Światła na wzgórzu

Autor: Ilyana

Ponoć ludzie znowu to widzieli — powiedziała głośno kwiaciarka.

Co też pani opowiada, kiedy? — zapytała kobieta oglądająca tulipany.

Wczorajszej nocy, na wzgórzu. Pojawiło się i, jak zwykle, bardzo szybko znikło. Ludzie mówią, że to sprawka czarownic!

A ja słyszałem, że to wcale nie widźmy, ale demony! Pani kochana, tu nam egzorcysty trza!

Bzdury gadasz, Stefek, który demon takie jasne światło daje?

A bo to ja się na demonach znam? Mówię, co żem słyszał.

Słyszał żeś bzdury i bzdury gadasz — stwierdziła dobitnie kwiaciarka.

Ani to czarownice, ani demony. To dobre duchy, które opiekują się lasem — orzekła rzeczowo kobieta od tulipanów.

A ja myślę, że to duchy zmarli albo upiory — wtrącił się niski staruszek.

Przysłuchujący się rozmowie młody mężczyzna prychnął pogardliwie i odszedł. Mieszkał w tej wiosce od dość dawna i już miał serdecznie dosyć jej mieszkańców. Ograniczeni idioci, którym z łatwością można było wmówić, że smok jest koniem, w końcu jednak zorientowali się, że tajemnicze światła w lasach są czymś niezwykłym. Przez tyle lat nie zwracali na nie uwagi, aż do pewnego wieczora kilka miesięcy temu.

Gerard westchnął. Było południe, słońce stało wysoko, żar lał się z nieba. W wypłowiałych, wysokich trawach po bokach dróżki, którą szedł, urzędowały świerszcze. Poza tym panowała cisza. Nie było wiatru, łany dojrzałych zbóż na polach stały nieruchomo. W niewielkim kościółku zabiły dzwony.

Mężczyzna przystanął. Wśród złotej pszenicy dostrzegł kobietę odzianą w białe płótno. Południca. Prymitywny demon, lubujący się w ludzkim nieszczęściu. Zauważyła go i wyszczerzyła się nieładnie. Posłał jej pogardliwe spojrzenie i ruszył dalej. Spacerowym krokiem zagłębił się w las i odetchnął głęboko. Uderzyła go gama zapachów i dźwięków. Poczuł drobne kwiaty rosnące w poszyciu, jagody i świeże liście. Usłyszał brzęczenie komarów w zielonym cieniu nad kałużą, niedalekie stukanie dzięcioła i stadko saren przebiegające w dali. Jego czułe zmysły z rozkoszą chłonęły otoczenie. Zamknął oczy i podniósł głowę do góry. Bardzo chciał zerwać się do biegu i biec tak długo, wolny i pozbawiony okowów tajemnic. Nie mógł jednak tego uczynić, a przynajmniej nie w środku dnia.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy