azproszenie

Autor: kierst

Dziewczyna tymczasem uporała się z podłogą. Zdziwiła się naprawdę, gdy sprawdziła, co też poczynia jej gość. Tego, że śpi, się nie spodziewała. Już szybciej pomyślałaby, że uciekła, a to byłoby jej na rękę. Mogłaby choć przez chwilę zająć się sobą. Kto by pomyślał, że zatęskni za samotnością? Oczywiście tą namacalną, nie duchową. Nalała sobie ciepłej wody do miski i tak siedziała na taboreciku ze stopami w wodzie, z głową opartą na dłoniach przez około godzinę. Patrzyła nic nie widzącym wzrokiem, trwała w utajonym bycie. Nagle, z niewiadomej przyczyny, ocknęła się. Wytarła nogi. Jak najciszej weszła do pokoiku, wzięła kocyk, zeszyt i książkę. Poszła na podwórko, dzień był wspaniały.

Słońce przechadzało się po złotym ciele Dziewczyny. Ospale rozpościerało swe malowidła przejrzyste na skórze, przeszkadzało jednak na oczach. Układała się jak tylko mogła, próbowała najróżniejszych póz, by uniknąć porażenia zmysłu wzrokowego słońcem i by w miarę wygodnie móc leżeć i zarazem pisać lub czytać. W końcu zatryumfowała na swych łokciach, ale nie na długo. Wszystko jej drętwiało, więc poddała się, odłożyła to, nad czym miała popracować, próbowała usnąć.

Z domu wyszła Miriam. Zauważywszy Dziewczynę niepewnie poszła w jej kierunku. Usiadła na kocyku obok i wzięła do ręki leżący zeszyt, poczęła go kartkować. Ledwo zdążyła rozszyfrować jedno zdanie, którego znaczenia i tak nie zrozumiała, a już poczuła mocne uderzenie. Dziewczyna nie spała, zadała cios w ręce Miriam, tak że zeszyt uderzył ja w twarz i wylądował na jej kolanach. Dziewczyna nie wyglądała pomimo tego na wściekłą, raczej bardziej na wystraszoną.

-Nigdy więcej nie waż się dotykać tego zeszytu, a najlepiej nie ruszaj żadnej rzeczy bez pozwolenia. Nikt ci nie mówił, że od prywatnych rzeczy wara? A co by było gdybym napisała tam, a zresztą, nie ruszaj tego i koniec. Rozumiesz?

-Wystarczyło powiedzieć, nie trzeba było od razu bić.

-E tam- Dziewczyna położyła się na kocu, zasłoniła twarz od słońca i spoglądała na Miriam. Ona już nie mówiła nic, bała się i coraz mniejszy sens widziała w tym, by się odzywać.

-Nie martw siebie, to się ułoży, musisz się tylko przestać opierać, a zobaczysz przejdzie niczym piekielna dzicz, he, he.

-Tak, nie martw się, przecież nie ma powodów, co nie? Nie ma tutaj jakiejś wody, czy coś takiego?

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy