaje w pamięci, niczym niewidzialny tatuaż. Mądrość polega na tym, by nauczyć się funkcjonowania osobno, lub z kimś zupełnie nowym. Wydaje mi się, że akurat to zadanie odrobiłam.

Pory roku nieprzerwanie się przeplatają. Lata przebiegają prędko między moimi doświadczeniami, a ja wcale już się nie smucę. Nie płaczę. Nie popadam w melancholię. Nie poddaję się. Walczę i wygrywam. I nie robię tego w pojedynkę. Na to ,,Kocham Cię’’ czekałam bardzo długo…

 

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy