Agent Stephen Rozdział II

Autor: Fifi

Rozdział II

 

 Na zewnątrz budynku stały samochody. Wszyscy razem wsiedliśmy do nich i udaliśmy się w kierunku drogi, którą mieli przejeżdżać Niemcy. Jechaliśmy około godziny, kiedy znaleźliśmy się na miejscu wszyscy zajęliśmy swoje stanowiska. Szwabskie posiłki miały tędy przejeżdżać za kwadrans. Czułem pulsującą krew w żyłach. Wokół mnie była nieprzenikniona noc. W ręku trzymałem broń. Chwilę później usłyszałem warkot silników. Próbowałem zachować spokój, ale to było trudne. Zza drzew wyjechały ciężarówki wypełnione sylwetkami żołnierzy, a za nimi podążały jeepy z RKM- ami. Dałem sygnał rozpoczęcia ataku. W stronę drogi poleciały granaty. Wybrzmiewały serie strzałów. Niemcy zaskoczeni sytuacją nie wiedzieli, co mają robić. Szybko wyskoczyli z palących się już samochodów i zaczęli biec w naszym kierunku. Nasze karabiny dziurawiły ciała szwabskich żołnierzy. RKM – my unieszkodliwiliśmy w krótkim czasie, co dało nam lekką przewagę. Jeden z Niemców zaczął pustoszyć otoczenie miotaczem ognia. Jednak nasz snajper oddał celny strzał, który powalił przeciwnika na ziemie. Nawałnica nadbiegających żołnierzy nie ustawała. Naszemu oddziałowi powoli zaczęło brakować naboi. Dlatego każda leżąca broń miała duże znaczenie. Po dwugodzinnej walce pokonaliśmy siły nieprzyjaciela i tym samym wykonaliśmy powierzone nam zadanie. Kiedy wracaliśmy do sztabu poinformować pułkownika o pomyślnym zakończeniu misji na horyzoncie widniało już zimowe słońce. Rozmowy w samochodzie nie ustawały. Po godzinie drogi byliśmy na miejscu. Pobiegliśmy do biura i wszystko powiedzieliśmy naszemu przełożonemu. On bardzo się ucieszył i kazał nam wracać to swoich codziennych obowiązków. Ja pojechałem do zamku i po raz kolejny musiałem wejść niepostrzeżenie do pomieszczenia przez okno. Szybko wdrapałem się po rynnie i po kilku minutach byłem w swoim pokoju. Przebrałem się, umyłem i wszystkie inne rzeczy schowałem pod łóżko. Po chwili byłem już na dziedzińcu. Zdziwiłem się ponieważ nawet strażnicy którzy codziennie pełnią swoją służbę nie pojawili się tu. Poszedłem do biura majora Britza. Zapukałem i wszedłem.

- Dzień dobry.

- Witam, o co chodzi?

- Właściwie to o nic, chciałem się dowiedzieć czy ma pan dla mnie jakieś zadania do wykonania?

- Na razie nie, ale mam do ciebie prośbę.

- Słucham.

- Będziesz musiał pojechać do miasta w ważnych sprawach.

-, Ale jakich dokładnie?

- Dowiesz się we właściwym czasie. A teraz żegnam.

- Dowidzenia.

Nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć, ale co miałem zrobić. Musiałem wykonać to polecenie. Po południu pojechałem w kierunku miasta. Kiedy wjechałem w leśną ścieżkę,

 jakiś wariat próbował zepchnąć mnie z drogi. Wpadłem w poślizg i uderzyłem samochodem w drzewo. Straciłem przytomność, kiedy się obudziłem leżałem w obskurnej celi pełnej myszy i szczurów. Wokół mnie było pełno krwi. Próbowałem wstać, ale kiedy podniosłem się na rękach poczułem przeszywający ból w klatce piersiowej, upadłem. Nie miałem pojęcia gdzie się znalazłem. Nagle usłyszałem skrzypienie otwierających się drzwi. Do pomieszczenia weszli Niemieccy oficerowie. Rozmawiali między sobą. Jeden z nich kopnął mnie i kazał mi wstać. Kiedy nie wykonałem tego polecenia, uderzył mnie w głowę. W końcu strażnicy podnieśli mnie i zaprowadzili do pomieszczenia, które wyglądało jak biuro. Na środku stało biurko a przy nim stołki. Na ścianach wisiało wiele dziwnych przyrządów. Kazali mi usiąść i odpowiadać na pytania.

- Kim jesteś ? – spytał jeden.

Nic nie powiedziałem. Oficer podszedł do mnie i uderzył mnie w twarz jednocześnie grożąc mi, że jeśli nie odpowiem zabije mnie. Ja nadal siedziałem na krześle. Wiedziałem że nie mogą mnie zlikwidować, ponieważ byłem ich jedynym informatorem z

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy