azproszenie

Autor: kierst

-Czemu musimy czekać?

-Miałaś nie pytać, ale masz szczęście, bo zapytałaś nie o swoją, ale o naszą sytuację. Śpi domownik, a sen u niego to jedyna rzecz uznana za świętą, toteż w żadnym wypadku nie możemy jej naruszać.

Miriam zdawała się być rozbawiona ta wypowiedzią. Kontynuowała rozmowę:

-Dla kogo pracujesz?

Doręczyciel wyczuł kpinę w mowie Miriam, ale nie zwracał za bardzo na to uwagi:

-Nie wiem, tego nigdy się nie dowiem, urzędy, urzędy. Ale cieszę się, że pracuję, przynajmniej na razie.

-A kto mieszka w tym domu?

-Jak to kto? Przecież już mówiłem: domownik.

-No tak, tajemnica pewnie zawodowa. A wiesz co - i tu na chwilę przerwała, zastanawiała się, chyba oceniała sytuację. Popatrzyła na Doręczyciela i zrezygnowała z dalszej wypowiedzi. Doręczyciel rad był z takiego postanowienia. Siedzieli tak dłuższą chwilę, nie rozmawiając. Miriam trzęsła się nie tylko ze strachu i zdenerwowania, ale i z zimna, bo noc była wilgotna.

-Pójdź w me ramiona, może przestaniesz tak telepać siebie.

Miriam spojrzała tylko kpiącym wzrokiem w bok i oczywiście nie skorzystała z propozycji. Choć może niejedna damulka by rada była z takowej, bowiem Doręczyciel potężny był i w ogóle niczego sobie, a wręcz był zajebisty. Lecz nie z Miriam takie numery, choć Doręczyciel miał naprawdę dobre intencje:

-No się nie bój, widzę, że jest ci zimno, nie chcę żebyś chorowała. Domownik będzie niezadowolony. No, przytul się, nie będę się dobierał, nie jesteś w moim typie.

Miriam nic nie odpowiedziała, trwała w swej drgającej pozie. Doręczyciel pokiwał tylko głową, ale nie zamierzał nalegać dalej. Trwał czas nieustannie, ciągnął się obrzydliwie jak flegma z gardła, to było nie do wytrzymania. Miriam próbowała jakoś logicznie wyjaśnić fakt znalezienia się tutaj. Jednak nijak nie mogła sobie tego wytłumaczyć. Nic nie przypominała, miała jakąś wyrwę w pamięci, nic nie mówiło jej o tym jak się tu znalazła. Ostatecznie wytłumaczyła sobie, że ma chwilową amnezję. A ten typ obok, to ktoś niebezpiecznie upośledzony psychicznie. Obserwowała go bardzo dokładnie. Chciała wyczuć moment, gdy będzie już tak zmęczony, że przyśnie, wtedy podbiegnie do tej chałupy i zacznie walić w drzwi, okna, w co popadnie i wołać o pomoc. Jak żałowała, że usiadła nie z tej strony, co trzeba. Gdyby usiadła po lewej stronie Doręczyciela, wówczas miałaby o wiele bardziej prostszą drogę do tego domku. Czekała, czekała, a ten paskudnik jakby na złość nie usypiał, jakby wyczuwał, że coś może się stać. Miriam miała już dość tego napięcia i dławiącego strachu. Zerwała się z krzykiem z ławki i chciała biec w kierunku domu, lecz tylko wstała na nogi i lekko obróciła ciało w wybranym kierunku, a już poczuła na ustach olbrzymią łapę Doręczyciela. Druga jego ręka chwyciła Miriam w tak zwane pół. Stał za nią i szepnął jej złowrogo w ucho:

-Co ty wyprawiasz, debilko. To ci nie przejdzie płazem, kurwa nauczysz się pokory, zasrany buntowniku! – to rzekłszy zacisnął rękę na jej gardle, lekko ją przyduszając, dmuchnął jej w nos i puścił. Niby nic, ale Miriam zaczęła kaszleć, kichać, łzawić, dusić się. Dostała jeszcze kopniaka w dupę. Miriam nie mogła się nadziwić co to za stworzenie, gazownia jakaś czy co? Tym czasem Doręczyciel nerwowo spoglądał w kierunku budynku, czy aby nikt z niego nie wychodzi sprawdzić, kto śmiał naruszyć mszę najświętszą czyli sen. Nikt jednak nie wychodził.

Po jakichś dziesięciu minutach dla Miriam trochę przeszło. Usiadła zrezygnowana na stare miejsce. Dyszała ciężko, czasem pokasływała przecierając swe załzawione oczka. Nic już nie mówiła. I oczywiście ona zmęczyła się szybciej niż Doręczyciel. A może w tym dmuchu donosowym były jakieś środki usypiające? Przecież po tylu nie dających o sobie zapomnieć wrażeniach, doprawdy trudno o sen. Usnęła. Litościwy Doręczyciel wziął ją pod ramię, czuł bowiem jaka jest zimna, opatulił jak tylko mógł ubraniem. I tak trwali w tę noc.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy