azproszenie

Autor: kierst

Miriam tylko otwierała usta co chwilę jak ryba wyłowiona z wody, nie wiedząc już co robić.

-Czego na mnie wrzeszczysz? Nie chciałam tu się w ogóle znaleźć. Nie mam pojęcia jakim cudem tutaj jestem. Chciałam tylko zapytać co to za miejscowość i jak mogę się stąd wydostać. Tylko tyle i już mnie nie będzie.

Dziewczyna się trochę uspokoiła, ale wciąż była zdenerwowana i wyglądała na bardzo zmęczoną.

-Słuchaj, naprawdę nie mam ochoty na rozmowę. Rozumiem, że ty oczywiście chcesz się czegoś dowiedzieć, ale wszystko w swoim czasie. I tak żadne informacje ci nic nie dadzą, bo przecież nie wiesz nawet, gdzie chcesz się wydostać, nie wiesz skąd tu przybyłaś. Mogę ci powiedzieć, że to jest Czarnystok, jak można dojechać do Białego i tam dalej, i tam dalej, ale przecież wiesz, to ci nic nie da, więc najlepiej dla ciebie będzie, gdy tu pozostaniesz. Wszystko się wyjaśni kiedyś, mam przynajmniej taką, kurwa, wielką nadzieję. Ja tego nie chciałam, nie zapraszałam ciebie tutaj, ale to tyle. Teraz pozwól z łaski swojej skończyć robotę, potem pogadamy. Idź tymczasem do pokoiku, możesz włączyć sobie telewizję.

Miriam, słuchając tego, z wielkim bólem uświadomiła sobie, że rzeczywiście nic nie wie, że jest w okropnej sytuacji. A najgorsze było to, że nie wiedziała nawet, czy to najgorsza sytuacja w jej życiu, bowiem o życiu swym nie wiedziała nic. Poczuła się tak przerażająco samotna i niczyja, nic nie mogła rozpoznać jako swoje, jako coś, co by choć swą rzeczowością z nią współistniało. Wpadła w panikę. Łzy opatuliły jej oczy, nienawidziła Doręczyciela i tej dziewczyny. Zawróciła się na pięcie i już chciała wybiec, ale poczuła na plecach ogromny ból. To Dziewczyna zorientowała się w zamierzeniach Miriam i udaremniła je uderzeniem szczotki. Natychmiast chwyciła ją za fraki, przyciągnęła do siebie i tak oto się ozwała:

-Słuchaj, nie rób kłopotów. Nie musisz się tak denerwować ani denerwować mnie. Dla uspokojenia powiem ci, że nie jesteś pierwsza tutaj. Miałam już takich gości i kiedyś w końcu mam nadzieję, że przestaną być do mnie doręczani. Ja też nie wiem do końca o co tu kamon. Ale uwierz mi, że z tobą się wszystko ułoży, pomału zaczniesz wszystko kojarzyć, tylko na to trzeba czasu. Ale żeby to stało się jak najszybciej, musisz być posłuszna i tu pozostać I tak tu zostaniesz, chcesz czy nie, potem będziesz wolna. To tyle, koniec tłumaczeń i nie pytaj mnie już o nic. Po to masz ten swój mózg, by samodzielnie analizować fakty i wyciągać wnioski. Teraz bądź tak miła i pójdź w końcu do tego pokoiku, bo do wieczora nie rozprawię się z tą podłogą. – popchnęła Miriam w kierunku wejścia do pokoiku. Ta już się poddała, poszła posłusznie. Płakała. Bała się potwornie, a lęk wzmagała świadomość absolutnej samotności. Stała chwilę oszołomiona wszystkimi czarnymi ptakami dziobającymi ją niemiłosiernie w ledwo żyjące, ale wciąż czujące oczodoły (to taka metafora chujowego samopoczucia). Usiadła na tapczanie. Wszystko wyglądało bardzo obskurnie. Obdarte ściany, stare meble, zniszczony dywan. Pomimo tego żadna z rzeczy nie dziwiła Miriam, wszystko wydało jej się naturalne, takie jak powinno być, a nawet bliskie. Choć sytuacja jej była beznadziejna, ona odczuwała jakieś bezpieczeństwo w otoczeniu tych, nie jej przecież, rzeczy. Może dlatego, że nie atakowały ją za strach, niewiedzę i próbę dociekań. Przez pewien czas miejsce to wydało się nawet znajome. Może śniła kiedyś o nim, a może tu była? Nie, to niemożliwe, na pewno by pamiętała. Może zrobili jej lobotomię? Nie, to zbyt straszne. Po prostu nagle jej część przestałaby istnieć, świadomość pewnych zdarzeń nie miałaby racji bytu, jej osobowość nie miałaby odniesienia do przyczyn przeszłych zdarzeń, bu! Byłaby taką nie do końca świadomą owcą, a niektórych swych zachowań czy lęków za chuja nie mogłaby wytłumaczyć. Nawet gdyby później się dowiedziała o tych zdarzeniach, faktach, które wycięto jej z głowy, to przecież byłaby to tylko informacja, a nie osobiste przeżycie. Miriam zawsze mówiła, że nawet najgorsza prawda jest najlepsza, więc to przypuszczenie wydało jej się najgorsze z możliwych. Szybko więc poczęła wymyślać coś innego. Więc może to terroryści i chcą ją wyszkolić na członka Al.-Kaidy, dlatego postarali się o tyle konspiracji, tyle zabiegów, by nic nie rozumiała i dała się łatwo podporządkować. Tak się w to zaangażowali, że nawet uczynili coś takiego, że nie pamiętała swej przeszłości, ale jak to zrobili? Lobotomia była najgorsza, więc może zrobili to siłą perswazji albo siłą woli, czy może hipnozą? O! hipnoza najbardziej jej odpowiadała, bo po niej można się przecież obudzić. Tylko może być teraz w naprawdę trudnej sytuacji, z takimi zajobami to nie wiadomo co może się zdarzyć. Ech, a może porwali ją? Już zaczęła wyobrażać sobie jak mówią o tym w „997” lub szuka ją rodzina w „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”. Rodzina, jaka rodzina?! Miriam skryła twarz w dłoniach, płakała. Czuła się tak samotna, tak nieważna, nieistniejąca, taka nic nie znacząca, takie pierdolone nic. Skuliła się na tapczanie i ryczała. W końcu zasnęła.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy