Zapach bzu cz-2

Autor: annakowalczak

- Nie ma sprawy, karnisze też założę.

- Karnisze założymy wspólnie, bo Sabina przyniesie firany, które kupiła w Peweksie,

- To jeszcze są Peweksy? – spytał Rafał.

- Ty naprawdę nie wiesz, co mam na myśli? To sklep z używanymi ciuchami, przecież Sabina ciągle w nich grzebie. Rafał patrzył zdziwiony nie bardzo wiedział, jak ma się zachować i co powiedzieć. Ojciec widząc zdziwienie zięcia - skomentował: - Tak bracie. By nie narazić się ciotce, musisz udawać, że się cieszysz. Ale dywan jest nowy, Sabina ma bzika na ich punkcie. Jeśli się nie mylę, to jeszcze ma cztery w zapasie.

- Tato, proszę cię – rzekła błagalnym głosem, Renata. – Zamontuj lampę. Rafał się nie zna na elektryczności, wczoraj zrobił dwa razy zwarcie.

- Dobrze córeczko, już się zabieram do pracy. A ty międzyczasie zaparz kawę taką, jaką lubię.

Renata z przerażeniem rozglądała się po pustej kuchni, w której za stół służyło okno.

- Nie bądź smutna, Renatka – rzekł Rafał obejmując ją czule. – Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. Gdy zrobimy, co trzeba, wyjdę z twoim ojcem, rozejrzeć się po sklepach. Kupimy pralkę automatyczną i telewizor. Co ty na to?

Renata przytaknęła głową. Wiedziała, że pralka jest niezbędna, zaś telewizor, tylko dla sportu, który jej mąż wręcz uwielbia. 

- To będzie kupione za pieniądze od ciotki Sabiny. A co kupimy za zarobione? – spytała ciekawie.

- Zastanowimy się. Ale myślę, że powinniśmy rozpocząć od urządzenia kuchni. Wtedy będzie można przyrządzać normalne posiłki i wreszcie uporamy się z tymi ślubnymi prezentami.

Renata nie spuszczała wzroku z Rafała, zalewającego wrzątkiem szklanki z kawą. Po chwili klasnęła w dłonie i wskazała wiszącą lampę. Mrużyła oczy, tupała nogami i wpatrując się w świecący punkt; cieszyła się jak dziecko nad ulubioną zabawką.

Jeszcze tego samego wieczoru. Renata wraz z Rafałem, siedzieli w plastikowych, ogrodowych fotelach, przy okrągłym ogrodowym stoliku i spożywali kolację przy świecach. Rafał oglądał wiadomości sportowe, Renata wodziła wzrokiem na lampę oświetlającą cały pokój, na bielutką firanę, pachnącą świeżością i na dywan, który łaskotał je bose stopy.

- O czym myślisz, Renatka? – spytał Rafał, biorąc ją w ramiona.

- O tobie i naszym mieszkaniu, kiedy patrzę, jak tu się od wczoraj zmieniło.

- Zmieni się jeszcze bardziej. Przysięgam, zanim ukończysz studia, w naszym mieszkaniu będzie wszystko, co potrzeba. Natomiast dla ciebie usypię drogę, tylko muszę się najpierw zastanowić, z jakich kwiatów...

- Z róż – przerwała wpół zdania.

Pokręcił przecząco głową i przytulił ją jeszcze bardziej.

- Nie, nie z róż. Róże, chociaż piękne, jednak mają kolce, które ranią. Nie mogę pozwolić, skarbie, by skaleczyły ci stopy. Pamiętaj, nigdy nie ofiaruję tobie róż. Ale gdy nadejdzie maj, obsypię cię bzem, żeby jego zapach przypominał o mojej wielkiej miłości do ciebie.

Renata westchnęła ciężko i powiedziała sama do siebie: – Nie ważne, że w pokoju nie było mebli, ale mieliśmy siebie i łączyła nas wielka miłość. Rozejrzała się po urządzonym mieszkaniu i zaczęła głośno płakać - Panie Boże – powtarzała przez łzy. – Oddałabym wszystko, co mam, zaczynając od początku, za te cudowne chwile, spędzone z Rafałem. Spojrzała na zegar, było już dobrze po północy. Zgniotła w dłoni pustą paczkę po papierosach i wyrzuciła do śmieci. Przecierając palcami zapłakane oczy – szeptała: – Muszę wziąć się w garść, przecież nie jestem w stanie niczego już zmienić. Zdawała sobie całkowicie sprawę, że wszystko minęło bezpowrotnie, a pozostała tylko pustka oraz dobre i zarazem przykre wspomnienia. Weszła do sypialni, jeszcze raz spojrzała na zegar. Sekundnik odliczając minuty – nieubłaganie pędził do przodu. Gdy przytuliła głowę do poduszki w żaden sposób nie mogła zasnąć, przewracała się z boku na bok, a jej nieposłuszne myśli znowuż wracały do przeszłości. Do przeszłości, po której pozostały tylko wspomnienia. Dlaczego tak się stało? - zadawała sobie pytanie, na które nie potrafiła odpowiedzieć. Mieli wszystko. Ukończone studia, urządzone mieszkanie, którego zazdrościli im przyjaciele, oboje mieli pracę, nie musieli się martwić, co przyniesie jutro. Przede wszystkim mieli siebie. Rafał ciągle powtarzał: - Pamiętaj Renatka, wszystko, co mamy, to zasługa naszej wielkiej miłości. Renata zarzucała mu ręce na szyję, dotykając swoim nosem, jego nosa – pytała: – Czy jest na świecie jeszcze ktoś, kto potrafi kochać, jak ja? – Oczywiście Renatka – odpowiadał szczerze. - Jest jeden taki wariat, tym wariatem jestem ja. Potem śmiali się oboje, przekomarzając, jak małe dzieci, kto kogo bardziej kocha. W takim razie, co było powodem, że ta piękna miłość – przeminęła z wiatrem? Renata odpowiedziałaby bez zastanowienia, że zdrada. Ja jednak sądzę inaczej. To była po prostu jedna mała chwila zapomnienia, która nieświadomie zniweczyła ich młode życie, a tą ogromną miłość zamieniła w bryłę lodu, którą tylko upływ czasu może roztopić.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy