Świat Ojczysty: Rozdział I Część 3

Autor: kleve

        Shala zatrzymała się i pchnęła kolejne drzwi. Przekroczyła próg i ustała z boku. Ogłosiła ich przybycie i zaprosiła do środka. Blond włosy Szwed przeszedł obok niej. Bez wątpienia Marsjanki były piękne i dystyngowane. Gabinet w porównaniu z wszędzie dominującą monumentalnością wydawał się bardzo mały. Shala po wprowadzeniu gości wyszła zgrabnie, zamykając za sobą drzwi. W fotelu przy biurku siedział jego gospodarz. Za nim po prawej stał ktoś jeszcze. Człowiek wstał i podszedł się przywitać. Uścisnął ich dłonie i wskazał na dwa wolne fotele.

        — Czekałem już na was. Proszę, siadajcie — powiedział Johan Durand.

        — Dziękujemy — odpowiedział Nicolas.

        Johan Durand był niskim mężczyzną po sześćdziesiątce. Kiedy zasiadł z po-
wrotem za biurkiem, stał się jeszcze mniejszy. Tak jak pozostali nosił tunikę
i płaszcz. Wyróżniał się jednak lepszym krojem i wykończeniem. Nieliczne, siwe włosy odsłaniały łyse zakola. Skierował swój niewielki, haczykowaty czubek nosa ku swojemu towarzyszowi.

        — Magnusie, nalej naszym gościom herbaty.

        — Służę.

        Magnus postawił przed Nicolasem i Simonem tacę z filiżankami i czajnikiem. Nalał im herbatę i podał do rąk. Następnie ukłonił się tak samo, jak wcześniej Shala
i stanął ponownie przy Durandzie. Ambasadorów zawsze dziwiła ta sytuacja. Ilekroć tu przychodzili, Magnus ich obsługiwał. I pewnie nie było w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Magnus był wicemarszałkiem sejmu. Rozumieliby to, gdyby mogli z nim rozmawiać jak równy z równym. Jednak w przeciwieństwie do Ziemi na Marsie panowała inna kultura i zwyczaje. Dotyczyło to również polityki. Wicemarszałek nie mógł podczas spotkań zabierać głosu w dyskusji. Jedyne, co mógł zrobić to poczęstować gości. Przez resztę czasu stał milcząc. Dla obcych takie zachowanie było, co najmniej dziwne. Jak tłumaczył im Durand tylko on mógł oficjalnie przyjmować głowy innych państw i prowadzić z nimi konwersację. Marszałek był jedynym i oficjalnym przedstawicielem kolonii.

        — Przepraszam, że musieliście przejść tyle drogi pieszo. Mam nadzieję, że wam to zbytnio nie przeszkadzało? — zaczął Johan.

        — Ależ skąd — odpowiedział Nicolas i wziął łyk herbaty.

        — Cieszę się — Durand wyraźnie się rozweselił słysząc taką odpowiedź.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy