Aida nie zawsze równa się Abigail...

Autor: ConnieHabitet

Obudził mnie dzwonek do drzwi o trzeciej nad ranem.                 – Czego tam? – syknęłam z ogromną niechęcią do tego, aby otwierać nieproszonemu gościowi.                 Leniwie wywlokłam się z łóżka, potrącając nogą zgaszoną świeczkę i kubek z nieświeżą wodą, która wylewając się na moją ulubioną książkę, zapaćkała mi nowy dywan. Zapaliłam światło w salonie i w szarych, zniszczonych spodniach oraz wysłużonej, ubrudzonej farbą bluzką, podeszłam do mahoniowych drzwi. Prawym okiem, które w danym momencie miałam otwarte, zajrzałam przez judasza.                 Ujrzałam młodego mężczyznę w czarnej bluzce, uwydatniającej równe linie mięśni na klatce piersiowej, i w spranych dżinsach, które dawno powinny znaleźć się w koszu. Trzymał dwie walizki o niepomiernych rozmiarach. Kosmyki blond włosów, które uciekły spod czarnej opaski, opadły mu na zakrwawione oczy. Zniecierpliwiony postawił torby na podłogę i oparł się o jedną z nich.                 Otworzyłam drzwi i oparłam się o klamkę.                 – Nie śpisz nago, prawda? – mruknęłam.                                 Chłopak, którego imienia nie było dane mi poznać, wszedł do mojego mieszkania nie odzywając się ani słowem. Żadnego cześć, dobry wieczór, chociażby przepraszam. Postawił bagaże przy smolistej, skórzanej kanapie, przy czym przygryzając dolną wargę nieziemsko seksownych ust, bacznie mnie obserwował. Założyłam ręce na piersi, a niesforne włosy uwierały mnie w ręce.                 Podeszłam do blatu kuchennego i rzuciłam mu butelkę półlitrowej wody. Popatrzyłam znacząco na kanapę, a blondyn z opaską na włosach powiedział:                 – Wyrzuciła mnie z mieszkania.                 Udając, że tego nie słyszałam, poszłam do łazienki, wyjęłam mu najstarszy ręcznik, jaki mogłam znaleźć i wracając do salonu, rzuciłam na jego walizki.                 – Dostanę koc?                 – Masz ręcznik – odparłam i wróciłam do łóżka.                 Przyszedł za mną jak bezpański pies i unosząc brwi, zapalił rażące mnie światło.                 – Nie śpisz tutaj – jęknęłam do poduszki. – Gaś to światło!                 Głośno westchnął, odwrócił się i zamknął za sobą drzwi, pozostawiając światło zapalone. Po chwili usłyszałam kroki, powolnie zbliżające się do mnie. Poczułam, jak kołdra, która okrywała moje ciało, została mi zerwana. Podniosłam głowę i zobaczyłam jak bezczelny facet położył się na kawałku mojego ni to jednoosobowego, ni to dwuosobowego łóżka.                   – Masz tupet! – wrzasnęłam. – Wynoś się!               

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy