03 ZęK na Ziel0nym WągrzE (tHE PRZYGods oF BókiN & ZĘK)

Autor: kalwa888
ć unik przed kolejnym strzałem. To jednak wcale nie polepszało jego sytuacji. Gobiny wnerwione zachowaniem Zęka (które w gruncie rzeczy było całkiem normalne), nachodziły go coraz większymi grupami. Uciekinier musiał robić coraz więcej uników, i szło mu to coraz lepiej, aż w pewnym momencie zderzył się z wiszącymi na jednym z drzew atomowymi spodniami Pana, który najprawdopodobniej brał kąpiel w jakimś pobliskim Stafie. Od potężnego uderzenia stracił przytomność i ciężko runął na ziemię. kalecząc się o leżące tam paznokcie ptaszków zabitych przez Gobiny.


                        2


    Nic mu się nie śniło, był na to zbyt oszołomiony. Gdy się obudził, jego oczom ukazało się pomieszczenie, którego nigdy przedtem nie widział. Zobaczył ogień w kominku, przyjemne ciepło, które czuł już podczas snu buchało także z kuchennego pieca, na którym stał wielki gar. Gotowało się w nim coś, po kuchni roznosił się dziwny zapach. Zauważył, że na ścianach wisi pełno różnokolorowych, różnego kształtu balonów. Doszedł więc do wniosku, że niedawno była tu jakaś żałoba. Szumiało mu w głowie, wciąż był oszołomiony.
    Przy garach stał jakiś przedziwny, jedyny w swoim rodzaju stwór. Potężnie zbudowany, można nawet powiedzieć, że gruby o długich, opadających na brzuch włosach. Była nawet trochę podobna do Skawengerów, jednak nigdy, żaden Skawenger nie był tak potężnie zbudowany, choćby nie wiadomo jak silny. Owy stwór różnił się od nich też tym, że nie miał garba, i jego jedynym owłosieniem były włosy wyrastające gdzieś z przodu głowy. Z tyłu, na samym czubku głowy znajdowała się para spiczastych uszu, którymi czasami strzygła. Nigdy nie widział ani nie czytał o nikim podobnym. Bardzo zaintrygowała go ta postać. Nie wiedział nawet jakiej jest płci.
    Zęk dotknął swojej głowy w miejscu gdzie najbardziej go bolało. Poczuł bandaż. Żałował, że nie uderzył swoim czołem. Wtedy na pewno by nie zemdlał, bo uchroniłyby go od tego gęsto porastające czoło włosy. Jęknął cicho. Na ten dźwięk postać odwróciła się w jego stronę. Skawenger ujrzał jej oblicze. To co zobaczył, upewniło go w tym że stwór jest przeciwnej płci niż on sam. Upewnił sie także w fakcie, że kobieta nie jest, tak jak on, Skawengerem. Nie znał nazwy tego gatunku. Jej twarz stanowiła dla Zęka interesujące zjawisko. Był to ogolony z włosa pysk lamy. Jedynymi były te długie i gęste, wyrastające spomiędzy warg.
    - Ooo... - mruknęła aksamitnym głosem. - Obudziłeś się prosiaczku. - Mimo włosów zalegających jej usta, mówiła głośno i wyraźnie. Zęka bardzo to zafascynowało, ale postanowił pytanie o to zostawić na później.
    - Kim jesteś? - zadał pytanie.
    - Jestem Baba Jadzia. Znajdujemy się obecnie w mojej Cukrowej Chateczce, prosiaczku.
    - Nie nazywaj mnie prosiaczkiem! - krzyknął obużony Skawenger. Określenie to, bardzo go zniesmaczało. Na dźwięk tych słów Babie Jadzi zrobiło się bardzo przykro. Zawstydziła się, na jej twarz wystąpiły rumieńce.
    - Ale m-mimo wszystk-k-k-ko - zaczęła mówić jąkając się po tej zniewadze - n-nawet włos-s ci z czoła n-nie spadł! - Gdy wypowiadała te słowa, wszystkie balony w kuchni drżały.
    - Co gotujesz? Dziwnie pachnie...
    - Aaaa... To! Zupa z Piesowego Tasiemca.
    - Ładne masz balony. Była jakaś żałoba, jak rozumiem. Kto umarł?
    - Ach, lamentowaliśmy ostatnio dniami i nocami. Zmarł pewien bardzo lubiany i ceniony Pan. Biedaczysko... - zamyśliła się. - Nikomu nie zawadzał, był taki miły. Ale nagle! - krzyknęła. - Pojawił się jak znikąd ten jakiś cholirny Skawenger! Podobny do ciebie, powiem ci. Zaatakował niewinnego Piesa, na terenach Panuf. Nawet nie wiadomo, czym mu ten Pies zawadził! On też był miły... - przerwała na chwilę, by dobrać odpowiednie słowa. - Wiesz... Ciągle tylko skomlał... Nieważne... I te...
    - Nie wiesz może kim był ten Skawenger? - przerwał jej pytaniem Zęk. - Być może go znam.
    - Ech... Wątpię. Pewnie nie znasz tego głu

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy